Rafał Santoro - Blog o życiu, finansach i wcześniejszej emeryturze

Jak przetrwać w nowej pracy

10/08/2017 by Rafał Santoro
Jak przetrwać w nowej pracy

O tym jak poradzić sobie i przetrwać w nowej pracy, ograniczyć stres i dostać podwyżkę.

Pierwsze dni w nowej pracy. Nowe miejsce, nowi ludzie, kompletne ogłuszenie nowymi bodźcami. Jest to najlepszy czas na wyrobienie sobie opinii na której będzie się jechać do końca.

Pracowałem do tej pory w kilku firmach i wszędzie początek wyglądał podobnie. Stosując kilka prostych zasad można łatwo uniknąć konfliktów, stresu, nadmiaru zadań i nieporozumień z szefem. A jak wiadomo, szef ma zawsze rację, nawet kiedy jej nie ma.

W pracy interesuje mnie wypłata i to jakie doświadczenie mogę zdobyć, abym z czasem mógł zarabiać coraz więcej. Nie ma w tym nic złego, bo praca to wymiana handlowa – biznes. Oddaję swój czas pracodawcy w zamian za pieniądze. Nie mam złudzeń i nie oczekuję, że praca w danej firmie jest w stanie zmienić mnie na lepsze. Pracodawca organizując mój czas nie wniesie do mojego życia więcej niż ja byłbym w stanie.

Pracę traktuję jako wehikuł do osiągnięcia wolności finansowej i przejścia na emeryturę. Traktuję ją jako coś co jest tymczasowe i niedługo się skończy.

Rule #1

W nowej firmie to zadawanie dużo pytań. Codziennie staram się kilka razy o coś zapytać. Jeśli np. w teamie są trzy osoby to raz dziennie o coś pytam każdego.

Zbieram w ten sposób wiedzę.  i nie polegam na jednej osobie. Lepiej zadać trzem osobom po jednym pytaniu niż jednej osobie trzy pytania. Lepiej pytać ludzi o głupoty niż nie pytać w ogóle. Tym samym nie izoluję się. Nie wiem jak ty, ale zaczynając w nowej firmie mam ochotę stać się niewidzialny i najchętniej zapadłbym się pod ziemię, aby nikt do mnie nic nie mówił.

Piszę dużo emaili, dodając zawsze kierownika na CC żeby widział, że coś robię. Zazwyczaj nie ma się bezpośredniego kontaktu z kierownikiem, jest się gdzieś poza jego horyzontem, a taki email to dobre przypomnienie, że „żyję i ciężko pracuję”. Zawsze mam na ekranie monitora pootwierane jak najwięcej programów i różnych okienek. Dzięki temu z daleka może to wyglądać tak, jakbym ciężko pracował.

Staram się, aby zadania które dostaję było jasno określone. Jeśli dostaję zadanie „napisz kilka testów” to pytam ile dokładnie i na jakiej dokumentacji mam się oprzeć? Unikam dzięki temu nieporozumień, oszczędzam sobie stresu. Zazwyczaj kiedy dostawałem opierdol od teamlidera to za to, że miałem coś zrobić ale nie do końca wiadomo co.

Człowiek orkiestra

Często w trakcie wykonywania jednego zadania dostaje się do zrobienia drugie. Warto wtedy dać do zrozumienia, że jeśli mam teraz zająć się zadaniem B to nie dam rady zrobić A. Jeśli obrywa się potem za niezrobienie czegoś, to mam wytłumaczenie w postaci „przecież mówiłem, że nie zdążę tego zrobić”.

Warto rozmawiać z kierownikiem. Oni nie zajmują się przyziemnymi sprawami więc można zapytać o to jakie aktualnie plany ma firma, jaka jest przyszłość danego projektu itp. Taka wiedza czasem pomaga zrozumieć decyzje z góry które dla szeregowego pracownika mogą się wydawać bez sensu.

Przykład z życia. Firma obiecała klientowi funkcjonalność w pewnym urządzeniu, który wiedziała, że da radę zrobić, ale nie wiedziała jeszcze jak. Skutkiem było to, że software był pisany kompletnie na wariata, byleby tylko cokolwiek dostarczyć do klienta. Jako tester nie mogłem zrozumieć, dlaczego nie mam choćby kilku dni czasu na przetestowanie tego. Z biznesowego punktu widzenia firma woli dostarczyć coś co przyniesie więcej problemów w przyszłości niż stracić kontrakt. Dzięki zadawaniu pytań „co się dzieje?” łatwiej mi było to zrozumieć.

Pierwsze dwa-trzy miesiące w pracy są najważniejsze. Buduje się wtedy reputację, która zostaje do końca. Zadawać pytania, dużo rozmawiać z ludźmi, nie izolować się. Będzie się wiedzieć co myślą inni i inni będą wiedzieć co myślimy my.

Po przeprowadzce do Szwecji trafiłem do firmy która dopiero co startuje i prawie nic nie potrafią sami zrobić. W Polsce byłem „średniakiem” ale tutaj mają mnie za jakiegoś doświadczonego eksperta. Często pytałem ludzi co robią i jak czegoś nie potrafili to im mówiłem, że „jest jeden sposób na to, mogę ci z tym pomóc”. Zazwyczaj zajmowało mi to 2-3 godziny. Pomogłem tak kilku osobom z działu i teraz już krążą plotki, że jak coś trzeba zautomatyzować, to idź zapytaj Rafała, on będzie wiedzieć. Nie wierzę własnym oczom, bo w Polsce w pracy zawsze było mnóstwo gości których wiedza przebijała moją o lata świetle, przy których czułem się jak przedszkolak który dopiero ryzuje szlaczki.

Efektem ubocznym pomagania innym jest to, że kiedy tylko mam jakiś problem to osoby którym pomogłem chętnie mi pomagają. Win-win.

Nie mów co myślisz

W pracy jak w małżeństwie, lepiej nie mówić co się myśli. Jeśli coś jest ewidentnie bez sensu można o tym wspomnieć i zaproponować jakieś rozwiązanie, ale nie warto o to walczyć. Po pierwsze nasz szef najprawdopodobniej o tym wie, ale nie chce tego zmieniać. Po drugie szansa, że się wygra z systemem jest bardzo niewielka.

Kolega z jednej z firm co jakiś czas dostawał do wygenerowania pewien dokument. Zajmowało to 2 dni, a na wyniki i tak nikt nie patrzył. Chciał zmienić proces. Za każdym razem kiedy poruszył ten temat otrzymywał odpowiedź od temalidera, że „to świetny pomysł, masz moje pełne wsparcie ale na razie po prostu to zrób”. Tak było za każdym razem, a jego wkurzało to niemiłosiernie. Przeklinał i przeklinał, wszystko na darmo. Dzięki temu miał napięte relacje z teamliderem i bez przerwy chodził zestresowany.

W mojej ostatniej firmie w UK zostałem zatrudniony do przygotowania zupełnie nowej koncepcji testów. Zrobiłem co należy, przygotowałem raport i wysłałem do kierownictwa. Przez 4 tygodnie pisałem jeszcze maila co o tym myślą, kiedy przydzielą pieniądze na implementację. Nic, cisza.

W końcu dałem sobie spokój. Za każdym razem kiedy rozmawiałem z szefem zarzekał się, że jest nam to potrzebne i niebawem znajdą się pieniądze i tak dalej. Po roku takiego zwodzenia po prostu się zwolniłem. Straciłem czas, a firma w sumie z 50 tys. funtów na rekrutację i zatrudnienie mnie. Po co mnie zatrudnili do zrobienia czegoś, z czego nie skorzystali? Nie mam zielonego pojęcia i nie ma sensu żebym się tym przejmował, szkoda mojego zdrowia.

Inicjatywa

Warto wykazywać trochę inicjatywy. Akcent na trochę. Przejawienie trochę ponad przeciętnej aktywności dobrze będzie o nas świadczyć. Z drugiej strony widzę, że zbytnie staranie się nigdy nie wychodzi na dobre. A przynajmniej efekt jest mierny w porównaniu do włożonego wysiłku. Widzę to dosłownie w każdej firmie.

Kolega bardzo się starał przez cały rok budując nowy test system do pewnego projektu. Naprawdę pracował za trzech. Efekt? Podwyżka o 350 zł kiedy wszyscy inni w około 250-300 zł. Nie jest to wina kierownika, bo on dostaję określoną pulę na cały dział i ma związane ręce. Etat to środowisko niekompatybilne z ponad przeciętnymi jednostkami. Po raz kolejny, szkoda zdrowia na zajeżdżanie się.

Co rok w większych firmach przychodzi okres ocen pracowniczych i podwyżek. W trakcie takiej rozmowy warto zapytać wyraźnie czego się ode mnie oczekuje? Co mam zrobić, aby zapracować na podwyżkę? Co robię źle i powinienem poprawić? Jeśli pracodawca się jasno określi to za rok będzie się mu trudniej wykręcić od podwyżki jeśli zrobimy więcej, niż się od nas oczekiwało. Choć najlepszy sposób na podwyżkę to zmiana pracy.

Podczas takiej rozmowy nie warto za dużo narzekać. Można o czymś wspomnieć ale nie należy oczekiwać, że coś się może zmienić.

Relacje z innymi człowiekami

Warto się zaprzyjaźnić z kilkoma osobami. Pod względem psychicznym tak jest łatwiej przetrwać w tym środowisku. Na szczęście pracując jako inżynier, w środowisku w którym jest 95% mężczyzn. Nie ma plotkowania ani żadnych intryg. Nikt nie kopie pod nikim dołków, nie czai się żeby ukraść komuś awans. Stosuję podejście, że taplamy się w tym bagnie razem i nie ma sensu dodatkowo rzucać sobie błotem w oczy. Prędzej czy później ktoś nam przecież odda. Z opowiadań znajomych jednak wiem, że w innych firmach nie zawsze tak jest i to zazwyczaj tam, gdzie jest dużo kobiet.

Opłaca się poznawać ludzi z różnych działów. Im większa sieć naszych znajomości w firmie tym lepiej dla nas.

Czasami kiedy pojawiła się impreza integracyjna nie chciałem tam iść. Jednak dobrze jest skorzystać z takiej okazji. Zawsze tłumaczyłem sobie, że przynajmniej coś zjem, a po chwili alkohol rozwiąże języki. Daje to możliwość na poznanie ludzi od tej drugiej, nie-biurowej strony.

Podsumowanie

Najlepszym sposobem na przetrwanie w nowej pracy jest po prostu zachowanie odpowiedniego dystansu i wykazywanie odrobiny zaangażowania. Praca to tylko praca, nie całe życie. Ci którzy się za bardzo angażują cierpią na tym. Nie jest to łatwe ale bez umiejętności powiedzenia sobie „mam to w dupie” jest trudno w życiu.

Dla mnie praca to zło konieczne, jednak na tyle ile to możliwe zawsze staram się być miły dla innych. Wierzę, że to co dajemy od siebie do nas wraca i łatwiej jest wtedy przetrwać cotygodniową dawkę 40 godzin w biurze.

PS: Na blogu znajdziesz jeszcze dwa posty z tej serii: Rozmowa kwalifikacyjna, jak „rozwalić system”? oraz Jak się zwolnić z pracy?

 


Listę wszystkich wpisów znajdziesz w ARCHIWUM. Jeśli chcesz otrzymywać nowe artykuły na maila – zapisz się do newslettera.