by Rafał Santoro - Jak nie pracować przez całe życie

Niekompetencja czy konieczność?

22/10/2018 by Rafał Santoro
Niekompetencja czy konieczność?

Słuchałem i nie wierzyłem własnym uszom. Komik występował przez kilkutysięczną publicznością, a wcale nie był śmieszny. Jak to możliwe, że jest popularny? Czy niekompetencja jest drogą do sukcesu?

Byłem w tym roku na PolandRock festiwalu. Oprócz ciężkiej muzyki jest też strefa kulturalna gdzie występują goście, od modelek (Anja Rubik), przez generałów Wojska Polskiego po himalaistów (Wielicki, Gołąb itp.).

Podczas jednego z wieczorów wystąpiło pięciu komików. Dwóch z nich było bardzo słabych. Jakim cudem występują przed kilkutysięczną publicznością?

Żeby nie było, Mariusz Kałamaga, Adam Van Bendler i Adam Grzanka byli całkiem śmieszni. Chodzi mi o tych pozostałych których z litości nie wymienię.

Mieli bardzo słaby materiał. Prawie nikt z publiczności się nie śmiał. Rozumiem, że komuś może występ „nie siąść”, ale jeśli jest się komikiem od 15 lat to powinno się znać choć kilka żartów, które są dobre.

Zacząłem sobie przypominać podobne sytuacje. Najpopularniejszy kanał na youtubie (60 mln subscriberów) który wrzuca treści których nawet nie wiem jak skomentować. Polityków mówiących rzeczy pozbawione logiki, a jednak cieszących się popularnością. Niektórzy blogerzy i blogerki których czytanie boli, a jednak utrzymują się z tego.

Niekompetencja czy świadomy wybór?

Z jednej strony rozumiem, że większość tych ludzi ciężko pracuje na swój sukces. Są wytrwali i starają się. To mój problem, że nie podoba mi się to co tworzą.

Z drugiej strony patrząc obiektywnie, ich twórczość jest niskiej jakości. To po prostu razi w oczy. Jakim cudem są w stanie wybić się na szczyt?

Jedyny wniosek jaki mi się nasuwa jest taki, że nie liczy się treść. W dobie internetu konsumenci znajdą się na wszystko, szczególnie jeśli nie trzeba za to płacić.

To zła wiadomość dla ludzi ambitnych. Jako muzyk możesz grać trudną technicznie muzykę, ale wiele na tym nie zarobisz. Możesz za to zagrać „Przesss twe oczy czerwooone, oszalałeeeem” i zostać gwiazdą.

Możesz być ambitnym pisarzem, ale nigdy nie sprzedasz tylu książek co literacki pornos o pięćdziesięciu twarzach Grey’a.

Jest duży plus tej sytuacji

Każdy może COŚ tworzyć – na wszystko znajdą się chętni. Nie trzeba być perfekcjonistą, można odwalić czasem coś po łebkach i nadal będzie ok. Od jakości ważniejsza jest systematyczność.

Niedawno słuchałem rozmowy między dwoma popularnymi podcasterami którzy mówili, że obecnie wystarczy tylko regularnie nagrywać odcinki, nie trzeba mieć oryginalnej treści. Zaciekawiło mnie to, bo czasami zamiast napisać nowy post, wygodniej byłoby mi wyciągnąć telefon i opowiedzieć w 10-15 minut co mi chodzi po głowie.

Napiszcie, co o tym sądzicie. Ja już jestem pewien, że prędzej czy później wypróbuję taką formę, ale jeśli będzie zainteresowanie to stanie się to prędzej niż później.