by Rafał Santoro - Jak nie pracować przez całe życie

Masz wszystko czego potrzebujesz – nie musisz już nic kupować

10/02/2020 by Rafał Santoro
Masz wszystko czego potrzebujesz – nie musisz już nic kupować

Dlaczego tak często kupujemy na ilość, zamiast inwestować w jakość? Przecież wszyscy uważamy się za mądrych ludzi. Dlaczego tak trudno powstrzymać się przy wydawaniu pieniędzy?

Rozpocznę od krótkiej historyjki z mojego życia, która fajnie wprowadza w temat dzisiejszego wpisu.

W kraju cichych, nie patrzących ci w oczy ludzi

W 2017 roku przeprowadziłem się z Anglii do Szwecji na roczny kontrakt. Spakowałem dwie walizki i jeden plecak. Z biegiem czasu dokupiłem trochę brakujących (głównie sportowych) rzeczy, ale nie było tego dużo. Często, kiedy mi czegoś brakowało, znajdowałem zamiennik lub obchodziłem się bez. Nie było sensu jechać kawał drogi do jedynego w mieście centrum handlowego. Szwecja to kraj o półtora raza większy niż Polska, z zaledwie 10 mln ludności – wszystko jest daleko, nie tak jak u nas.

To mi pokazało, jak niewiele potrzebuję do wygodnego życia.

Kiedy napada mnie chęć kupienia czegoś, to zastanawiam się, czy muszę to koniecznie mieć akurat dzisiaj? Jeśli nie, powstrzymuję się i po kilku dniach zapominam o takich przedmiocie. To wywołuje smutek marketingowca, bo nie zwiększył na mnie swojej sprzedaży. Ja z kolei nie kupuję kolejnego, najczęściej zbędnego przedmiotu.

Nasze potrzeby nie są wielkie, ale zachcianki już tak

Z czasem zdaję sobie sprawę, jak wiele zbędnych rzeczy posiadam. Dzisiaj naliczyłem 12 par butów. Po co mi tyle? Nie wystarczy mieć 6 par? Jedne sportowe, drugie w góry i ze 4 pary na co dzień?

Myślę, że każdy z nas gromadzi po szafach taki nadmiarowy bagaż. Już dzisiaj, w chwili kiedy czytasz ten artykuł, najprawdopodobniej masz wszystko czego potrzebujesz. Może oprócz jednej czy dwóch rzeczy które od dłuższego czasu zaprzątają Ci głowę.

Jeśli przez pół roku przestałbyś robić zakupy (oprócz jedzenia), to nic by Ci się nie stało. Zapewne byłbyś z siebie zadowolony, a portfel byłby grubszy.

Zarobki rosną, bezrobocie jest niskie, tak dobrze jak jest to chyba jeszcze nie było. A my i tak wydajemy prawie całe wypłaty.

Pamiętam jako dziecko lata dziewięćdziesiąte. Na parkingu przed blokiem stało kilka samochodów, na jednym rowerze jeździło po kolei każde dziecko w rodzinie, a na kilku chłopaków mieliśmy jedną piłkę do nogi. Nie mieliśmy wiele, ale nie doskwierało nam to. Dzisiaj ludziom doskwiera bardziej, bo w TV i internecie jest kilka milionów osób, z którymi się porównujemy. Kiedyś była to zaledwie garstka sąsiadów.

Czasy poszły do przodu, każdy ma 10x więcej, a nadal kupujemy. Gdyby poziom szczęścia zależał od ilości posiadanych dóbr, to na przestrzeni 20 lat Polacy powinni stać się dwa razy bardziej szczęśliwi.

Żadna ilość dóbr nie jest w stanie zaspokoić konsumpcyjnego apetytu.

Do wyboru jest powiedzenie sobie dość w pewnym momencie i próba opuszczenia wyścigu szczurów, albo ciągłe zwiększanie konsumpcji i inflacja kosztów życia.

Masz już wszystko

Uświadomienie sobie, że wszystko czego potrzebujesz już masz, może nie przyjść łatwo. W końcu w ciągu dnia widzimy po kilkaset reklam. Idąc ulicą, słuchać radia czy przeglądając instagrama. Wszędzie reklamy i promowanie produktów.

Ale kiedy powiesz sobie „dość”, ściągasz z siebie ciśnienie na dalsze kupowanie. Kiedy ktoś się czymś chwali myślisz, że to fajna rzecz, ale mi nie jest do szczęścia konieczna. Znika presja, że skoro inni mają, to ja też muszę.

Nie zazdroszczę znajomym kiedy kupuję za drogie samochody i za duże mieszkania. Wiem, że ich dzisiejsza ekscytacja zostanie wytarta przez pracę, stres i raty, które nagromadzą się przez lata.

Kiedy schodzi się do rozsądnego minimum, ściągasz z siebie ciężar który zacznie uwierać dopiero za jakiś czas. Ten ciężar to zmarnowane pieniądze (czyli dodatkowe godzin w pracy).

Ja wciąż mam rzeczy które kupiłem, bo „potrzebowałem”, a dzisiaj nic tylko mnie wkurwiają, a szkoda wyrzucić 😛

Na zakupach zastanów się, czy za rok albo dwa to coś nie będzie Cię straszyć. Bo jest duża szansa, że tak. Nowy fant zapewne skończy w jakimś pudle, nieużywany. Będzie zajmować miejsce i tracić na wartości. Czy trochę endorfin jest tego warte?

Rozsądne minimum posiadanych rzeczy dla każdego będzie inne

Kiedy gotuję, niczego mi nie brakuje. Ale kiedy koleżanka u mnie gotowała, to śmiała się, że u mnie w kuchni nic nie ma. No cóż, gotowanie dla niej jest ważniejsze niż dla mnie. Mi dwie patelnie wystarczą.

Kilka dni później opowiadała mi o swojej przeprowadzce. Zostawiła w piwnicy poprzedniego mieszkania 90% rzeczy do przechowania. Przez ten czas korzystała z pozostałych 10% i sama przyznała, że to jej w pełni wystarczyło. Sama się dziwiła, kiedy nagromadziła tyle badziewia?

Przestać kupować, wykorzystać lepiej to co mamy. To zdrowy rozsądek, a nie powód do wstydu. Sposób na dbanie o samego siebie. Innym i tak wisi, czy Twój samochód jest nowy czy nie.

 


PS: Od 1 do 15 lutego jestem na wakacjach i najprawdopodobniej nie będę mieć dostępu do internetu, dlatego na Wasze maile i komentarze odpowiem z opóźnieniem. Nie wahajcie się komentować, bo czytam je wszystkie.