by Rafał Santoro - Jak nie pracować przez całe życie

Ile wydajesz na ubrania? Spróbuj mnie pobić

19/02/2018 by Rafał Santoro
Ile wydajesz na ubrania? Spróbuj mnie pobić

W 2017 roku postanowiłem, że nie wydam ani złotówki na ubrania, bo to jeden ze sposobów na rozwalenie góry pieniędzy. No to zobaczmy jak mi poszło.

W poprzednim artykule na ten temat napisałem:

Biorąc pod uwagę górę ciuchów którą mam, podjąłem decyzję, że w 2017 roku nie kupię żadnych ubrań. Mam o 50-70% za dużo więc każdy kolejny zakup to strata pieniędzy, czasu (żeby zarobić na coś, czego nie potrzebuję) i miejsca na przechowanie.

Link do tego artykułu poniżej. Polecam najpierw przeczytać poprzedni post i potem tutaj wrócić:

PRZEZ ROK NIE KUPIĘ ŻADNYCH UBRAŃ – BAN NA ZAKUPY

Rezultaty

Czy udało mi się w ciągu zeszłego roku nie kupić ani jednej sztuki czegoś, co można nazwać ubraniem? Oczywiście, że nie. A więc przegrałem. To koniec…

Żartuję. W zasadzie to mi się udało, bo wydatki na ubrania ściąłem prawie do zera w 2017 roku.

Jak tak można żyć? Jak można przestać kupować ubrania? Santoro na pewno wygląda na bezdomnego! Chodzi w łachmanach i dlatego udaje mu się oszczędzać 85% wypłaty. Podejrzewam, że właśnie to mogłeś/łaś sobie pomyśleć. Ale nie jest mi przykro, że Cię rozczaruję.

W domu w PL zostawiłem tyle ubrań, że kiedy zjeżdżam na urlop to po prostu podmieniam. Czuję się jakbym był w sklepie z tą różnicą, że wszystko od razu pasuje. Spokojnie mogę stwierdzić, że mógłbym się obejść bez 70% mojej dostępnej garderoby. Zostawiłbym sobie kilka ulubionych koszul i ubrania „techniczne” – w góry, na narty, na poszukiwania z wykrywaczem itp.

A teraz szczegóły, na co zmarnowałem pieniądze?

W ciągu całego roku zakupiłem:

  • Rękawiczki zimowe – 15 zł
  • Spodnie w HM – 100 zł
  • Leginsy do biegania/na rower – 70 zł
  • Kurtka na rower – 80 zł
  • Spodnie na rower – 70 zł

Trzy ostatnie pozycje to w zasadzie inwestycja, bo zamiast autobusem jeździłem do pracy na rowerze. W ostatecznym rozliczeniu tego nie uwzględniam (to po to, żeby zwiększyć poczucie odniesionego sukcesu, ale cicho…).

Rękawiczki kupiłem bo w Szwecji zrobiło się zimniej niż sądziłem i nie zdążyłem przywieźć z Polski.

Spodnie kupiłem pod sesję zdjęciową. Nie musiałem tego robić, bo spodni mam milion par. Tutaj zawaliłem. Jeden jedyny raz w ciągu całego roku. W trakcie urlopu w Polsce wszedłem do galerii popatrzeć sobie na dziewczyny i niestety moją uwagę przykuła wystawa w H&M. Nawet ja sam – bloger który pisze o nie wydawaniu na rzeczy zbędne – uległem. Współczuję zakupoholiczkom.

Zatem w ciągu całego roku, bezsensownie wydałem tylko 100 zł na ubrania. To całkiem nieźle biorąc pod uwagę, że w 2017 roku odłożyłem 76 000 zł.

Następny wniosek jest taki, że nadal mam za dużo ubrań. W 2018 roku ponownie nie zamierzam wydać ani złotówki na ubrania. No chyba, że na ubrania sportowe etc. – na coś, co daje realną wartość i pośrednio wpłynie na moje długoterminowe szczęście.

O swój wygląd zewnętrzny nie mam się co martwić, bo mam sporo dobrej jakości ubrań. Naprawdę niewiele potrzeba, żeby ubierać się dobrze. Dziwne, że ludzie wolą wydać na poliestrową szmatę (post na blogu Mr. Vintage), zamiast na dobrej jakości koszulę, która jest nieśmiertelna i wygląda o niebo lepiej.

Ubrania szczęścia nie dają

Wiele osób ma problem z wydawaniem pieniędzy. Niektórzy zakupy traktują jako sposób na zabicie nudy. Mają trochę wolnego czasu? To jadą na zakupy. Tak jakby nie potrafili zorganizować sobie życia w inny sposób. Niestety chorują na to niektórzy moi znajomi.

Zaskakuje mnie to, że nie przeszkadza im kupowanie rzeczy, których de facto nie potrzebują, a na które muszą zapracować (stracić czas na pracę). Kupią, wrzucą do szafy i zapomną.

To jest tak bez sensu, że aż nie wiem co dalej napisać.

Ile rocznie/miesięcznie wydajecie na ubrania? Chorujecie na zakupoholizm?