Rafał Santoro - Blog o życiu, finansach i wcześniejszej emeryturze

7 sposobów na ograniczanie wydatków na jedzenie

31/07/2017 by Rafał Santoro
7 sposobów na ograniczanie wydatków na jedzenie

Po przeprowadzce do Szwecji zdałem sobie sprawę, że wydaję na jedzenie około 600-700 zł miesięcznie, czyli tyle samo, co kilka lat temu mieszkając w Krakowie. Jak to możliwe, skoro Szwecja jest dużo droższa?

Nieświadomie dzięki poniższym prostym krokom ograniczyłem wydatki w spożywczym:

1. Rzadko chodzę do sklepu

Jak najrzadziej chodzę na zakupy. Mniej okazji do wydawania pieniędzy, więcej zaoszczędzonego czasu. Kiedyś sklep odwiedzałem 5x w tygodniu. Marnowałem na to dwie godziny tygodniowo.

Robiąc duże zakupy raz na tydzień na mojej liście mam 10-12 pozycji. Chodzę z małym plecakiem więc nie zmieści mi się nic poza tym. Kupuję tylko to, co potrzebne.

2. Zawsze chodzę na zakupy z listą

To drugi najważniejszy punkt jeśli chodzi o ograniczanie kosztów. Listę zapisuję na telefonie, wpadam do sklepu, jak najszybciej pakuję do koszyka i wychodzę. Bez listy musiałbym się w sklepie zastanawiać i szukać tego, co się może przydać. Na 101% zapomniałbym kupić to po co przyszedłem.

3. Chodzę do sklepów które znam

Dzięki temu nie błądzę między alejkami. Błądząc zawsze kupię coś, po co nie przyszedłem. Kiedy wiem gdzie co leży nie muszę zatrzymywać się, skanować półek i marnować czasu. Inne produkty mnie nie kuszą, bo idę z punktu A do punktu B.

4. Na zakupy chodzę z małym plecakiem

Mój plecak ma ograniczoną pojemność. Jeśli robię zakupy raz lub dwa razy w tygodniu to nie mam miejsca na rzeczy spoza listy. Wystarczy, że robię zapasy na cały tydzień – ryż, mleko, kilka puszek, mozarelle, owoce itd. – i już robi się z tego 10-15 kg. Nie ma miejsca na produkty spoza listy.

Do samochodu można wpakować nieograniczoną liczbę zakupów więc jeśli nie masz rodziny i mieszkasz w mieście, przesiądź się na własne nogi.

5. Wybieram najmniejszy koszyk lub nie biorę go w ogóle

Podobnie jak z plecakiem wybieram jak najmniejszy koszyk. Niektóre sklepy się wycwaniły – nawet najmniejszy jest w rozmiarze XXL.

Jeśli to możliwe nie biorę koszyka w ogóle. Kiedy wszystko mi z rąk wypada chcę jak najszybciej odhaczyć listę i przedrzeć się do kasy.

6. Na zakupy chodzę sam

Jeśli idę do sklepu ze znajomymi częściej kupię coś spoza listy. Skoro znajomy coś kupuje to mi też się przyda, prawda?

Dlatego zawsze rozdzielam się w sklepie, mówiąc, że zaczekam przy kasie. Zaliczam rzeczy z listy i wychodzę. Poza tym ludzie którzy snują się po sklepie bez celu, oglądając każdą półkę, irytują mnie ;P

7. Z góry zakładam budżet na jedzenie

Zjeść pizzę na mieście czy cztery obiady w domu?

Co tu dużo mówić, jedzenie na mieście jest drogie. Mam szczęście, że nie lubię jeść w restauracjach. Jest tam drogo i marnuję więcej czasu niż gotując samemu: dojazd do restauracji, czekanie na stolik/zamówienie i jeszcze może mi nie smakować albo mogę się nie najeść.

Swoją drogą mam wrażenie, że niektórzy, a szczególnie kobiety, chodzą do restauracji tylko po to, żeby wrzucić zdjęcie na facebooka/instagrama i zainkasować swoją dzienną porcję lajków.

Gotowanie samemu zajmuje mi to mniej czasu niż jedzenie na mieście: zakupy około godziny, gotowanie niecałe dwie raz na cztery dni. A żeby coś zjeść na mieście najpierw musiałbym stracić czas na dojazd, potem na składanie zamówienia i czekanie na jedzenie, a ja nienawidzę czekać na jedzenie kiedy jestem głodny. W domu przynajmniej mogę podjadać.

Podsumowanie

Ograniczenie częstotliwości chodzenia do sklepu, razem z robieniem listy zakupów, to najlepszy sposób na ograniczenie wydatków. Ja jem dokładnie to samo co przedtem, a wydaję mniej i mam więcej wolnego czasu.

Robienie zakupów i gotowanie maksymalnie uprościłem. Oszczędzam pieniądze, wysiłek i czas.

 


Listę wszystkich wpisów znajdziesz w ARCHIWUM. Jeśli chcesz otrzymywać nowe artykuły na maila – zapisz się do newslettera.