by Rafał Santoro - Jak nie pracować przez całe życie

Idzie zły, niedobry kryzys gospodarczy?

20/11/2019 by Rafał Santoro
Idzie zły, niedobry kryzys gospodarczy?

Od kilku lat straszą, że kryzys gospodarczy jest tuż tuż. Domyślanie zaczęło mnie już męczyć dlatego opisuję, dlaczego przestałem się tym przejmować.

Przewidywanie kolejnych kryzysów na podstawie poprzednich nie do końca uzasadnione. Tak by było pod warunkiem, że świat i reguły gry nie zmieniałyby się.

Tak nie jest. Technologia rozwija się szybko (5G, kryptowaluty, algorytmy, sztuczna inteligencja), wydobycie ropy będzie spadać (tzw. Oil peak), banki centralne drukują pieniądze na potęgę. Kto wie co jeszcze kreatywni ludzie wymyślą.

W tak dynamicznym otoczeniu, nie da się porównywać kryzysów sprzed 10-100 lat do siebie. To jedynie poszlaki.

Są portale które straszą, że kilkadziesiąt lat temu kreska czerwona przecięła się z niebieską na wykresie XYZ i chwilę potem było wielkie BUM. Do ich ponownego przecięcia dojdzie już w następnym roku więc najwyższy czas zapiąć pasy. Zupełnie jakby dobra koniunktura była usprawiedliwieniem do jazdy bez pasów – nadmiernej konsumpcji i przepijania całej wypłaty.

Jest pewien portal, który zacząłem śledzić w 2012 roku. Po 3 latach kryzysowej indoktrynacji byłem przekonany, że w 2016 roku coś musi jebnąć. Między innymi dlatego wyemigrowałem do Anglii. Wolałem w trakcie apokalipsy być na Zachodzie. Co się stało dalej z Polską każdy wie.

Żeby nie było tak cukierkowo

Nikt nie wie, kiedy nadejdzie kolejny kryzys. Można coś podejrzewać, czuć w kościach, ale takich momentów ja osobiście miałem już kilka. Myślałem, że światowa gospodarka zaraz pęknie, a tu pojawiało się coś, czego niewielu się spodziewało i rajdy na giełdach były kontynuowane. Finansowi jasnowidze wtedy mówią, że ktoś lub coś zmieniło zasady gry i dlatego na spełnienie kryzysowej przepowiedni trzeba jeszcze chwilę zaczekać 🙂

Nie zmienia to faktu, że kryzys gospodarczy może przyjść już jutro. I nie ma się czym przejmować.

Każdy kryzys gospodarczy ma swój koniec…

Każdy kryzys się kiedyś skończy. Potrwa sobie kilka lat i to wszystko. W skali życia to niewiele, tyle ile trwało Twoje chodzenie do liceum lub na studia. Nawet wojny wszech czasów przemijają, a co dopiero jakiś tam kryzys.

…ale i tak warto się przygotować

Czasami zastanawiam się, jakby zmieniło się nasze życie gdyby np. w 2020 roku gospodarka się wysypała?

Zapewne podobnie jak ja, nie żyjecie jak typowy przejadacz wypłaty. Staracie się oszczędzać, czasami coś zainwestować i nie wydajecie pieniędzy na byle co, bo szanujecie swój czas spędzony w pracy.

Ja za ostatnie 12 miesięcy odkładam 65% zarobków. Gdyby uderzył kryzys i moja wypłata poleciała w dół o 50%, to nadal miałbym nadwyżkę. Do tego, mógłbym na 1-2 lata obciąć wydatki o 20-40% (wynajem pokoju zamiast kawalerki itd.). To dosyć drastyczny scenariusz, ale wciąż kładłbym się spać z uśmiechem na twarzy.

Nawet jeśli ktoś rozsądny ma kredyt z ratą, powiedzmy 1000-1500 zł, oraz poduszkę finansową, to skok stóp procentowych i raty do 2000-3000 zł na kilka lat to nie katastrofa. Przez chwilę trochę niższy standard życia i tyle.

Porównując to teraz do przeciętniaków: prawie zero oszczędności, kredyt na mieszkanie, telewizor i telefon (za 3-5 tys. zł.). Nie daj Boże kredyt na 700-800 tys. zł. i rodzina. Osobiście znam jeden taki przypadek, a niedawno znajomy też donosił, że ma podobne przypadki wśród znajomych. Z takim kredytem koszt życia 4 osobowej rodziny to z 10-15 tys. zł.

Ja bym się nawet nie chciał narażać na ryzyko kryzysu i podbicia raty o 5000 zł. A co gdy jeden z małżonków straci pracę i w sumie koszty życia rodziny wyniosą 15-20 tys. zł. (10 tys. raty)? Brrr, nie chciałbym być w ich skórze.

Plus jest taki, że wtedy rozpocznie się wyprzedaż nieruchomości, samochodów i innych drogich zabawek.

Zatem co robić?

Postanowiłem nie zastanawiać się nawet nad tym, czy nadejdzie kryzys gospodarczy. Nie mam na to wpływu, w mojej mocy jest jedynie nie nadwyrężanie swoich finansów osobistych.

Wiem, że z fusów nikt nie wywróży, a jak już przyjdzie co do czego to każdy będzie mądry. Będą się chwalić, że przewidywali katastrofę w tweecie lub wpisie sprzed 6 lat 248 dni i 5 sekund.

Rozglądam się za kolejnym mieszkaniem na wynajem (od dłuższego czasu, znaleźć nie mogę…). Nawet jeśli kupię na górce, to co z tego w perspektywie 10-20 lat? Zarobię mniej i tyle, a jeśli ceny pójdą w górę, to zarobię więcej i szybciej wyskoczę z wyścigu szczurów.

Zawsze znajdzie się ktoś, kto powie, że na podobnej inwestycji można wyciągnąć więcej. Tytanem inwestycji nie jestem, ale za to co roku generuję solidne nadwyżki. Z czasem robi się z tego niezła kulka śnieżna. Wolę powoli do niej dokładać, niż szarpać się i nie spać po nocach.

Właśnie o to chodzi w dążeniu do wcześniejszej emerytury. Budowanie silnych fundamentów. Nadchodzący kryzys zaboli każdego, ale jeśli się przygotujesz, to Ciebie najmniej.

Większość nie myśli o przyszłości finansowej, za to ja staram się zwiększać liczbę opcji które mam do wyboru. Wcale nie mam poczucia, żebym dostawał od życia mniej niż ci, którzy wydają 8-10 tysięczne wypłaty co miesiąc. To jest w tym wszystkim najlepsze.


PS: Czy Wy podejmujecie jakieś konkretne kroki na wypadek trzęsienia na rynkach finansowych/nieruchomościach?