by Rafał Santoro - Jak nie pracować przez całe życie

Jak oszczędzać 68% zarobków i korzystać z życia?

12/01/2019 by Rafał Santoro
Jak oszczędzać 68% zarobków i korzystać z życia?

Chciałem tylko dobrze się bawić i korzystać z życia, a przez przypadek w ciągu roku zaoszczędziłem najwięcej w życiu.

Dla przypomnienia, w 2018 roku wróciłem do Polski ze Szwecji, przez chwilę byłem bezrobotny, po czym zacząłem pracę w Krakowie:

  • styczeń        – Szwecja, praca
  • luty               – Szwecja, praca
  • marzec         – Szwecja, praca
  • kwiecień      – Polska, bezrobotny
  • maj               – Polska, bezrobotny
  • czerwiec      – Kraków, praca
  • lipiec            – Kraków, praca
  • sierpień       – Kraków, praca
  • wrzesień      – Kraków, praca
  • październik  – Kraków, praca
  • listopad        – Kraków, praca
  • grudzień       – Kraków, praca

Po przeprowadzce do Krakowa koszty życia podskoczyły. Zawsze po zmianie miejsce zamieszkania wydaję sporo przez 3-6 miesięcy, ale potem przychodzi czas na optymalizację wydatków.

Pomimo tych zawirowań udało mi się oszczędzać średnio 68% z każdej wypłaty. W międzyczasie jeździłem na nartach w Alpach, chodziłem po górach, ćwiczyłem na siłowni, spotykałem się ze znajomymi i chodziłem na randki.

Zamiast wynająć pokój w Krakowie żeby było taniej, wynająłem kawalerkę. Mam już ponad 30 lat i nie chcę mieć współlokatorów. Jednak gdybym miał problem z odkładaniem pieniędzy, nie miałbym uzasadnienia dla droższego wynajmu.

Jak widzicie, w 2018 żyłem całkiem normalnie. Duże oszczędności nie oznaczają braku rozrywek i przymierania głodem.

Dlaczego oszczędzam więcej niż inni?

Przyzwyczaiłem się już do tego, że wśród ludzi do mnie podobnych nikt nie oszczędza tyle co ja. Mam tu na myśli kolegów z pracy i znajomych z podobnymi zarobkami.

Nie wiem po co, ale większość z nich ma samochody. Kraków ma świetną komunikację. Często, tak jak ja, mieszkają blisko pracy, a i tak kupują samochody. Podjadą gdzieś raz w miesiącu, a płacą za to 1000-2000 zł miesięcznie (paliwo, ubezpieczenie, naprawy, spadek wartości). Bezsens, mnie transport kosztuje 89 zł miesięcznie na terenie całej aglomeracji.

Bardzo rzadko jem na mieście, wolę ugotować coś samemu. Dużo zdrowiej i taniej, miesięcznie wydaję do 400 zł na jedzenie i to chodząc na siłownię. Większość moich znajomych w pracy kupuje obiady, a w weekendy wychodzi do resto. Kolejne kilka tysięcy złotych rocznie mniej.

Zamiast telefonu za 3000 zł wolę taki za 800 zł. Spełnia swoją funkcję, a różnicy między aparatem 8 megapikseli a 16 gołym okiem nie widać. Kolejne zaoszczędzone złotówki.

Nie mam telewizora ani kablówki. Na zakup i abonament musiałbym wydać kilka tysięcy złotych, a wartość dodana jest ŻADNA. Telewizja robi z mózgu papkę.

Nie kupuję nowych ubrań, bo i tak mam za dużo. Ponad połowa leży w szafie nieużywana. Nie wiem po co koleżanki ciągle przeglądają promocje w sklepach z ciuchami i kosmetykami skoro ich szafy pękają w szwach.

Ostatnio wszedłem do łazienki u jednej i na półkach stały SETKI tuszy do rzęs, pędzli i tym podobnych. Tysiące złotych utopione w tubkach które się przeterminują. Rozumiem, że kobiety mają inaczej niż faceci, ale 20-30 sztuk kosmetyków chyba wystarczy?

Fikcja

Mógłbym tak wyliczać jeszcze przez chwilę, ale Wy dobrze wiecie o co chodzi. W ciągu roku te liczby sumują się do dziesiątek tysięcy złotych. Po 10 latch zbiera się kwota za którą można kupić mieszkanie lub dwa.

Tacy ludzie tylko na pierwszy rzut oka mają „lepsze” życie. Mają więcej więc musi im się żyć lepiej – tak się dzięki telewizji i reklamom.

Często jest zupełnie na odwrót. Za pieniądze na które ciężko pracują kupują sobie rzeczy które ich obciążają.

Samochód często nie jest im wcale potrzebny, ale jednak go kupują. Do kosztów nie wliczają stresu związanego chociażby z parkowaniem. Ile razy widziałem samochody jeżdżące w kółko szukające kawałka wolnego trawnika. Jeżdżąc w korkach irytują się, a po każdej naprawie u mechanika narzekają, że drogo.

W wielu przypadkach te rzeczy które mają uczynić życie lepszym, dokładają tylko ciężaru. Zrób w ciągu roku pięć takich głupot („bo inni mają to ja też chcę”) i masz problem. Zrób ich 20 w ciągu życia i jesteś przeciętnym, zestresowanym, niezadowolonym z życia człowiekiem który ma problem z tym, że np. kasjerka w sklepie nie kasuje szybciej.

Korzystać z życia

Po powrocie do Polski postanowiłem, że skupię się na prostych rzeczach. Czyli na odwrót, niż robią inni.

Im dalej polecą na wakacje, tym większą „pełnią życia” żyją. Im więcej wydadzą, tym lepiej się czują, bo to oznacza, że to coś było „lepsze”.

Ja postanowiłem, że kiedy wrócę, skupiam się na:

  • Treningach – jestem w dobrej formie ale chcę być w najlepszej w życiu.
  • Odnawiam znajomości które zardzewiały przez mój pobyt zagranicą.
  • Dbam o to co jem i dużo śpię – to podstawa.
  • Jestem na dobrej drodze do wolności finansowej więc tutaj wiele nie zmieniam. Mógłbym dalej optymalizować, ale na razie nie czuję takiej potrzeby, 68% oszczędności rocznie to aż nadto.

Piwo ze znajomymi, trening, seks, czytanie książek czy gra (nieudolna) na gitarze. To wszystko nie kosztuje nic lub prawie nic, a daje najwięcej. Proste rzeczy, bez udziwnień.

Standardowa ścieżka życia

Większości w ogóle nie zależy na oszczędzaniu. Wolą wydawać tu i teraz, z góry zakładają udział w wyścigu szczurów do końca życia.

Najpierw ukończenie szkoły. Potem imprezowanie, pierwsza praca, znalezienie drugiej połówki i ślub.

Potem dziecko, kredyt na mieszkanie. Kredyt na dom kiedy pojawi się drugie dziecko. Wakacje raz w roku, zaniedbywanie swojego zdrowia, stres, nadwaga i brak snu. Gdzieś po 20-30 latach kredyty są spłacone, a dzieci wychowane. Przychodzi chwila na złapanie oddechu w wieku 50-60 lat.

Opisuję tutaj przeciętnych Kowalskich, nie Was, wiem że ogarniacie finanse i życie dużo sprawniej.

Przeciętni ludzie biorą na swoje barki za dużo odpowiedzialności, przez co muszą dawać z siebie 110% przez wiele lat. To nie jest droga do szczęścia.

Ja wolę najpierw zbudować swoje małe imperium finansowe. Uniezależnić się finansowo.

Wtedy jeśli tego będę chciał, założę rodzinę. Nie będę musiał spieszyć się rano z odprowadzeniem do przedszkola/szkoły i zaraz potem pędzić do pracy. Po lekcjach będę mógł się z nimi pobawić, bo nie będę wyjebany po całym tygodniu pracy.

To nic innego, jak bycie odpowiedzialnym. Zanim się za coś zabiorę to dokładam starań, aby wcześniej przygotować fundamenty.

Podsumowanie

Jak widzicie, w ogóle nie skupiałem się na pieniądzach ale i tak odłożyłem w 2018 roku najwięcej w życiu. Przez kilka lat wyrabiałem dobre nawyki finansowe. Odcinałem wszystko co zbędne i teraz zbieram tego owoce.

W 2019 nie planuję żadnych większych manewrów. Jeśli nadarzy się okazja, kupię drugie mieszkanie na wynajem. Jeśli nie, to będę siedział na gotówce i cieszył się swoim życiem. Jeśli się uda, przejdę na 4/5 etatu żeby uwolnić jeden dodatkowy dzień w tygodniu.

Gdybym z 2018 roku wyciął tylko stres i wysiłek związany z przeprowadzkami (były dwie), szukaniem pracy i aklimatyzacją po powrocie do Ojczyzny, to byłby to najlepszy rok mojego życia.

Obecny, 2019 rok, zapowiada się jeszcze lepiej.

 

A jaki był Wasz 2018 rok w skali od 0 do 10? Co udało się Wam osiągnąć, a co nie wyszło?