by Rafał Santoro - Jak nie pracować przez całe życie

Inflacja o jakiej się nie śniło

01/04/2020 by Rafał Santoro
Inflacja o jakiej się nie śniło

Co powinniśmy robić w czasach inflacji, kiedy banki centralne rozpoczynają nieograniczony dodruk, a rządzący zamierzają wpompować mnóstwo pieniędzy w gospodarkę?

Pandemia która przetacza się przez świat jedynie uwypukliła problemy na jakie cierpią zadłużone gospodarki. Spokojne czasy odchodzą w niepamięć. Koronawirus to tylko jeden z katalizatorów.

Kiedy koronawirus przestanie być problemem i pozwoli na powrót do „normalności”?

Bez wygrania walki z koronawirusem ciężko będzie mówić o jakiejś normalizacji. Będzie to możliwe dopiero, kiedy spełni się któryś z tych warunków:

  1. Wynalezienie szczepionki i wyszczepienie całych społeczeństw (zajmie to 1-2 lat i kolejnych kilka na same szczepienia).
  2. Wynalezienie skutecznego lekarstwa – rozpropagowanie leku zajmie co najmniej kilka miesięcy.
  3. Wynalezienie tanich i szybkich testów dostępnych w Żabce, Biedronce, aptekach – wykonywanie dziesiątek tysięcy testów dziennie w Polsce sprowadzi epidemię do znośnych rozmiarów.

Jak widać, żadne z powyższych nie jest do zrobienia w krótkim czasie. Oznacza to, że przez co najmniej kilka-kilkanaście miesięcy będziemy mieli do czynienia z mniej lub bardziej dokuczliwą kwarantanną. Być może za 3 miesiące będziemy tańczyć w klubach w maskach, a na wejściu bramkarz oprócz przybijania pieczątek będzie dezynfekować nam ręce.

Tak czy inaczej ten zastój uderzy to w gospodarkę i wywoła kryzys. Na taki scenariusz przygotowują się banki centralne.

Tsunami dodruku

Finansowym lekarstwem na wirusa ma być nieograniczony dodruk. Do tego rządy poszczególnych krajów szykują pakiety pomocowe dla podtrzymania gospodarki. Zastrzyki z pieniędzy które wcześniej zabrały podatnikom.

Produkcja stoi – ilość dóbr do kupienia nie zwiększy się. Za to zwiększy się ilość pieniądza w obiegu. Spowoduje to wzrost inflacji.

Zazwyczaj kryzys powoduje deflację: część ludzi chomikuje kasę, walczy o płynność. Inni potykają się o zobowiązania i raty kredytów. Nie dają rady i są gotowi sprzedawać mieszkania taniej. Producenci są gotowi obniżać marże byleby przetrwać. Ci których stać mogą kupować taniej.

Wydaje mi się, że ceny np. mieszkań będą spadać przez kolejnych kilka miesięcy.

Znam kilka osób które już straciły pracę (kucharze, kelnerzy) lub właśnie żegnają się z kolejnymi premiami miesięcznymi (sprzedażowiec). Już nie myślą o zakupie nowych butów, upgreadach telefonów do flagowych modeli. Niektórzy wycofują się z zakup mieszkań.

Teraz chyba nikt już nie ma wątpliwości, że warto było oszczędzać i obniżać swój poziom życia.

Niepewność na rynkach i o własną pracę pociągnie za sobą chwilowy spadek cen (deflację).

Stawianie kolosa na glinianych nogach

W końcu minie wirusowy strach, a gospodarka zacznie się restartować w nowych realiach. Kiedy ludzie poczują się w miarę pewnie, znowu zaczną kupować.

Przy rekordowo niskich ratach za kredyt. Inne programy socjalne spowodują, że ulica znowu będzie mieć pieniądze, będzie miała co wydawać.

Obstawiam że wtedy wystartuje (super)inflacja. Pakiety pomocowe, nieograniczony dodruk FEDu i po raz pierwszy w historii dodruk NBP. Co dokładnie się stanie to ja już przestaję rozumieć, ale to się nie może skończyć dobrze.

Każdy miliard pomocy dla przedsiębiorców to niestety, ale przedłużanie kryzysu i pogłębianie problemów. W ten sposób utrzymuje się ludzi w branżach które nagle przestają być opłacalne. Powstrzymuje się ich od szukania pracy/biznesu tam, gdzie są lepsze zwroty.

Lepiej obniżać podatki, niż najpierw zabierać w podatkach a potem dawać jałmużnę za którą obywatel ma być wdzięczny przy urnach.

Krótkotrwała pomoc (np. 1-3 miesiące) ma jakiś sens, ale długotrwałe pompowanie w sztuczny sposób kasy w nierentowne branże nie jest zdrowe dla gospodarki. A obstawiam, że tak to będzie wyglądać w Polsce i na świecie.

Przykładem jest Grecja. Gdyby odeszli od euro, pozwolili na bankructwo kraju to już kilka lat temu mogliby od nowa budować gospodarkę. A tak to tkwią w limbo. Lepiej zagryźć zęby i pocierpieć przez rok niż męczyć się przez lata bez końca.

Przy okazji polecam to wideo na youtubie: Pandemia – pozytywy, lekcje i okazje do reform Polski

Podsumowanie

Według mnie, przez kilka miesięcy ceny mieszkań i akcji będą spadać. Ci którzy się boją będą czekać albo będą musieli sprzedawać. Ten kto ma kasę będzie mógł taniej kupować. Będzie to czas na schowanie gotówki.

Po kilku-kilkunastu miesiącach finansowa kroplówka wywoła inflację. Do tego czasu lepiej uciec z gotówki, kupić aktywa na przecenach. Wtedy też warto posiadać zdrowy kredyt (dopóki nie podniosą stóp procentowych). Jeśli inflacja sięgnie 5-10%, a oprocentowanie kredytu 3%, to kredyt będzie się dewaluować w tempie 2-7%.

Idą ciekawe czasy, a jedyną pewną jest zmiana. Teraz Ci którzy oszczędzali i optymalizowali swoje inwestycje będą zgarniać owoce swoje wysiłku.

 


PS: Ja całkiem nieźle znoszę kwarantannę choć trochę się martwię. Niemniej patrzę z ciekawością na najbliższe lata bo historyczne zmiany (na poziomie ataków z 11 września) dzieją się na naszych oczach. Jak Wy to znosicie? Niestety wiem, że sporo osób nie radzi sobie psychicznie najlepiej.

PS2: Wczoraj podpisałem u notariusza umowę o zakup drugiego mieszkania. Mam wrażenie, że kupuję na górce, ale trudno. Około 4500 zł za m2 wyremontowanego mieszkania w średniej wielkości mieście nie brzmi najgorzej. Obecni lokatorzy opuszcza je w lutym 2021 roku, zobaczymy jak wtedy będzie wyglądać sytuacja z wynajmem.