by Rafał Santoro - Jak nie pracować przez całe życie

A może nie powinieneś walczyć z rutyną?

10/06/2019 by Rafał Santoro
A może nie powinieneś walczyć z rutyną?

Media i społeczeństwo pokazuje rutynę jako coś złego, nudnego i powstrzymującego od osiągania sukcesu. Nie ma sensu walczyć z rutyną, tylko wykorzystać ją na swoją korzyść.

Rutyna nie jest sexy bo większości ludzi kojarzy się ze stanem znudzenia. Jednak świadome ułożenie własnej rutyny z pożytecznych klocków daje dobre efekty. Rośnie Twoja produktywność, szybciej osiągasz cele.

Mając swój stały rozkład jazdy trudniej go zakłócić. Nie rzucasz się na byle jakie wyjście na piwo.

Posiadając rutynę jesteś bardziej odporny na nowe trendy, czy to zakupowe, modowe czy lifestylowe. Każda większa zmiana jest przez Ciebie dobrze przemyślana i wkomponowana w życie. Nie ma ostrego hamowania, a tuż później rwania do przodu z pedałem wciśniętym do dechy, tylko płynnie przełączasz biegi.

Rutyna jest jak zbroja

Rutyna stoi po drugiej stronie barykady wobec stylowi życia opartemu na konsumpcji, tak chętnie naśladowanemu przez większość ludzi.

Ty masz wydawać wszystkie pieniądze, po to żeby nie „odstawać”, a nie zajmować się swoimi sprawami.

Twoja rutyna zmusza Cię do inwestowania energii i wysiłku w to co przemyślane i zaplanowanie, a nie w to co nagle spada z nieba.

Wiesz, że w danym tygodniu masz do zrobienia X, Y i Z. Cała reszta pokus i szybkich przyjemności musi ustąpić miejsca temu, co w długim terminie jest ważniejsze.

Przykład:

Moi współlokatorzy zaczynali pić kiedy wychodziłem z domu na trening. Po dwóch godzinach wracałem, a oni wpół pijani pytali, po co się tak męczę zamiast się napić.

No cóż, wolę wypić mniej, a więcej poćwiczyć. Ciało jest pojazdem które musi przeprowadzić mnie przez życie, a regularny trening jest jak wizyta u mechanika i przegląd techniczny. Natomiast regularne chlanie to jak celowe uszkadzanie tego wehikułu.

Rutyna pomaga się przed takimi pokusami chronić.

Rutyna ogranicza stres

Dla mnie rutyna to błogosławieństwo. Rutynizuję wszystko co mogę. Dzięki rutynie potrafię więcej zrobić.

Co tydzień rozpisuję co mam do zrobienia w przyszłym tygodniu. To mój prywatny rozkład jazdy. Przykład:

Każdy duży życiowy cel da się rozbić na małe, cotygodniowe kawałki. Na przykład cel „Być ponadprzeciętnie sprawnym” zapisuję jako trening we wtorek, czwartek i sobotę.

Nie męczę się zastanawiając, co tu robić. Jadę na autopilocie.

Rzadko kiedy udaje mi się wypełnić 100% planu, ale 80-90% tydzień w tydzień daje efekt.

Moja rodzinka śmieje się czasami ze mnie. Kilka miesięcy po przeprowadzce ze Szwecji do Polski pytali szyderczym tonem „I co, złapałeś już swoją rutynkę?”.

Takie słowa traktuję jako komplement, bo od kilku osób już usłyszałem, że chcieli by mieć taką rutynę jak ja, a nie burdel w życiu.

Inne przykłady

Zawsze staram się wstawać o tej samej porze (7-8.00 w tygodniu, 8-9.00 w weekendy) i kłaść się spać przed północą. Rzadko mi się udaje, ale próbuję.

Staram się jeść zawsze o tych samych porach, ćwiczyć zawsze o tej samej godzinie. W ten sposób łatwiej trzymać się planu.

Staram się planować nawet okienka czasowe na wydarzenia losowe. Czasami udaje mi się zostawić dwa wolne wieczory w tygodniu na niezapowiedziane piwo ze znajomymi.

Częścią rutyny nie muszą być tylko produktywne czynności. Leżenie z browarem przed TV też może być częścią dobrze przemyślanej rutyny, pod warunkiem że efektywnie ładuje Twoje baterie. Samo bezcelowe leżenie na kanapie do niczego dobrego nie prowadzi.

Najtrudniej jest zacząć

Zacząłem od planowania treningów, bo jeśli sobie tego nie zapisałem to lubiłem przekładać na „nigdy”. Potem zauważyłem, że przed albo po treningu mogę sobie „przy okazji” dokleić kolejne zadanie.

Choć uwielbiam alkohol, to nie lubię go pić. Zakłóca moją rutynę. Niestety jak już zacznę libację to trudno mi przestać – dzięki temu mój kac trwa dwa dni. A na kacu nic nie zrobię – zero treningów, zero nauki, zero nowych postów, tylko cierpienie i Weltschmerz.

Z tego samego powodu nie lubię podróżować. Kompletnie rozwala rutynę. Po trzech dniach Woodstockowego kaca chciałem już wracać do domu. Fajnie jest się zresetować, ale kilka dni wystarczy.

Ciężkie przypadki

Są osoby które nie zarządzają swoimi pieniędzmi, wiecznie są nieszczęśliwe, zestresowane. Winą za to co im się przytrafia obarczają kogoś innego, nigdy siebie. Takim ludziom brakuje rutyny, a to prowadzi do chaosu. Zdarzają się jednostki które są produktywne w takim stanie, ale to ułamek populacji.

Każdemu znajomemu z problemami życiowymi (depresja, toksyczny związek, problemy rodzinne itd.) doradzam, żeby wprowadzili rutynę do swojego życia. Wstawać, kłaść się i jeść o tej samej porze. Regularnie uprawiać jakieś hobby. Samo to nie rozwiąże problemów, ale da punkt zaczepienia.

Moja rutyna sama dba o mnie. Kiedy skończę tydzień z choćby 70% wypełnionym planem jestem z siebie zadowolony, bo zrobiłem coś pożytecznego. Wiem, że jak chcę to mogę.

Serio, polecam wprowadzić rutynę do choćby dwóch lub trzech dni w tygodniu. Wiedzieć, że zawsze we wtorki robisz A, a w czwartki B.

Z czasem wejdzie Ci to w krew, a rezultat z tygodnia na tydzień będzie się kumulować, a Ty przestaniesz dryfować w nieznanym kierunku.