by Rafał Santoro - Blog który buduje nowe podejście do pieniędzy

Inflacja kosztów życia – czyli dlaczego bogaci są biedni

24/08/2017 by Rafał Santoro
Inflacja kosztów życia – czyli dlaczego bogaci są biedni

Inflacja kosztów życia może spowodować, że zawsze będziesz biedny, nie będziesz mieć kasy lub będziesz pracować do śmierci. Być może będziesz mieć wielki i piękny dom, spłacony kredyt, drogi samochód lub jacht ale wciąż, będziesz biedny. Będziesz musiał pracować żeby to utrzymać, nie będziesz panem swojego czasu – będziesz biec w wyścigu szczurów do końca życia.

Na czym polega inflacja kosztów życia?

Inflacja kosztów życia to wzrost wydatków towarzyszący wzrostowi zarobków.

Jeśli po podwyżce nie udaje ci się odłożyć więcej niż dotychczas, to koszty twojego życia uległy inflacji.

Kupując coraz droższe rzeczy (np. większy dom) których utrzymanie kosztuje coraz więcej (np. większy dom) twoje koszty życia rosną – ulegają inflacji. Dzięki temu ciągle musisz pracować, bo cały czas „zarabiam za mało”.

Jeśli jednak utrzymasz koszty życia na stałym poziomie – zerowa inflacja kosztów życia – to każdą podwyżkę będziesz mógł zaoszczędzić i zainwestować. Ja do przejścia na emeryturę potrzebuję pół miliona złotych. Może się wydawać, że to zabójcza kwota. Zatrzymałem swoje koszty życia na stałym poziomie dzięki czemu każdą podwyżkę oszczędzam i do pół miliona zamierzam dobić przed 35 rokiem życia pracując na etacie. Oswajam się z tym pół miliona i z biegiem czasu nie jest już taki straszny jak na początku.

Ale należy mi się!

Prawdopodobnie pomyślałeś sobie, że skoro ostatnia wypłata była wyższa, to „należy ci się” i „zasłużyłeś sobie” na ten ekstra ciuch/resto/cokolwiek. Raczej na pewno wcześniej byś tego nie kupił, ale co tam. Skoro dostałeś te kilka stów więcej na konto, pozwalasz sobie na dodatkowe wydatki.

Ciężko pracowałeś na podwyżkę. Jednak przejadając ją i wydając na rzeczy na które do tej pory nie wydawałeś tracisz to, na co pracowałeś. Inflacja życia zjada owoce twojej pracy. Jeśli jej nie zatrzymasz, będziesz musiał pracować do końca życia. Nigdy nie uda ci się zaoszczędzić więcej niż połowę wypłaty i zostać wolnym finansowo. Będziesz modlić się o państwową emeryturę lub utrzymanie przez własne dzieci, które mogą cię umieścić w domu starców i odwiedzać raz na miesiąc przewracając oczami.

Daleki jestem od popadania w skrajności więc trochę z tej podwyżki możesz wydać na pierdoły. Ale pod warunkiem, że oszczędzasz połowę tego co zarabiasz. To oznacza, że jeśli zarabiasz 2000 zł to odkładasz 1000 zł – karmisz świnkę skarbonkę lub przelewasz na lokatę/ETF/inwestycje.

O tak, dopiero wtedy ci się „należy”. Jeśli nie odkładasz 50% wypłaty to odkładaj każdą podwyżkę i ogranicz wydatki, aż w końcu dobijesz do tego poziomu. Inaczej zawsze będziesz biedny, nawet jeśli będziesz myślał, że jesteś bogaty bo masz dużo drogich rzeczy.

Chyba, że masz bogatych rodziców lub dobry pomysł na biznes (i doświadczenie) czyli należysz do 1-3% społeczeństwa. Ja nie należę, więc muszę oszczędzać bo nie chcę uczestniczyć w wyścigu szczurów i harować do końca życia.

Nie bądź frajerem

Nie bądź finansowym frajerem który wydaje wszystko choćby nie wiem ile zarabiał.

Miałem w liceum kolegę, który zarabiał 3000 zł tuż po maturze. W 2007 roku to była kupa kasy. Mieszkał z rodzicami, nie dorzucał się do rachunków ani jedzenia. Spokojnie mógł zaoszczędzić 2500 zł miesięcznie czyli 30 tys. rocznie. Był jednak finansowym frajerem i wszystko udawało mu się wydać na samochód, fajki i piwo. Poza piwem wszystkie te rzeczy nie są potrzebne do życia i generują dodatkowe koszty – jak naprawa starego gruchota co miesiąc.

W jego przypadków inflacja kosztów życia wyniosła 100%. Nie bądź taki, nie idź tą drogą.

 


Nowe posty pojawiają się w poniedziałek i czwartek po 11.00. Listę wszystkich wpisów znajdziesz w ARCHIWUM. Jeśli chcesz otrzymywać nowe artykuły na maila – zapisz się do newslettera.