by Rafał Santoro - Jak nie pracować przez całe życie

Jak zwiększyć produktywność?

25/06/2018 by Rafał Santoro
Jak zwiększyć produktywność?

Z produktywnością jest jak z kobietami. Nie chodzi o to, co robisz. Chodzi o to, czego nie robisz.

Na pierwszej randce nie zabierasz jej w drogie miejsca (restauracje, kino, eventy itp.), nie gadasz więcej niż przez 20% czasu, nie prawisz komplementów, nie korzystasz z telefonu i nie oglądasz się na inne. Przynajmniej jeśli chcesz żeby coś z tego wyszło i nie chcesz wydać na to fortuny.

Jeśli chcesz być produktywny to de facto też musisz robić jak najmniej. Po to, by mieć czas na tą jedną lub dwie najważniejsze rzeczy.

Kilka razy w życiu urządziłem sobie okresy, kiedy przez kilka miesięcy robiłem 5-6 rzeczy na raz. Wszystko miałem rozpisane w excelu. Co, gdzie kiedy i jak.

Po 2-4 miesiącach byłem strasznie zmęczony, a cele były osiągnięte tylko połowicznie. Oczywiście mentalnie czułem się świetnie, bo „dawałem z siebie wszystko®”, „robiłem więcej niż inni©” i „kto nie zapierdala ten się nie rozwija™”.

Skupiałem się na zbyt wielu rzeczach na raz, więc nie robiłem niczego dobrze. Efekty były, ale spodziewałem się lepszych.

Dwie rzeczy na raz

Leo Babuta z zenhabits.net opisał The Rule of Two. Chodzi o to, żeby na bieżąco realizować maksymalnie dwa cele. A najlepiej jeden.

Zaplanować sobie 2-3 rzeczy do zrobienia w ciągu roku. Zabrać się za realizację celu nr 3 dopiero jak uda się odhaczyć dwa poprzednie.

O tym czytałem już kilka lat temu, ale na poważnie wziąłem sobie do serca dopiero od niedawna, kiedy na coś identycznego trafiłem u jednego z moich internetowych mentorów.

Do tej pory myślałem, że nie mam  co tracić czasu. Dam radę więc zabiorę się za robienie pięciu rzeczy równolegle! Jednak przełączanie się między zadaniami (i co gorsze ich planowanie), kosztuje mózg dużo energii. A ta energia powinna pójść w cel nr 1.

Na mojej liście „Do zrobienia w 2018” jest ze 30 rzeczy. Niektóre nie są zbyt skomplikowane i idealnie nadają się do wypełnienia luk w grafiku między „grubszymi” celami. Postanowiłem jednak, że z całej listy wybieram jeden, a resztę przesuwam w excelu na dół tak, żeby otwierając go widzieć tylko ten jeden. Najważniejszy – cel o priorytecie A.

Poza podtrzymaniem życia (jedzenie, spanie 7-8h na dobę, praca, dwa treningi i jeden post w tyg.) –  olewam wszystko inne. Sto procent mojej produktywności ma być poświęcone na to co najważniejsze.

Jeśli miałem zaplanowane pisanie posta w czwartek wieczorem, a okazuje się, że mogę zrobić coś, co przybliży mnie do A, to napiszę posta kiedy indziej. A jeśli w niedzielę rano nie mogę zrobić czegoś dla A, to się cieszę, pisze posta lub się obijam.

Wiem, że takie podejście wydaje się banalne. Ściągnęło ze mnie presję jaką sobie sam narzucałem. Odpoczywając zawsze miałem wrażenie, że robię za mało. A teraz? Jak się dzisiaj nie da, to odpocznę.

Minusy takiego podejścia

Jest jeden minus. Mając pięć celów do realizacji po drodze jest trochę małych porażek, ale też kilka małych sukcesów. Mentalnie jest na czym mózg zawiesić, że coś się udaje i sprawy idą do przodu. Poza tym „dużo się dzieje!”.

A jak się robi tylko jedną rzecz? I jeśli od trzech miesięcy nie widać postępu? Wtedy wiara w siebie i motywacja spada. Przez taką fazę aktualnie przechodzę.

Już myślę, że chwyciłem los za rogi, że to już teraz, uda się i będzie kolorowo. A tu nie, nie tym razem. Tak to nie działa. Znowu trzeba zatrzymać się, pomyśleć, coś zmienić i próbować dalej.

Nie pomaga też to, że efektów nie widać od razu. To tak jakby strzelać do celu z karabinu z zasłoniętymi oczami, i dowiedzieć się czy się trafiło dostawać po kilku tygodniach. Ciężko.

Z drugiej strony, gdybym robił dodatkowo kilka rzeczy na raz, to dopiero byłby burdel.

Powoli, aby w ogóle do przodu

Nie mogę się doczekać, aż ściągnę z listy tego małego skurwysynka, cel A.

Następny w kolejce cel B – dojść do najlepszej formy fizycznej w życiu – jest dużo przyjemniejszy. Łatwo się mierzy, czy wyciska się na klatę 100 kg czy nie. Mój rekord to 95 kg więc kilka miesięcy płaczu nad sztangą i gotowe.

Jaki jest cel C nie wiem i szkoda czasu na zastanawianie się, bo dużo się zmieni do tego czasu.

Na pewno są osoby, które są najbardziej produktywne kiedy robią kilka rzeczy na raz. Myślałem, że jestem jedną z nich, ale od kilku miesięcy widzę, że skupienie się na jednej rzeczy ma dla mnie więcej sensu.


Polecam ten wywiad, który częściowo zainspirował mnie do napisana tego posta: Jak osiągać cele, gdy cały świat mi przeszkadza – Miłosz Brzeziński o zarządzaniu czasem