by Rafał Santoro - Jak nie pracować przez całe życie

Jak zarobić dodatkowe pieniądze? Tarantule i kradzione plecaki

20/11/2017 by Rafał Santoro
Jak zarobić dodatkowe pieniądze? Tarantule i kradzione plecaki

Oklepanych pomysłów na to jak zarobić dodatkowe pieniądze jest mnóstwo, więc opowiem Wam jak dorabiałem w przeszłości. Czasami w bardzo dziwny sposób.

Jako nastolatek cierpiałem na chroniczny niedobór gotówki. Myślę, że każdemu doskwierał taki problem.

Brak gotówki zmuszał mnie do myślenia nad tym, jak zarobić dodatkowe pieniądze? W tamtych czasach nawet 50 zł to było dużo, więc gra była warta świeczki. Handlowałem różnymi rzeczami na Allegro, zaczynając od ptaszników, a kończąc na plecakach turystycznych.

Co ciekawe, najwięcej pomysłów na „biznes” miałem w szkole i liceum, czyli kiedy nie pracowałem na etacie. Dekompresja po pracy kradnie czas, który można wykorzystać na myślenie i wprowadzanie pomysłów w życie.

Zaczynajmy.

Plecaki firmy Pajak

Chodziłem do liceum, nadeszła zima i potrzebowałem plecaka na wypady na snowboard. Poszedłem do najbliższego sklepu górskiego. Rozejrzałem się, ale szybko posmutniałem, bo ceny wahały się od 300 do 500 zł. Dla licealisty to było o trzy razy za dużo – rok 2005, paczka fajek kosztowała 4-5 zł, a piwo w klubie 3 zł więc po przeliczeniu na dzisiejsze jakieś 1000-1500 zł.

Porozmawiałem ze sprzedawcą i ku mojemu zdumieniu opuściłem sklep wydając na plecak 210 zł, a nie 420 zł. Miał miliony zapięć i taśm, regulowane szelki, wkład z płyty i stalowy stelaż, który w sam raz przyda się na deskę jako ochrona kręgosłupa. Idealny.

Przytulałem i macałem plecak przez dwa dni, po czym wpadł mi do głowy genialny pomysł: skoro kupiłem coś wysokiej jakości za połowę ceny, to może ktoś to kupi na Allegro za 3/4 ceny?

Wystawiłem aukcję i tydzień później plecak się sprzedał – zarobiłem 70 zł.

Następnego dnia poszedłem z powrotem do sklepu i kupiłem ten sam model. Powtarzałem ten schemat co jakiś czas. Za pieniądze zarobione w ten sposób miałem za darmo dwa plecaki, śpiwór i kilka innych bajerów.

Jeśli zostało mi trochę pieniędzy to chętnie wydawałem wszytko na punkowo-metalowych koncertach. Kilkaset złotych miesięcznie dla takiego gówniarza jak ja to była fortuna.

Moja przygoda z plecakami Paja skończyła się po kilku miesiącach, kiedy ktoś z okolicy wpadł na ten sam pomysł i zbił ceny.

Szkoda, że się wtedy zniechęciłem, bo w trakcie wizyty w sklepie sprzedawca powiedział mi, że rozmawiał z szefem o tym jak mi idzie i mieli chyba jakąś drobną propozycje współpracy dla mnie. Żałuję, że nie pociągnąłem tego tematu dalej.

Eins, zwei, drei Polizei

Pod sam koniec handlu plecakami zostałem zatrzymany przez policję. Dwóch tajniaków umówiło się ze mną przez Allegro, żeby „obejrzeć plecak na prezent dla dziewczyny”. Wydało mi się to dziwne, bo dziewczyny raczej nie kupują sprzętu heavy duty.

Spakowalem kilka plecaków i umówiliśmy się na zajezdni autobusowej. Na wypadek próby kradzieży wziąłem ze sobą zwykły zestaw 15 latka z osiedla: nóż sprężynowy, pałkę teleskopową, łańcuch i poszedłem na spotkanie z policyjnymi przebierańcami.Naprawdę nie wiem co ja sobie myślałem wypychając kieszenie białą bronia.

Już w piątej sekundzie rozmowy z „kupującym” zaświecono mi przed oczami blachą, a 2 minuty później siedziałem w nieoznakowanym radiowozie – starym Fordzie Escorcie, w którym nie domykały się drzwi z tyłu więc w każdej chwili mogłem uciec.

Okazało się, że kilka miesięcy wcześniej okradziono magazyn Pajaka. Policja zauważyła aukcje na Allegro i pomyśleli, że upłynniam kradziony towar.

Panowie policjanci byli pełni nadziei, że zatrzymali przestępcę. Nic dziwnego. Byłem łysy i nosiłem szerokie spodnie. Zawieźli mnie na „konfrontację” do sklepu żeby sprawdzić moją legendę. Kiedy przybijałem ze sprzedawcą piątkę panowie policjanci posmutnieli i odwieźli mnie do domu.

Na szczęście nie wpadli na pomysł, żeby mnie przeszukać.

PS: Nic nie dostaję za reklamowanie plecaków Pajaka. Wymieniam firmę z nazwy z czystej sympatii. Jeden z ich plecaków mam już ponad 11 lat i wygląda jak nowy, pomimo zdzierania go w górach, na snowboardzie, nartach i w lukach bagażowych Ryanaira. Jeśli szukasz sprzętu w góry który nie rozpadnie się po 5 latach, kup coś ze stajni Pajaka.

Ptaszniki

Ku przerażeniu mojej mamy również w liceum zacząłem hodować ptaszniki. Bardzo miło to wspominam i nie rozumiem, jak ktoś może się bać pająków, szczególnie takich małych jakie mamy w Polsce.

Ptaszniki kupowałem zaraz po wyjściu z kokonu, takie szczeniaki wielkości 0,5 do 1 cm. Oczywiście na Allegro. Po jakimś czasie jak podrosły sprzedawałem ze sporym zyskiem.

Małe ptaszniki kosztowały wtedy od 2-40 zł na Allegro, a po kilku miesiącach (wylinkach) sprzedawałem za 20-200 zł. Co chwilę dokupowałem nowe i w kulminacyjnym momencie miałem chyba 20 sztuk.

O dziwo, moja mama bardzo je polubiła i strasznie żałowała, że sprzedałem je po maturze. Po prostu co kilka dni pokazywałem jej jak rosną i cytując: „one są takie miłe i słodkie”. Więcej o ptasznikach znajdziesz na stronie terrarium.com.pl.

Psalmopoeus cambridgei

Kilka razy ptasznikom zdarzyło się uciec i jeśli nie udało i się ich złapać na czas, to dostawałem po głowie od ojca. Nie powiedziałem nigdy o tym nikomu, ale raz uciekł mi jeden jadowity i przez tydzień nie mogłem go znaleźć.

Własnie ten mi uciekł, ale jak już był pięć razy większy.

W końcu złapałem drania, ukrywał się w rogu pokoju, 30 centymetrów od mojego łóżka.

Nasiona chilli

Kolejny mini biznesem była sprzedaż nasion chilli na Allegro.

Podobnie jak z plecakami, pomysł wziął się z pasji. Plecak kupiłem, bo potrzebowałem go na wypady w góry. Nasiona zacząłem sprzedawać po tym, jak zacząłem uprawiać papryczki chilli na własny użytek – lubię na ostro. Nasiona były „produktem ubocznym” więc ich sprzedaż na Allegro była czymś oczywistym.

Wystarczyło zrobić trochę ładniejszy opis aukcji niż inni sprzedający. Nie było to trudne bo ludzie nie mają wyczucia i ich aukcje wyglądały jak ortalionowe kurtki z lat dziewięćdziesiątych. Nasiona zaczęły się sprzedawać.

Chilli Cayenne

Po tylu latach nie pamiętam już ile na tym zarabiałem, ale niektórzy kupujący nabywali u mnie po kilka odmian nasion za 20-40 zł. Koszt produkcji zerowy bo robiłem to dla siebie, a wysyłka zwykłym listem kosztowała mnie 1.40 zł. Znowu miałem na papierosy.

Drukowanie w akademiku

Przez prawie całe studia mieszkałem w akademiku, a to prawdziwy inkubator przedsiębiorczości. Można tam kupić wszystko, zaczynając od ukraińskich papierosów, cytrynówek, „iceówek” (spirytus + takie niebieskie cukierki), marihuany, jaszczurek, rosiczek, żółwi i ziemniaków.

Ja, dosyć skromnie, ograniczyłem się do drukowania. Kilkanaście groszy za stronę razy setki studenckich sprawozdań i projektów. Toner kupowałem na Allegro dzięki czemu drukowałem prawie za darmo, a 100 zł miesięcznie dla studenta jest na wagę „pić, albo nie pić…”

Było tego trochę

Było jeszcze kilka innych „biznesów” po drodze, jak sprzedawanie filmów na płytach CD (zanim wynaleziono internet), robienie znajomym projektów z projektowania maszyn w Inventorze na zaliczenie przedmiotów na studiach czy wykorzystywanie promocji bankowych. Wpis i tak wyszedł mi dosyć długi więc je pominąłem.

Skąd się brały u mnie tak dziwne pomysły na zarabianie pieniędzy?

Z dzisiejszego punktu widzenia zarabiałem śmieszne kwoty, ale w tamtych czasach wypełniały po brzegi mój budżet.

Moje „biznesy ” zupełnie przez przypadek spełniały potrzebne warunki:

Po pierwsze, moje „produkty” zaspokajały realną potrzebę. Ktoś chciał mieć dobry plecak, pająka lub wydrukować sprawozdanie.

Plus był taki, że przetestowanie pomysłu nic mnie nie kosztowało. Chciałem kupić dla siebie plecak, mogłem go wystawić i jak się sprzeda to świetnie, jak nie to zostanie dla mnie. Na studiach potrzebowałem mieć drukarkę, a jeśli ktoś chciał, mógł drukować u mnie. Nic nie ryzykowałem.

Po drugie, ładne opakowanie czyli dobry opis i zdjęcia. Na wymyśleniu opisu przedmiotu lepszego niż konkurencja poświęcałem tylko o kilka minut więcej, a dzięki temu sprzedawałem częściej.

Po trzecie, obsługa. Szybkie odpowiadanie na maile, napisanie smsa „Hej, wysłałem własnie przed chwilą plecak/pająka/nasiona, daj znać jak dojdzie! :)”. Kiedy ktoś do mnie przychodził coś wydrukować zawsze mówiłem „dawaj pendrajwa, drukujemy”, a nie coś w stylu „jestem zajęty, wbij za pół godziny”.

Zdarzyło mi się, że dzięki temu ktoś kupił dwa plecaki („jeszcze dla kolegi”) lub dodatkową paczkę nasion. Dobra obsługa to prosty sposób na zwiększenie sprzedaży.

Droga donikąd

Nie wynajdowałem Ameryki, bo wszystko już na rynku było, podawałem to jedynie sprawniej i lepszej formie. Na pewno masz wokół siebie coś, co odpowiednio zapakowane mogłoby Ci przynieść dodatkowe pieniądze.

Te biznesy nie dały się za bardzo skalować i powiększać, ale fajnie, że nie całą młodość spędziłem z browarem na ławce.

Z biegiem czasu widzę, że im więcej nauki na studiach, a potem pracy tym bardziej moja kreatywność zwijała się. Po drodze zaliczyłem też 3 letni związek z dziewczyną-psychopatką, co również nie pomagało.

PS: Pozdrawiam Cię Sylwia – o mały włos nie namówiła mnie na ślub bez intercyzy.

Po wyjeździe do pracy do UK w 2015 roku trafiłem do dosyć nudnej pracy. Pomimo, że pracowałem przy oprogramowaniu elektroniki to duża część mojego mózgu była nieużywana.

Dzięki temu, zostało mi trochę wolnych obrotów na założenie bloga i pisanie kilku tysięcy słów miesięcznie bez względu na to, czy mam wenę, czy nie.

A uwierzcie mi, myślenie o tym, co chce się napisać, a zebranie tego w sensowne kilkaset słów to dwa różne światy. Tym bardziej podziwiam ludzi, którzy chodzą do pracy, wychowują dzieci, regularnie ćwiczą i jeszcze znajdują czas na dodatkowy biznes. Wow!

Lubię myśleć, że ten blog jest właśnie owocem nudzenia się. Gdybym pracował na 100% przez 8 godzin dziennie, na pewno Wyścig Szczurów by nie powstał.

A Wy w jaki sposób zarabiacie dodatkowe pieniądze?