by Rafał Santoro - Jak nie pracować przez całe życie

50 lat i emerytura – co jeśli dopiero dowiedziałem się o wolności finansowej?

18/12/2017 by Rafał Santoro
50 lat i emerytura – co jeśli dopiero dowiedziałem się o wolności finansowej?

Jak zabrać się do wolności finansowej jeśli ma się już 40-50 lat? Czy to jest osiągalne? Postaram się wczuć w rolę przeciętnego 50 latka.

Czytając komentarze na rożnych blogach zauważyłem, że co jakiś czas przewija się pytanie:

  • „A co jeśli dowiaduję się o wcześniejszej emeryturze w wieku 40/50 lat?”
  • „Jest jakaś  szansa dla mnie czy będę dogorywać na etacie do końca swoich dni?”

Zazwyczaj pierwszym odruchem człowieka po zdaniu sobie sprawy z tego, że coś robił do tej pory źle jest załamanie rąk i myślenie „teraz to już pozamiatane”:

  • „O nie, jestem już za stary i muszę pracować dopóki nie dostanę emerytury od państwa
  • „Inni tak mogą, bo są młodsi, ja nie mam czasu”

Sam dopiero dobiję do 30stki w przyszłym roku ale postanowiłem wczuć się w rolę 40-50 latka. Wielu czytelników WyściguSzczurów to osoby właśnie w tym wieku więc może być ciekawie.

Wcielam się w rolę

Założę, że jestem przeciętnym facetem, z dwójką dzieci, samochodem, kredytem na dom/mieszkanie itp i w pewnym momencie dochodzę do wniosku, że codziennie przeżywam dzień świstaka:

  • większość życia spędzam w pracy,a dla samego siebie i rodziny nie wystarcza już czasu.
  • Po 15-25 latach uczestniczenia w wyścigu szczurów zdążyłem się już przyzwyczaić i taki tryb jest dla mnie czymś normalnym. W zasadzie cały czas jestem zmęczony i cały czas gdzieś biegnę. Poza urlopem, Świętami i długimi weekendami nie mam zbyt wiele czasu na cieszenie się życiem.

Własnie tak sobie wyobrażam życie przeciętnego Polaka. Nie chodzi mi o Was, bo To, że czytacie WyścigSzczurów oznacza, że nie jesteście przeciętni. Chodzi mi o przeciętnego Kowalskiego, który nie uczy się na własną rękę.

Będąc 40-50 letnim Kowalskim zdaję sobie sprawę, że mam problem, bo nie robię w życiu tego, co bym chciał. Tylko co z tym zrobić? Kiedyś ludzie po poradę chodzili do wróżki, szamana, księdza lub najstarszego członka plemienia. Dzisiaj, wchodzi się na google.pl

Po kilku minutach wyszukiwania trafiam na dziesiątki blogów, podcastów i książek traktujących o wcześniejszej emeryturze. Okazuje się, że to jest możliwe. Są ludzie, którzy to robią.

Szybko dopadają mnie wątpliwości. Jestem starszy niż inni i na dodatek zaczynam później. Mam już tak zakorzenione nawyki, że będzie mi trudno je zmienić – od dwudziestu lat wożę dupę samochodem i miałbym się teraz przesiąść na autobusy? NA AUTOBUSY??!!

Zwarcia w mózgu

Mówi się trudno. Do wyboru mam: albo nic nie robić i nic się nie zmieni, albo zacząć działać i poprawić swoje położenie.

Biorę kartkę i liczę. Okazuje się, że przy obecnych wydatkach i zarobkach, mogę mieć ciężko z dobiciem do wcześniejszej emerytury w 5-15 lat. Rodzina kosztuje i nie mam takich możliwości manewru jak 30sto letni Santoro.

To nie dobrze. Bez możliwości znacznego zwiększenia oszczędności lub zarobków jestem skazany na etato-kamieniołom do końca swych dni. To mnie nie zadowala więc myślę nad scenariuszami alternatywnymi.

Jeśli uda mi się trochę mniej wydawać na życie i coś zainwestować, to nie będę musiał pracować na pełen etat. Praca na pół etatu lub 3/5 wciąż oznacza 3 lub 4 dniowy weekend. To już coś.

Wprawdzie niepełen etat to nie emerytura, ale już solidny krok naprzód. Z czasem pojawią się inne pomysł na poprawę sytuacji. Nie każdy pracodawca zgodzi się na niepełny wymiar godzin ale są tacy, którzy się zgodzą.

Zaczynam wdrażać zmiany w życie.

Trzy składniki

Jak zawsze, do wcześniejszej emerytury potrzebne są trzy składowe:

  • więcej oszczędzać
  • więcej zarabiać
  • większe zyski z inwestycji

Na tapetę biorę pierwszy z nich.

Więcej oszczędzać

Założę, że przed przebudzeniem niewiele oszczędzam. Jako głowa rodziny i główny żywiciel mam sporo wydatków.

Zaczynam od notowania dokładnie ile na co wydaję[link]. Pozbywam się samochodu, bo to finansowa czarna dziura. Gdyby to nie było możliwe (bo np. mieszkam poza miastem) to zamieniłbym samochód na jak najtańszy i najmniej awaryjny.

Zamieniłbym drogie hobby na tańsze ale dające tyle samo przyjemności.

Mając dokładnie zapisane na co wydaje pieniądze po kolei optymalizowałbym wydatki w każdej kategorii. Z czasem pojawią się nadwyżki finansowe.

Znacie mnie i wiecie, że nie jestem zwolennikiem cięcia kosztów do granic możliwości. Dlatego ograniczyłbym te koszty które się da, ale bez przekraczania granicy komfortu.

Jeśli po tych wszystkich zabiegach będę wydawać na życie moje i mojej rodziny o 20% mniej, to mogę pracować o jeden dzień krócej w tygodniu.

Więcej zarabiać

Obok oszczędzania zacząłbym kombinować, jak zarabiać więcej.

Postarałbym się o podwyżkę, ale to oznacza, że trzeba dać pracodawcy powód. A takim powodem może być np. podniesienie kwalifikacji lub wykonywanie pracy na którą jest większe zapotrzebowanie. To oznacza konieczność nauki po godzinach.

Skoro mam te 40-50 lat to moja motywacja do dodatkowej nauki jest zerowa. Wracać do książek? W tym wieku? No trudno. Kilka miesięcy wysiłku i może się uda. A jeśli nie, to łatwiej mi będzie zmienić pracę na lepiej płatną.

Większe zyski z inwestycji

Teraz, skoro co miesiąc oszczędzam i więcej zarabiam wypada mi te pieniądze zainwestować.

Najprostszym sposobem byłby zakup jednej lub dwóch kawalerek na wynajem lub ETFów. Nie kombinowałbym za wiele, bo 95% inwestorów traci próbując walczyć na Forexie czy innych arenach.

Po drodze zacząłbym szukać możliwości dodatkowego zarobku. Może wpadnie mi do głowy jakiś pomysł na biznes.

Podsumowanie

Oczywiście te wszystkie zmiany które opisałem, rozkładają się na wiele miesięcy, a może nawet i lat. To trwa, ale każdy krok jest przemyślany więc prowadzi w wybranym kierunku.

Wolność finansowa i wcześniejsza emerytura dla kogoś kto ma 50 lat mogą się wydawać tak odległym celem, że nie wartym zachodu. Nic dziwnego, bo nawet w moim przypadku jest to zadanie na wiele lat.

Dobra wiadomość jest taka, że w każdej sytuacji można zrobić coś, żeby poprawić swoje położenie. Szczególnie jeśli do tej pory nic się z tym nie robiło. Wtedy potencjał do poprawy jest największy. Łatwiej zwiększyć oszczędności osobie, która w ogóle nie panuje nad wydatkami niż komuś, kto od kilku lat optymalizuje wydatki.

Na początku skupiałem się na małych krokach: zarobić 500 zł więcej, wydawać o 200 zł mniej. Po kilku miesiącach zmiany zaczęły być widoczne, a po kilku latach są OGROMNE.

Za pierwszym razem wyliczyłem wiek przejścia na wcześniejszą emeryturę na 45 lat. Wprowadziłem trochę zmian i teraz wychodzi, że emerytem zostanę po 35 latach.

Często to powtarzam, ale jeśli podejmuje się odpowiednie kroki to efekt z czasem się kumuluje. Dzięki temu przyśpieszamy i czas potrzebny do osiągnięcia wolności skraca się szybciej niż zakładaliśmy na początku.