by Rafał Santoro - Jak nie pracować przez całe życie

Jak korzystać z życia? Kilka zarzutów

23/04/2018 by Rafał Santoro
Jak korzystać z życia? Kilka zarzutów

Zarabiasz, ale w ogóle z tego nie korzystasz z życia.

Nie rozumiem, jak to nie korzystam?

No popatrz na przykład na twój telefon. Ma chyba ze 4 lata, ma mały wyświetlacz. Moja mama ma nowszy.

Mój telefon ma wszystko, czego potrzebuję. Kupienie czegoś nowszego byłoby wyrzuceniem pieniędzy w błoto. Wolę odłożyć i pracować o jeden miesiąc w życiu krócej. Jeśli ty wolisz sprzedać miesiąc swojego życia za cenę trochę lepszego telefonu to twoja sprawa. Jeśli uwzględnić lepszy telefon, nowszy samochód i większe mieszkanie to wychodzi, że do pracy będziesz musiała chodzić o 10-20 lat dłużej niż ja.

Ale na ciuchy wydajesz.

W 2017 roku nie wydałem prawie nic na ubrania. Poza tym to kompromis. Jeśli chcę przyciągać płeć przeciwną muszę się dobrze ubierać. Wygląd ma znaczenie i paradoksalnie, im lepiej wglądam tym mniej wydaję na uganianie się za kobietami. Niektórzy wydają na to fortunę, ja nie wydaję prawie nic.

Ty chamie…

Haha, ciągle to od ciebie słyszę 😉

Dobra, nie chcę znowu poruszać tego tematu.

Mówiłaś, że nie chciałabyś żyć tak jak ja. Co konkretnie ci nie pasuje?

Nie chciałabym rezygnować ze swojego standardu życia tak jak ty.

O widzisz. Ty wolisz kupić samochód żeby dojeżdżać nim do pracy. Ja wolę nie mieć samochodu i nie musieć pracować na jego utrzymanie. Nie kupuję setnej bluzki po to, żeby nie musieć mieć trzech szaf w domu.

Nie rezygnuję ze swojego standardu, ja go cały czas podnoszę. Inwestuję pieniądze tam, gdzie to ma sens. Unikam działania pod wpływem impulsu. Nie kupię samochodu albo ubrania bo „zasługuję/należy mi się/jest takie ładne”.

To mnie dziwi, jak możesz żyć bez samochodu?

Staram się mieszkać w centrum. Kiedy ty stoisz w korkach i przeklinasz tego idiotę z przodu albo szukasz miejsca do zaparkowania, ja czytam książkę w tramwaju, spaceruję słuchając muzyki lub mijam cię na rowerze. Jestem zdrowszy bo więcej się ruszam i mam mniej zobowiązań (ubezpieczenie, naprawy itp.). Mniej czasu tracę na transport bo ty żeby utrzymać samochód musisz spędzić dodatkowe godziny w pracy, a ja nie.

Nie wszyscy mieszkają w mieście. Poza tym niektórzy mają dzieci i bez samochodu się nie da. Ja bym kiedyś chciała mieć dzieci.

Ja: To prawda, niektórzy muszą mieć samochód, ale wtedy nie powinni na to narzekać. To gdzie ktoś mieszka i czy ma dzieci to jego własny wybór, który ma określone konsekwencje.

Myślę, że przesadzasz. Według ciebie najlepiej byłoby mieszkać w jaskini, nigdzie nie wychodzić i jeść trawę.

Dokładnie, o tym marzę 🙂 Źle mnie zrozumiałaś. To zależy od człowieka. Ja wiem, że nie będę szczęśliwy będąc zależmy od innych lub rzeczy materialnych. Wielu ludzi nigdy nie poświęciło nawet godziny na to, żeby się zastanowić, co jest im potrzebne do szczęścia w perspektywie 5-10 lat.

Im mniej mam, tym mam większe pole manewru. Facet, który wziął dom na kredyt, ma dwa samochody, żonę i dwójkę dzieci ma mnóstwo zobowiązań. Jeśli nie ma 10 mln złotych majątku to nie jest wolny. Ilu znasz ludzi w takiej sytuacji, którzy wychodzą np. dwa razy w tygodniu z kumplami na piwo czy zagrać w pokera? To samo dotyczy kobiet. Ile z nich może poświęcić dodatkowe 5-10 godzin tygodniowo na hobby bez dokładania do już pękającego w szwach grafiku? Myślisz, że miałbym czas na prowadzenie tego bloga w takiej sytuacji?

Jakiś czas temu znalazłem fajnego bloga. Niestety miał tylko kilka wpisów. Napisałem do autora, wymieniliśmy kilka maili i w jednym z nich napisał „doceniaj czas sam ze sobą, póki jeszcze go masz”.

Zawsze kalkuluję przed podjęciem decyzji. Czy to co chcę zrobić zwiększy moje długoterminowe szczęście? Czy naprawdę potrzebuję lepszy telefon lub nową parę spodni? Zazwyczaj odpowiedź brzmi nie.

Inni tak robią i jakoś żyją, za dużo kalkulujesz.

Otóż to, inni w ogóle nie kalkulują. Robią to co wypada, co robią znajomi, co podoba się ich rodzicom. Jeśli ktoś cię chwali, że robisz coś dobrze, to znaczy, że robisz to co ten ktoś chce. Kiedy słyszę pochwały to marszczę brwi i zastanawiam się, czy na pewno działam we własnym interesie.

Ile znasz osób, które są w 90% szczęśliwe? Ilu z nich to ludzie robiący to, co wypada? Idź do szkoły, pracuj do 99 roku życia, załóż rodzinę, płać podatki (żeby być patriotą). Niewielu z takich ludzi jest szczęśliwa, a nawet jeśli są, to ich szczęście łatwo zburzyć bo są zależni od innych. Im więcej masz zobowiązań, tym łatwiej ci zrobić ała.

Czy zauważyłaś, że większość ludzi, którzy są szczęśliwi to dziwaki, robiący coś „nie tak, jak trzeba”?

Nie wiem, znam wiele osób, które poszły tradycyjną ścieżką i są szczęśliwe.

A ja znam wiele, które żałują, że wzięły ślub, miały dzieci czy pracowały przez 50 lat. Część ludzi chce tego i to ich czyni szczęśliwymi, ale jest też spora grupa, która się nie zastanowiła i na starość ponosi konsekwencje.

Łatwo się podjarać nowym domem czy samochodem, ale po roku albo dwóch czar pryska. Wtedy trzeba kupić coś nowego, albo „zrobić coś szalonego!”. A potem znowu i znowu. Ludzie robią rzeczy, które przynoszą im szczęście w tej chwili (np. wpieralają hamburgery) ale na dłuższą metę pogarszają sytuacje. Intensywnie pracują nad podnoszeniem poziomu stresu.

A ty znowu o tym stresie. Niby tak bardzo go unikasz, a sam teraz szukasz pracy na etacie.

To kolejny kompromis. Do wcześniejszej emerytury zostało mi około 5 lat. Mniej stresu najem się przez 5 lat w korpo niż zakładając i rozkręcając własną firmę. Przy okazji wolę prowadzić bloga, bo nawet jeśli nigdy nic na tym nie zarobię, to dużo się nauczę i poznam ciekawych ludzi.

A co jeśli ci się nie uda przejść na emeryturę za te 5 lat?

To przejdę za 6 lat, albo będę pracować na 1/2 etatu, albo wykombinuję coś innego. Jak już mówiłem, im mniej zobowiązań, tym większe pole manewru.

Z każdym miesiącem kiedy odkładam pieniądze mam coraz bardziej wyjebane. Kiedy masz tylko 1000 zł na koncie to musisz być pokorna jak baranek w pracy. Ale jeśli masz 100 000 zł wolnej gotówki to już inna sprawa. Możesz powiedzieć szefowi prosto w oczy, że jest kutasem.

Nawet nie wiesz, jak bardzo bym chciała…

No to zacznij nad tym pracować. Niech każdy miesiąc to mała cegiełka do twojej ucieczki z wyścigu szczurów. Dla mnie im dalej, tym lepiej. Z każdym miesiącem jestem o ułamek procenta bardziej wolny. Z każdym miesiącem poziom stresu, który muszę tolerować, jest coraz niższy. W pewnym momencie będę się mógł ujawnić i nie publikować pod aliasem Santoro bo nie będę już pracować i mieć szefa.

Wielu ludzi robi dokładnie na odwrót. Nie wiedzą, jaka jest ich życiowa misja, nie mają planu na najbliższe lata więc dryfują i dostają od życia słoną wodą w pysk.

 


PS: Niedawno założyłem stronę na Facebooku. Poza info o najnowszych postach będę wrzucać zdjęcia z mojego wyścigu szczura i krótkie notatki więc lajkujcie aby dostawać więcej treści (w prawym górnym rogu). Jeśli fanpage będzie się rozwijać (będziecie lajkować i komentować) to będę wrzucać coraz więcej coś ciekawego 😉