by Rafał Santoro - Jak nie pracować przez całe życie

Czy warto grać na giełdzie? O tym dlaczego tego nie robię

20/05/2020 by Rafał Santoro
Czy warto grać na giełdzie? O tym dlaczego tego nie robię

Giełda wzbudza wielkie emocje bo można zarobić miliony. Grać każdy może, ale prawda jest taka, że większość to dawcy kapitału którzy tracą.

Miałem znajomych, którzy po 10 godzin dziennie analizowali kursy akcji. Godzinami wisieli na telefonie ustalając „rozwój sytuacji” na najbliższe 10 minut z innymi „graczami”. Wkładali wielki wysiłek w zamian za wielkie straty.

Ten wpis został pierwotnie opublikowany w styczniu 2018 roku. Ze względu na obecną sytuację kryzysową wiele osób rzuciło się na giełdę i Forexa o czym głośno w internecie w nadziei na wielkie zyski. Postanowiłem odświeżyć ten wpis zamiast kopiować prawie taki sam nowy. Mam nadzieję, że uchroni choć jedną osobę przed stratami.

Sukces ma wielu ojców. Porażki są sierotami

Spośród ludzi mi znanych, nikt nigdy nie pochwalił się stratnymi transakcjami. Gdyby zarabiali każdy by wiedział lub przynajmniej dostrzegł nagły wzrost standardu życia.

W swoim życiu zainwestowałem tylko kilka razy w akcje lub fundusze. Pamiętam, że ropę sprzedałem na zero, CDRa z 1000 zł zysku, a jakiś fundusz HSBC dał mi kilkadziesiąt procent w kilkanaście tygodni. Najwięcej w życiu przegrałem na Forexie, całe 46 zł (w liceum bawiłem się w pisanie automatów transakcyjnych).

To działo się wieki temu. Pomimo tego, że nigdy nie wtopiłem na giełdzie poważnych pieniędzy – giełda nie wzbudziła mojej sympatii bo to czysty hazard.

Hazard

Ludzie których wciągnie giełda zachowują się jak uzależnieni od hazardu. Czasami siedząc w pubie widzę pijaczka grającego na jednorękim bandycie i od razu nasuwa mi się skojarzenie.

W świecie finansów jest tyle połączeń, że nie da się przewidzieć w którą stronę pójdzie kurs danej spółki. Ktoś kto myśli, że jest na tyle mądry żeby regularnie bić rynek, jest po prostu głupi. Ludzi którzy są zdolni do wieloletnich pozytywnych zwrotów jest na świecie. Nazywają się np. Buffet. Miliony razy więcej jest frajerów, którzy dali się ogolić.

Ale chyba nie wszyscy inwestorzy są tacy?

To prawda, są też inwestorzy myślący bardzo racjonalnie. Podejmujący decyzję na podstawie danych. Uwielbiam liczby, tabele i statystyki. Gdybym grał na giełdzie, to właśnie do tej grupy bym należał.

Widzę tu jednak problem. W dobie internetu mamy dostęp do nieograniczonej ilości danych. Na temat danej spółki można znaleźć każdą informację. Tutaj pojawia się kilka pytań:

  • skąd mam wiedzieć, że te informacje są prawdziwe skoro znalazłem je w internecie?
  • skoro ja to znalazłem, to mógł znaleźć każdy,
  • ilość dostępnych informacji jest nieskończona, skąd mam wiedzieć, które to „te właściwe”?

Informacji jest tyle, że ludzki mózg podświadomie będzie nam podawać to, co potwierdza nasze wyobrażenie o sytuacji.

Emocje

Jeśli do tego miksu dodamy emocje, to szanse na zarabianie ma tylko ułamek traderów. To ci, którzy opanowali swoje emocje i dobrze filtrują informacje, albo po prostu wygrywają bo z wielkiej grupy ludzi ktoś po prostu musi.

Giełda kusi, bo daje (znikomą) szansę na dorobienie się. Zarobić raz, rzucić robotę, przejść na emeryturę. Nie musieć oszczędzać, inwestować w mieszkania na wynajem, ani pracować nad własną dyscypliną. To jak dieta cud, bezprowrotnie stracić wałki na brzuchu w tydzień, bez wysiłku.

Sami przyznacie, że nie brzmi to zbyt wiarygodnie. Niestety ta droga która jest tak wąska, że nie zmieści się na niej prawie nikt.

Insiderzy

Znaczna większość transakcji na świecie jest generowana przez zautomatyzowane systemy transakcyjne. Nie pamiętam dokładnie, ale coś około 80%. Indywidualny inwestor, taki jak ja i Ty, to tylko kropla w oceanie.

Ten ktoś, kto zaprogramował takiego robota, to całe sztaby matematyków, fizyków, psychologów, astrologów i nie wiadomo czego jeszcze. Zatrudniani przez największe instytucje, które na dodatek mają dostęp do danych o Twoich transakcjach co daje im olbrzymią przewagę.

Nie sadzę, żeby przysłowiowy Kowalski, siedząc w domu w klapkach i rozmawiając po 5h dziennie ze Stefanem był w stanie na dłuższą metę wygrywać z tysiącami automatów tworzonych przez całe bataliony ekspertów.

W takim otoczeniu nie mamy szans na wybór pojedynczego waloru który zarobi. Może się udać raz, lub dwa, lub nawet dziesięć. W trakcie hossy która twa od prawie dziesięciu lat nie jest to sztuką. Sztuką jest zarabianie w trakcie hossy i bessy. To jest właśnie ten ułamek inwestorów.

ETFy

Po tym co napisałem powyżej jedyną szansę na giełdzie widzę w ETFach bo eliminują one wybór pojedynczych walorów. Statystycznie zyskują 7-10% rocznie na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Więcej o inwestowaniu w ETFy możesz przeczytać w tej serii trzydziestu artykułów (po angielsku).

Im ETF szerszego rynku (np. All World Stocks) tym „bezpieczniejszy”, ale i tym bardziej uśredniony zwrot. Im mniej spółek w danym ETFie, tym potencjalnie większe zwroty, ale tym większy hazard. Dla zwykłego zjadacza chleba, szerokie ETFy to jedyna sensowna opcja jeśli chodzi o giełdę. 

Po zakupie 2 mieszkań na wynajem dochodzę do wniosku, że chyba już wystarczy. Powoli staję się zbyt „bogaty” i trochę się boję potencjalnych podatków katastralnych czy zmuszania do prowadzenia działalności przez skarbówkę. Wciąż mam ochotę na wcześniejszą emeryturę, bo nie wyobrażam sobie pracować na etacie przez następne 33 lata.

Dlatego po spłacie drobnej pożyczki którą zaciągnąłem na kwotę której mi zabrakło do zakupu drugiego mieszkania (dzięki uprzejmości jednego z Czytelników), od przyszłego roku zapewne wszystkie nadwyżki finansowe będę lokować w ETFach. Jeśli Was interesują szczegóły, dajcie znać w komentarzach, mogę coś więcej napisać.

Przewlekły stres jest szkodliwy

Jak wiecie, nie lubię stresu i wolę unikać sytuacji, które go wywołują. Do takich przewlekłych stresorów bezwzględnie można zaliczyć aktywne granie na giełdzie. Znam gościa, żeby było śmieszniej byłego sędziego sądu administracyjnego, który na giełdzie przegrał cały majątek i kredyty. Komornik na wypłacie, licytacje ruchomości i domu. Masakra w którą dał się wrobić sędzia, który na co dzień w pracy widział podobne akcje.

Wielu z Was gra na giełdzie i wcale tego nie neguję. Ktoś, kto się w tym środowisku czuje jak ryba w wodzie jak najbardziej powinien to robić. Ten artykuł napisałem bardziej po to, aby dać do myślenia tym z Was, którzy (tak jak ja) nie do końca czują ten temat.

W trakcie hossy lub niepewnych czasach jakie teraz mamy wiele osób może się skusić do wejścia na rynek. Fortuny przecież czekają na. Jednak pamiętajcie, że w przeważającej liczbie przypadków rola inwestora sprowadza się do roli dawcy kapitału.

Po pierwsze nie szkodzić. Każda złotówka nie stracona to złotówka zarobiona.