by Rafał Santoro - Blog który buduje nowe podejście do pieniędzy

Kultura pracy w Szwecji

20/07/2017 by Rafał Santoro
Kultura pracy w Szwecji

Pracuję w Szwecji dopiero od kilku miesięcy, jednak już widzę, że kultura pracy jest inna niż w Polsce, a nawet Anglii gdzie mieszkałem przez dwa lata. Szwedzi to chyba jeszcze większe lenie niż Anglicy.

Fika

Słowo klucz w Szwecji to fika czyli krótka przerwa na kawę lub ciastko. W mojej firmie pierwsza zaczyna się o 9.00. Dwie godziny później przerwa na obiad, a następnie kolejna fika o 14.00. Na przerwy schodzą na to dwie lub trzy godziny dziennie, nie licząc przerw nieoficjalnych. A jak się rozgadają to z pół dnia spędzają na przerwach, nawet jeśli jest pożar w projekcie. Szwedzi nigdzie się nie spieszą.

Fika to świętość, choćby się paliło i waliło, fika musi być. Jeśli podczas fika-time masz do kogoś sprawę, to musisz zaczekać. Podczas fiki Szwed nie będzie pracować.

Ostatnio na samym początku meetingu manager zaproponował, żeby zacząć od przerwy i kawy. A całą godzinę przed meetingiem siedział w kuchni. Widocznie tak się zagadał, że zapomniał o kawie. Nie jestem tytanem pracy, ale bez przesady…

Ma to jednak swoje plusy. Przeciętny Szwed nie jest tak zestresowany jak Polak. Spokojnie sobie fikują z przerwą na pracę. Powoli do przodu, bogaty naród na to stać.

Langsam langsam aber sicher

To powolne tempo ma też swoje słabe strony. W Polsce kiedy pojawiał się problem w projekcie przechodziliśmy na 150% wydajności. Zazwyczaj znalezienie rozwiązania trwało 1-2 tygodni. W tym czasie przez 8-10 godzin zapieprzałem. Czasem nawet zapominałem się wysikać, a co dopiero pomyśleć o fice.

W Szwecji jest inaczej. Jeśli jest problem, to zarządza się meeting na za tydzień na którym ustala się, co z tym zrobić. Przez tydzień nikt nie kiwnie palcem. Kiedy nadchodzi czas meetingu ustala się w czym może być problem i kto może pomóc. Po kilku dniach „sprawdzania” znowu meeting, ustalenie kto czego się dowiedział. Zazwyczaj niewiele się wyjaśnia więc problem trwa i rośnie.

W międzyczasie pojawiają się nowe problemy, nakładają się na siebie, na meetingach rozmawia się o dziesięciu rzeczach na raz, aż w końcu nikt nie wie o co chodzi.

Przykład. Kolega Polak sprawdza razem ze Szwedem połączenia w szafie do testów gdzie jest mnóstwo kabli (tak w skrócie). Jeśli znajdą, że kabel jest źle podłączony, Szwed notuje „kabel numer 37 źle podłączony” i po tygodniu sprawdzania wysyła sprawozdanie wyżej. Mój kolega Polak natomiast znajduje gościa który szafę składał i mówi mu, żeby przepiał kabel nr 37 tu i tu. Problem rozwiązany w pięć minut, a nie w tydzień.

Szwed/Niemiec jest odpowiedzialny za sprawdzenie połączeń w szafie, a nie naprawienie ewentualnych błędów żeby było szybciej, to takie „logiczne” 😀

Nawet jeśli Szwed zauważy, że coś może być problemem, a nie leży to w jego bezpośrednich obowiązkach to niż z tym nie zrobi, nie jego sprawa. Typowa protestancka/niemiecka dokładność. Zero miejsca na elastyczność.

Polak potrafi

Ekipa pięciu dobrych inżynierów z Polski ogarnęłaby pracę w dziale w którym obecnie pracuję szybciej niż piętnastu Szwedów. Wiem, że brzmi to jak głaskanie polskiego ego ale tak to wygląda w praktyce.

Dlatego uważam, że na przestrzeni pokolenia lub dwóch Polska musi dogonić gospodarczo Zachód. Po prostu nie może być inaczej, o ile zaczniemy trochę więcej oszczędzać, a nie wydawać całą wypłatę. Polacy (Hindusi Europy) są wydajniejsi i za kilkadziesiąt lat musi się to obić w krajowym PKB.

 


Listę wszystkich wpisów znajdziesz w ARCHIWUM. Jeśli chcesz otrzymywać nowe artykuły na maila – zapisz się do newslettera.