by Rafał Santoro - Jak nie pracować przez całe życie

Jak osiągnąć sukces? Też się na to nabrałeś?

01/10/2018 by Rafał Santoro
Jak osiągnąć sukces? Też się na to nabrałeś?

Jeśli chcesz zostać milionerem, musisz się zadawać z milionerami. Musisz wykorzystywać każdą chwilę na rozwój i zarabianie. Wszystko pięknie, ale jest pewien problem z takim podejściem. 

Nie chce mi się wstawać o piątej rano. Nie czuję potrzeby posiadania w znajomych samych ludzi sukcesu. Czasami radość sprawia mi towarzystwo osób głupich jak but.

Jeśli spojrzymy na przekaz, jakim karmi nas współczesna kultura to widzę dwa główne wzorce.

Pierwszy

Najczęściej spotykany, to „dziś się baw, bo jutra nie ma”. Kupuj, wydawaj, nie zastanawiaj się. Możesz mieć wszystko natychmiast, wystarczy, że kupisz odpowiedni produkt.

Chcesz się podobać każdej kobiecie? Kup ubrania z logiem, które ma włoskie nazwisko w nazwie. Chcesz się podobać każdemu facetowi? Zastosuj dietę cud, dzięki której schudniesz 34 kilogramy w dwa dni.

Oczywiście ten wzorzec prowadzi donikąd. Prawie każdy artykuł na tym blogu jest zaprzeczeniem takiego stylu życia.

Drugi

To wzorzec człowieka sukcesu. To korpo pani prowadząca coraz trudniejsze projekty, o której na początku mówiono „nie poradzi sobie”, a teraz wzbudza respekt nawet samego dyrektora obszaru siedzącego w centrali w Hiszpanii. To facet, który ma dom z basenem, BMW które waży trzy tony, a na wakacje nie lata już Ryanairem. To ludzie, którzy optymalizują każdą dziedzinę życia, wyciskają 61 sekund produktywności z każdej minuty, a jeśli już śpią, to śnią o sukcesie.

Taki wzorzec już dokądś prowadzi. Pytanie tylko, w jakim stopniu tacy ludzie są świadomi, że to też pułapka.

Jeśli zarobisz milion, to będziesz się porównywać z tym, kto ma 10 milionów. A jak będziesz mieć 100 milionów, to będziesz patrzeć na tych, którzy mają miliard. A jak będziesz mieć miliard, to nie będziesz miał się z kim porównywać finansowo, więc będziesz patrzeć na celebrytów lub postacie historyczne. To się nigdy nie skończy.

Często patrzę na siebie przez pryzmat wybitnych jednostek. Oni ciężko pracują i osiągają sukcesy – więc ja też powinienem. Oni mówią, że 10 000 zł pasywnego dochodu miesięcznie nie wystarczą, bo lepiej mieć 20 000 zł. Można wtedy kupić sobie Ferrari. Lepiej mieć Ferrari niż nie mieć, prawda?

Myślę, że marnuję swój potencjał. Mógłbym dać z siebie dużo więcej. Głupi nie jestem, potrafię być pracowity (jeśli już muszę).

Jak osiągnąć sukces?

Moim nadrzędnym celem jest być szczęśliwym. A poziom szczęścia to różnica, jaka jest pomiędzy tym co masz, a co chciałbyś mieć.  Tym, kim jesteś, a kim chciałbyś być. Tym z jaką dziewczyną idziesz do łóżka, a z jaką chciałbyś do łóżka pójść.

Jeśli masz wielkie potrzeby takie jak wielki dom, wielki samochód, wielka sława, to różnica między stanem obecnym a pożądanym większa. Tym bardziej jesteś nieszczęśliwy.

Ja mam poczucie, że taka pogoń za wielkim sukcesem nie na dłuższą metę nie jest zgodna z moim charakterem. Jeśli coś kosztuje mnie trochę więcej wysiłku, to zastanawiam się, czy mi się chce. A jeśli mi się chce, to czy mi to naprawdę jest potrzebne.

Nie chcę być milionerem. Nie chcę mieć własnej firmy, dobrze funkcjonującego biznesu. Nie lubię papierologii i biurokracji. Z rzeczy materialnych mam wszystko, czego potrzebuję. Mam 95% rzeczy, które chciałbym mieć. W rzeczywistości nic mi więcej do szczęścia nie jest potrzebne. Oprócz większej ilości wolnego czasu.

Jakie ja mam szczęście, że mój próg satysfakcji jest tak łatwo osiągalny z finansowego punktu widzenia. O ile gorzej mają ludzie, którzy naprawdę wierzą, że muszą mieć czteropokojowe mieszkanie, drogi samochód i ajfona za tysiąc dolarów. U nich odległość między stanem obecnym a pożądanym jest ogromna. Tak jak poczucie niezadowolenia, presji i stresu.

Dieta informacyjna

Takie myślenie zawdzięczam w dużej mierze diecie informacyjnej. Nie oglądam telewizji, nie czytam wiadomości w internecie. Nie wiem, co się dzieje w polityce, nie oglądam reklam i nie wiem, kto jest obecnie na tyle popularnym aktorem, żeby reklamować jakiś bank czy sieć telekomunikacyjną.

Media nie mają mi jak wmówić, że fajnie jest mieć coś niepotrzebnego. Polecam każdemu odcięcie się od medialnego dziadostwa.

Lubię być leniwy. Lubię mieć niezaplanowany wieczór, który mogę spędzić jak chcę. Nie musi to być nic produktywnego, chociaż tak to się zazwyczaj kończy. Walczę z wyrzutami jeśli „marnuję” wolny dzień. Nie potrzebuję spektakularnego sukcesu, więc nie muszę wkładać w to ekstremalnego wysiłku.

W ciągu kilku lat mój poziom szczęścia wystrzelił do góry. Od kiedy zacząłem sobie bardziej odpuszczać.

Po tym, jak wyrzuciłem z głowy te rzeczy, które chciałbym mieć, a ich nie potrzebuję, nagle okazało się, że wcześniejsza emerytura w kilka lat jest do zrobienia. Co za ulga.

Nie namawiam do zupełnego wykastrowania się z ambicji

Jedyne co doradzam, do odczepienie mentalnego balastu, który dorzucają nam inni ludzie.

To, że oni czegoś chcą, to ich sprawa. Ich praca, ich wysiłek.

Chcemy mieć to, co inni, żeby nie odstawać od ogółu. Chcemy, żeby nas akceptowano. Niestety inni ludzie mają nas kompletnie gdzieś, a tym bardziej to, co posiadamy. Dlatego tak ważne jest zastanowienie się, czy danej rzeczy pożądamy tylko i wyłącznie z własnej woli, czy może daliśmy się wychujać presji społecznej.

Im lepiej zbadasz to, czego Ci NAPRAWDĘ do szczęścia potrzeba, tym mniejszy stres Cię czeka. Tym łatwiej będzie Ci być szczęśliwym.

Niestety taka introspekcja nie jest łatwa. To, co możesz znaleźć w trakcie rozmyślania nas sobą, może dowieść, że zmarnowałeś dużo pieniędzy lub wiele lat życia. Człowiek broni swojego Ego niczym Spartanie Termopil.

Możesz skakać coraz wyżej przez poprzeczki, które sam sobie będziesz podwyższać. Możesz też ustawić ją na jednym poziomie, osiągnąć go, a potem usiąść wygodnie i relaksować się. Jeśli to Cię nie zaspokoi, możesz zacząć bawić się w nową grę. Tylko dlatego, że chcesz, a nie musisz.