by Rafał Santoro - Blog który buduje nowe podejście do pieniędzy

Dlaczego nie chcę skończyć jak mój szef?

21/05/2017 by Rafał Santoro
Dlaczego nie chcę skończyć jak mój szef?

Pierwszego dnia poszliśmy na piwo i coś zjeść. Typowy angielski pub, Fish & Chips, a do picia Pale Ale. Luźna atmosfera, zjedliśmy, kilka piw weszło w krew i jak wiadomo, sprzyja to szczerym rozmowom.

Ogólnie od kiedy zasmakowałem w „ejlach” to wszystkie inne piwa przestały mi smakować.

To był świetny gość. Ogólnie Anglików nie da się nie lubić jeśli się z nimi pije, a nie patrzy z boku. Został moim managerem w jednej z firm w której pracowałem w UK. Miał już ponad 60 lat, praca była jego pasją. W firmie był niezastąpiony, nikt jak on nie wiedział jak działają urządzenia do śledzenia samochodów które firma projektowała.

Siedzimy w pubie, sączymy piwko. Szef zaczął mi się chwalić, ale nie tak jak Polak żeby się przechwalać tylko bardziej w trybie oznajmiającym. Że ma dom za ponad 600 tys. funtów. Od firmy na początku dostał 10 tys. akcji, których obecna wartość to ponad 200 tys. funtów. Jeśli wliczyć do tego inne szmery bajery to sumarycznie wyszłoby z 1,5 mln funtów czyli jakieś 7,5 mln złotych. Im dłużej opróżnialiśmy kufle z piwem tym mocniej próbowałem znaleźć odpowiedź na pytanie „To po co ty jeszcze pracujesz?” A pracował bardzo dużo. Przychodził do pracy jako jeden z pierwszych, rzadko kiedy wychodził wcześniej niż 18.00.

Dlaczego nie wygrzewał się na ciepłych plażach Hiszpanii? Dlaczego wstaje codziennie rano i idzie do pracy zamiast surfować na plażach Bali? Może był trochę gruby i surfowanie by mu pewnie nie wyszło, ale na azjatyckim jedzeniu szybko by schudł. Mógłby znaleźć sobie ładną, szczupłą i pracowitą 20 letnią tajską żonę i wyprodukować z nią czwórkę dzieci.

Zauważyłem taką tendencję pracując w Szwecji i Anglii, że bardzo często inżynierowie – emeryci wracają do pracy. Dzieci odchowane, kredyty spłacone, a oni dalej harują. Logiczne wytłumaczenia tego znajduję tylko dwa. Albo żona, zła kobieta, daje im w kość, albo się im nudzi.

Przez mojego szefa przebijała jeszcze lekka nutka potrzeby docenienia. Bardzo lubił, kiedy ktoś przychodził go o coś zapytać. Chętnie tłumaczył jak coś działa, przez dwie lub trzy godziny. Efekt był taki, że jak się zagadał z dwiema osobami to na normalną pracę nie wystarczało już czasu i zostawał po godzinach.

Nie chcę żyć jak mój szef

40 lat spędzone w pracy robi swoje. Nic dziwnego, że pracą i rutyną się nasiąka przez tak długi czas. Wykonuje się rozkazy, które przychodzą z góry. To ściąga z nas odpowiedzialność za podejmowanie własnych decyzji. To jest wygodne.

Przyłapuję się na tym samym. Teraz w pracy mam własny pokój. Robię powoli co do mnie należy, do tego nikt mi w monitor nie zagląda, jak nie mam nic do roboty to czytam książkę. Jest dobrze, wygodnie, myślę „jest całkiem spoko, kasa płynie, projekt nawet ciekawy„. Ale potem przychodzi weekend, w niedzielę nie pamiętam już za bardzo co to znaczy pracować, odległą przeszłość. Potem przychodzi poniedziałek, wstawanie o 7:00 i znowu do pracy. Nie mam nic przeciwko wstawaniu rano, żeby napisać ten tekst wstałem o 6:35 w sobotę. Po prostu nie lubię budzić się i od razu wychodzić na zewnątrz kiedy piździ albo pada deszcz. Nie chcę, żeby praca była bardziej atrakcyjna, niż moje życie.

 


PS: Ciekawostka. Mój szef wychował się w Newcastle, czyli na samej północy Anglii. Akcent którym się posługiwał nazywa się Geordie i jest prawie niemożliwy do rozszyfrowania ;P Próbka poniżej:

 


Listę wszystkich wpisów znajdziesz w ARCHIWUM. Jeśli chcesz otrzymywać nowe artykuły na maila – zapisz się do newslettera.