by Rafał Santoro - Jak nie pracować przez całe życie

Rany, co ja tutaj robię…

01/03/2019 by Rafał Santoro
Rany, co ja tutaj robię…

Siedzę pośród nich i zastanawiam się, co ja tutaj robię?!

Siedziałem przy biurku pochłonięty pracą. Co chwilę ktoś przychodził o coś zapytać, prosił żeby coś zrobić. Do tego bieganie ze spotkania na spotkanie. Korpo pełną gębą.

Pomimo tego, moje myśli były daleko poza biurem, w innej galaktyce.

Planując tydzień w niedzielę upychałem po 2-3 aktywności na każde popołudnie. Tyle ciekawych rzeczy do zrobienia,  a czasu tak mało!

Siedziałem taki zamyślony, żonglując zadaniami. Sądzę, że gdyby ktoś z boku mi się przyjrzał to od razu by zauważył, że coś jest ze mną nie tak – jakbym wypił kilka głębszych albo wylądował na nowej planecie i próbował się zorientować, co ja tutaj robię.

Co ja tutaj robię?

Otrząsnąłem się, wstałem i poszedłem sam do kuchni. Stanąłem pod oknem z kubkiem ulubionej herbaty i zacząłem się przyglądać innym.

Znam tych ludzi i to biuro, ale byłem tam obcy.

Spędzanie 40 godzin w tygodniu na etacie powoduje, że mój mózg głupieje i czuję się jak rozbitek, który wylądował w dzikiej krainie. Niby wszystko jest ok, ale wiem, że nie tutaj jest moje miejsce.

Podobnie czułem się w podstawówce. To chyba było w którejś z klas od 1 do 3 bo pamiętam, że rozwiązywaliśmy zadania albo szlaczki z podręcznika „Elemele” czy jakoś tak.

Siedziałem zdezorientowany, gapiłem się na tablicę, nauczycielkę, inne dzieciaki i też czułem się obco. Przez okno patrzyłem na park za szkołą. To było lato, świeciło słońce, drzewa szumiały, a ja siedziałem w ławce z obcymi dzieciakami. Mógłbym budować tamy pomiędzy kałużami, rozpalać ogniska i budować szałasy. Co ja tutaj robię?

Na dłuższą metę to jest bez sensu

Herbata w kubku już trochę ostygła, wziąłem łyka i przerwałem swój powrót do dzieciństwa.

Czy przypadkiem nie popadam w skrajność? Że to co jest poza zawsze wydaje się bardziej atrakcyjne, a trawa po drugiej stronie płotu jest bardziej zielona?

Może lepiej pogodzić się z pracą na etacie do końca życia jak reszta moich znajomych? Mieć „spokój”? Nie zastanawiać się nad tym co będę robić na wcześniejszej emeryturze, jak inwestować pieniądze, skąd brać czas na pisanie bloga i tak dalej.

Trochę już siebie znam i wiem, że jeśli będę robić to, co mi ktoś/coś narzuci, to będę marudzić.

Jednak kiedy sam sobie coś wymyślę, zaplanuję i zrealizuję to już inna bajka. Jeśli się uda to super, będę mieć to co chciałem.

Jeśli się nie uda to też dobrze, bo spróbowałem i tyle. Pretensje mogę mieć tylko do siebie.

Wiem, że muszę tworzyć swój własny świat. Olać kompletnie wyścig szczurów lub drastycznie ograniczyć godziny spędzane w biurze. Realizować swoje pasje. Spędzać czas z ludźmi którym poświęcam go teraz za mało.

Jeśli tego nie zrobię, to utknę na obcej planecie.

 

PS: Też Wam się czasami wydaje, że nie pasujecie do towarzystwa?