by Rafał Santoro - Blog który buduje nowe podejście do pieniędzy

Marnowanie czasu w sieci – jak ograniczyć cyfrowy bałagan i uprościć sobie życie

15/05/2017 by Rafał Santoro
Marnowanie czasu w sieci – jak ograniczyć cyfrowy bałagan i uprościć sobie życie

Większość czasu w pracy spędzam przed komputerem. Po pracy też. W przerwach lub z dala od komputera na arenę wkracza telefon – facebooki, whatsappy i inne przeszkadzacze. Moje marnowanie czasu w sieci z czasem przybrało spore rozmiary w postaci komunikatorów, zdjęć, plików maili. Mój próg odporności na stres jest umieszczony dosyć nisko więc postanowiłem się zabrać za cyfrowe sprzątanie.

Przy okazji przeprowadzki i pozbyciu się sporej ilości niepotrzebnych rzeczy zwróciłem uwagę na to ile mam na dysku starych zdjęć zaczynając od liceum (dopiero wtedy pojawiły się aparaty cyfrowe, aparaty w telefonach nadeszły dopiero kilka lat później). Do tego kilka tysięcy mp3-jek muzyki w zakurzonych folderach której już nie słucham bo wszystko puszczam z Youtuba. Setki zakładek w przeglądarce. Dziesiątki mailowych subskrypcji których nie mam kiedy czytać.

Ale to jeszcze nic. Boję się pomyśleć ile czasu spędzam np. na Facebooku przeglądając tablicę z postami ludzi, których prawie nie znam. Ile razy dziennie sięgam po telefon żeby sprawdzić czy pojawiło się coś na Whatsappowej grupie na której się nigdy nie udzielam. O tym ile razy dziennie sięgam po telefon żeby odpowiedzieć na jakaś nieistotną wiadomość.

Zbierając to wszystko do kupy dziennie co najmniej kilkadziesiąt minut marnuję w ten sposób, zużywając moc obliczeniową mojego mózgu na pierdoły. Jeśli tylko pojawia się wolna chwila i zachodzi ryzyko że można przez chwilę pomyśleć (i nie daj Boże wpaść na jakiś dobry pomysł) to z pomocą przychodzi Facebook ze swoją nieskończoną ilością postów na tablicy.

Dlatego na pierwszy ogień w sprzątaniu tego cyfrowego burdelu brzydko mówiąc poszedł oczywiście…

FACEBOOK

Pierwsze co zrobiłem to otworzyłem listę „znajomych” i usunąłem dosłownie połowę. Gdybym miał usunąć wszystkich, z którymi nie pamiętam kiedy rozmawiałem ostatnim razem to usunąłbym pewnie z 90%. Na liście zostało może z 80 osób.

Następnie po kolei dla każdego postu z tablicy kliknąłem opcje i „Przestań śledzić użytkownika”. W chwili obecnej moja tablica wygląda tak:

Brak postów do wyświetlenia = brak powodów do wchodzenia na FB czyli jakieś 123 miliony razy dziennie. Przez kilka pierwszych dni czułem się dosyć niekomfortowo, bowiem od kilku lat starannie pielęgnowałem ten nawyk. Muszę jednak przyznać, że im dłużej nie korzystam z FB tym mniej brakuje mi np. zdjęć wegetariańskich ciasteczek Pauli lub pięćdziesiątego już zdjęcia Tomka z nowym dziesięcioletnim BMW.

Podobnie postąpiłem z messengerem. Z kilkoma osobami prowadziłem niekończące się rozmowy i pewnie każdy tak ma. Zawsze kiedy podnosiłem telefon, czyli co jakieś 15 min, czekała na mnie jakaś wiadomość. Z taką częstotliwością chyba nie da się prowadzić dialogu o głębszej treści, bo co tu jest do opowiadania? Rozmawianie w kółko o pierdołach.

Usunąłem więc messengera z telefonu i na wiadomości odpisuję co najwyżej raz dziennie z laptopa po powrocie do domu. Piszę ten post w piątek, otworzyłem Facebooka i ostatnim razem odpowiadałem na wiadomości w poniedziałek. O dziwo, żadne przełomowe wydarzenia mnie nie ominęły i świat się nie zawalił 😛

PS: Pozwalamy serwisom społecznościowym bombardować nas niewiele znaczącą papką. Im tego więcej tym łatwiej wpaść w pułapkę robienia rzeczy pod innych niż dla siebie. Mam takie wrażenie, że są osoby które jadą np. na Bali tylko po to, żeby przez 2 tygodnie wrzucać zdjęcia co pół godziny z plaży i egzotycznych restauracji. Nie mówię, że Facebook to straszne zło ale ja sprawdzałem tablicę z 20-30 razy dziennie, a to już przesada. Ok, koniec już tego narzekania na Zuckerberga.

Komunikatory

W następnym kroku pod gilotynę poszły wszystkie inne komunikatory. Nie miałem tego zbyt wiele ale wyciszyłem prawie wszystkie powiadomienia np. z Google Hangoutów i Whatsappa. Dzięki temu telefon nie wibruje co chwilę i nie sięgam po niego jak Reksio po szynkę.

Pomysł na ograniczenie lub wyciszenie wszystkich wiadomości przychodzących przyszedł mi do głowy podczas gotowania obiadu. Gotowałem i w międzyczasie rozmawiałem z koleżanką. Mieszam kurczaka, odpisuję, wrzucam do wody ryż, odpisuję, kurczak powoli się przypala, odpisuję, trzeba szybciej mieszać! W pewnej chwili się zorientowałem, że jestem zestresowany, a w gruncie rzeczy nie ma czym, przecież gotuję tylko obiad. Bez sensu, sam na sobie wywierałem presję 😛

Powyżej pewnego rozsądnego poziomu mniej wiadomości = mniej stresu.

Tak sobie myślę, że chodzimy przyklejeni do telefonów jakby to był jakiś nowy organ w ciele.

„abonent jest czasowo nieosiągalny”

Ograniczenie liczby komunikatorów i sposobów w jaki można się z nami skontaktować ma jeszcze jeden duży plus. Im mniej jest się dostępnym, tym mniejsza motywacja ludzi do zaśmiecania naszego czasu.

Z drugiej strony jeśli ktoś ma do nas naprawdę ważną sprawę nadal może się skontaktować.

subskrypcje

Subskrybowałem dziesiątki newsletterów z przeróżnych blogów i stron. Większość już mnie dzisiaj nie interesuje więc gdzie się da kliknąłem „Unsubscribe„. Zostawiłem dosłownie 2-3 które najwięcej wnoszą do mojego życia. To samo z kanałami na Youtubie i podcastami. Po co subskrybuję podcast którego nie słuchałem od pół roku? Nie wiem, ale tak jakoś samo wyszło.

Teraz subskrybując nowy kanał staram się usunąć jeden stary. Dzięki temu rośnie jakość tego co oglądam/słucham i na bieżąco śledzę tylko to co mnie interesuje.

WIFI SCHEDULER

Jedną z najlepszych aplikacji jakie w życiu zainstalowałem na telefonie to aplikacja wyłączająca WiFi o określonej godzinie. Ustawiłem sobie automatyczne wyłączanie WiFi między 22.00 i 8.00 rano dzięki czemu po tej godzinie wiem, że nie mam czego sprawdzać na telefonie. Mogę w spokoju poczytać książkę i wyciszyć się przed pójściem spać.

Przez pierwsze kilka dni odruchowo jeszcze sięgałem po telefon po 22.00, włączałem WiFi żeby sprawdzić czy aby na pewno coś ultra ważnego mnie nie ominęło. Być może ktoś napisał z zapytaniem nie cierpiącym zwłoki w stylu „wiedziałeś tego mema?

Jednak ostatnio przyłapałem się na tym, że sięgnąłem po telefon, zobaczyłem że WiFi samo się wyłączyło i odłożyłem telefon na swoje miejsce. Cisza, spokój. Zapewne za kilka tygodni ten nawyk tak mi wejdzie w krew, że po 22.00 w ogóle przestanę sięgać po telefon.

Polecam zainstalowanie podobnej aplikacji i ustawienie własnego grafiku. Takich aplikacji jest miliard, ja korzystam z Wifi Timer na Androida.

Zakładki w przeglądarce

Z biegiem czasu uzbierałem pokaźną kolekcję zakładek w przeglądarce, których oczywiście nie pamiętam kiedy ostatnim razem otwierałem. Przydają się tylko wtedy kiedy np. strasznie się nudzę w pracy i naprawdę nie wiem już co klikać. Prawie wszystko poleciało do kosza, zostało z 50 najprzydatniejszych. Dalej dużo ale z czasem będę się tego pozbywać.

ZDJĘCIA

Na dysku twardym miałem ponad 10 000 zdjęć, zaczynając od wycieczek klasowych z liceum. Czy naprawdę zdjęcie tatrzańskich owiec sprzed 10 lat jest mi potrzebne? Zrobiłem przegląd i wywaliłem 60-70%. Zostały mi tylko zdjęcia z którymi nadal czuję emocjonalną więź i te które budzą pozytywne emocje.

Muzyka

Na dysku miałem kilka tysięcy plików mp3 z muzyką, której nie słucham i w większości nawet mi się już nie podoba. Pozostałości po czasach kiedy nie było Youtuba czy Spotify i ludzie słuchali muzyki z Winampa. Ktoś pamięta? 😉

Prawie wszystko skasowałem i zostawiłem jedynie to, co trudno obecnie znaleźć. Przy okazji porządków na dysku uwolniłem 60 GB miejsca, a mam mały dysk SSD w laptopie więc zawsze dobrze mieć jakiś zapas.

pulpit

Wywaliłem wszystko niepotrzebne z pulpitu. Czyli nie zostało prawie nic:

Teraz nie mam już problemu ze odnalezieniem czegoś na pulpicie 🙂

W akademiku miałem kolegę, który miał zawsze pulpit wypełniony pod korek. Tworzył wtedy na pulpicie folder pod tytułem „Pulpit” i sprzątał wrzucają do niego wszystko z pulpitu. Co kilka tygodni powtarzał tą procedurę dzięki czemu miał kilkanaście „Pulpitów” zagnieżdżonych w sobie. Też jakiś sposób 😀

notatki

Oczywiście uzbierało mi się milion plików z notatkami. Na telefonie, na google drive, jako drafty w skrzynce pocztowej. Trzysta list „Do Zrobienia” które po utworzeniu nie były nigdy otwierane.

Postanowiłem zacząć notować jak najwięcej fizycznie w notesie. Kiedy się coś zanotuje to nie da się już tego tak łatwo usunąć, można co najwyżej zamazać ale dalej widać, że coś tam wcześniej było. Dla mnie to takie jakby bardziej wiążące, bo fizycznych notatek nie da się usunąć jednym kliknięciem.

podsumowanie

Wraz z rozwojem techniki cyfrowy bałagan pochłania coraz więcej naszej uwagi. Pytanie czy naprawdę się chce w ten sposób spędzać każdą wolną chwilę? Po kilku minutach refleksji doszedłem do wniosku, że ci wszyscy wirtualni „znajomi”, subskrypcje i śmieszne strony internetowe nie wprowadzają żadnej wartości do mojego życia, a wręcz przeciwnie, obniżają jego jakość podstępnie zabierając minutę lub dwie to tu, to tam.

Przy pozbywaniu się tego wszystkiego przez kilka pierwszych dni odczuwałem niepokój wynikający z przekonania, że coś mogę przegapić. Nic takiego nie miało jednak miejsca, a ja nie sięgam już jak szalony po telefon za każdym razem kiedy mam wolną chwilę. Życie jest trochę prostsze i łatwiej mi jest się zabrać za coś pożytecznego, np. trening lub pisanie tego postu. Jakość czasu który spędzam poza siecią rośnie.

 


Listę wszystkich wpisów znajdziesz w ARCHIWUM. Jeśli chcesz otrzymywać nowe artykuły na maila – zapisz się do newslettera.