by Rafał Santoro - Jak nie pracować przez całe życie

Argumenty przeciwko wolności finansowej

01/12/2018 by Rafał Santoro
Argumenty przeciwko wolności finansowej

Niedawno w pracy stoczyłem werbalny pojedynek z przeciwnikiem wolności finansowej. Stenogram z rozmowy i obalenie jego argumentów we wpisie.

Do przedstawiania mi argumentów przeciwko wolności finansowej sprowokowałem przez przypadek kolegę z pracy. Wspomniałem, że nie opłaca mi się zmieniać branży, bo jeszcze tylko kilka lat i nie będę musiał pracować. Oburzył się i powiedział:

Zanudzisz się, chyba, że polecisz do Afryki i zostaniesz królem wioski.

To prawda, będąc na wcześniejszej emeryturze będę mieć na tyle wolnego czasu, żeby polecieć do Afryki i zostać królem wioski.

O ile nie masz jakiegoś genialnego pomysłu o którym nic nie mówisz, albo umierającego milionera w rodzinie to się zesrasz z nudów. Chyba że cie stać na jacht, odrzutowiec i zamek.

Nikt z moich znajomych ani rodziny nie wie, że prowadzę tego bloga. Wiecie o nim tylko Wy. Blogowanie to jedna z moich pasji, na które brakuje mi czasu – 40 godzin tygodniowo spędzam w pracy na etacie.

Dodatkowo, w mojej rodzinie nie ma milionerów.

No i przyjdzie kryzys, nie wiadomo tylko kiedy.

Na pewno przyjdzie. Dlaczego miałbym być w gorszej sytuacji niż ludzie pracujący na etacie? Ja mam niskie koszty życia i oszczędzam spore kwoty, a większość ludzi wydaje wszystko co zarobi. Dlaczego miałbym być w gorszej sytuacji w razie kryzysu? Wcześniejsza emerytura to DODATKOWY bufor bezpieczeństwa na wypadek problemów, nie obciążenie.

Byli tacy jak ty 100 lat temu, chcieli iść na wcześniejszą emeryturę, ale przyszedł czarny piątek.

Ci którzy uprawiali ślepą spekulację, popłynęli. Ci którzy mądrze inwestowali, mieli kapitał żeby zarobić na kryzysie/początku hossy. Jak myślicie, do której grupy należą osoby dążące do wolności finansowej?

W Niemczech hiperinflacja, to co miało starczyć na resztę życia wystarczyło na bilet tramwajowy.

Jak wyżej, dlaczego osoba dążąca do wolności finansowej i inwestująca w realne aktywa miałaby być w gorszej sytuacji niż reszta społeczeństwa? W przypadku gospodarczej katastrofy będzie w dużo lepszej sytuacji niż inni.

W 2008 kryzys w USA, mieszkania nie były już tyle warte co kiedyś, szczególne przejebane mieli ci, co je wzięli na kredyt.

Wreszcie częściowo sensowny argument. Ci, którzy wzięli za dużo mieszkań na kredyt faktycznie mieli problem. Popełnili błąd bo się nie zabezpieczyli.

Ale ci, którzy dobrze zbilansowali inwestycje nie narzekają. Zamiast kupować 10 domów na wynajem, kupili 2-3 w dobrej okolicy i wzięli pod uwagę, że prędzej czy później przyjdzie kryzys.

Uważam, że to ryzykowne wypaść z obiegu.

Prawda. Jeśli jesteś lekarzem lub prawnikiem to lepiej, żebyś miał duży margines bezpieczeństwa przechodząc na wcześniejszą emeryturę. Z kolei dla innych zawodów, typu kurier, kelner czy recepcjonistka nie ma większego znaczenia, czy się wypadło z obiegu czy nie.

Będąc na emeryturze masz mnóstwo czasu na rozwijanie dodatkowych umiejętności – mogą się przydać do pracy zarobkowej w razie katastrofy.

Twoje pieniądze będą warte tyle co papier toaletowy, a ty będziesz miał lata przerwy w cv.

Nie ma chyba osoby wolnej finansowo trzymającej 100% majątku w gotówce. Żeby wygenerować pasywny dochód pokrywający koszty utrzymania trzeba ulokować kapitał w realnych inwestycjach. Inwestycje „fizyczne”, takie jak mieszkania na wynajem, są najlepiej zabezpieczone przed hiperinflacją.

Nie mówię, że taka inwestycja jest zupełnie bezpieczna. Mówię, że jest bezpieczniejsza niż pracowanie na etacie i wydawanie wszystkiego.

Nie wiadomo co się może stać, ostatnio amerykański generał mówił, że w ciągu 15 lat będzie starcie z Chinami, jak to się odbije na gospodarce i bezpieczeństwie?

Znowu, dlaczego osoba która opuściła wyścig szczurów miałaby się mieć gorzej od tych, którzy pracują na etacie?

W ciągu naszego życia stanie się coś przejebanego.

To na pewno! Polska to kraj zaorany wojnami i okupacjami, kryzysami i powstaniami. Tym bardziej warto gromadzić majątek, uczyć się języków obcych, zdobywać kontakty zagranicą i postarać się o dodatkowy paszport innego kraju. To bezpieczniejsze niż praca na etacie i wydawanie wszystkiego co się zarobi.

Kryzys migracyjny się nie skończy, zmiany klimatyczne, kryzys ekonomiczny- jak to się nałoży to nie będzie emerytur.

Jak wyżej, lepiej się zabezpieczyć przez gromadzenie majątku. I tak dalej, i tak dalej…

Poza tym, też nie wierzę w to, że za te kilkadziesiąt lat dostaniemy jakieś emerytury od państwa.

Bardzo ci się nie chce pracować :p

Oj bardzo. Sam efektywniej wykorzystam swój czas niż pracodawca. I o ile przyjemniej.


To by było na tyle. Wszystkie argumenty mojego kolegi przytoczyłem w oryginale i ani jednego nie pominąłem.

Pomimo, że prawie żaden z jego argumentów nie miał sensu, to rozumiem jego obawy. Dopiero startuje w dorosłe życie i brak mu pewności siebie. Inaczej patrzy się na życie jeśli nie kontroluje się finansów czy ogląda telewizję w której straszą wojnami, kryzysami i stonkami ziemniaczanymi.

Dążenie do wolności finansowej i wcześniejszej emerytury to długi proces. Obniżając koszty życia i podnosząc kwalifikacje (wynagrodzenie) oszczędza się coraz więcej i buduje pewność siebie. To ogranicza stres, zwiększa pole manewru i czyni Cię szczęśliwszym człowiekiem.

Dziwi mnie to, jak wiele osób woli wyrzucić zarobione pieniądze w błoto i żyć od pierwszego do pierwszego.