by Rafał Santoro - Jak nie pracować przez całe życie

Odnośnie Waszych komentarzy

01/06/2019 by Rafał Santoro
Odnośnie Waszych komentarzy

Często po opublikowaniu artykułu pojawiają się ciekawe komentarze. Często punktują to, co przeoczyłem. Dlatego w tym wpisie wyciągam niektóre na wierzch. Taka pigułka wyścigu szczurów.

PS: Podkreślenia moje.

Komentarze do artykułu pt.: Średnie ceny mieszkań w porównaniu do wypłat 1995-2018

Anita:

Kupować!!! Mając kasę na koncie masz tylko kasę na koncie. Kupując mieszkanie masz mieszkanie za tą kasę plus nadwyżki które Ci generuje. Nawet gdyby dziwnym, niemożliwym trafem nie wzrosło na wartości po iluś tam latach, nadal masz dochód z najmu, samo to już powiększa twój portfel. Zawsze lepiej obrócić pieniędzmi niż je trzymać, powodzenia!

Sebastian:

Kastrat to nie taka łatwa sprawa , pierw trzeba te miliony nieruchomości wycenić, druga sprawa rządzący sami na siebie wprowadzili by podatek , bo sami też mają po kilka nieruchomości.

Gostek:

Co najmniej z dwóch powodów jest to lepsza alternatywa niż trzymanie kasy w banku – po pierwsze masz coś namacalnego i trwałego, a nie papierki lub cyferki na koncie, po drugie nie mam za grosz zaufania do banków i powierzanie prywatnej instytucji dorobku życia jest delikatnie mówiąc lekkomyślne… Mam przykład w rodzinie kiszenia kasy przez całe życie w banku – inflacja, dewaluacja, bandyckie oprocentowanie itd., spowodowały, że niewiele z tego zostało.

 

Komentarze do artykułu pt.: Wrażenie że ceny mieszkań zawsze idą do góry

Sebastian:

Jak przypomnę sobie ile w tej firmie co teraz pracuje płacili 5 lat temu a ile teraz ( żeby nie wypaczyć wyniku podam dla świeżo zatrudnionych bo wiadomo ze stażem zarabia się więcej ) to jest 60%.
Cena kawalerki w nowym bloku 5 lat temu 120 tys , teraz 160 tys .
Wychodzi na to że porównując siłę nabywcza pieniądza mieszkania wcale nie zdrożały, wręcz przeciwnie staniały.

Trzymanie pieniędzy w gotówce to ciągła strata.

Anita:

[…] dopóki ludzie będą mieszkać w domach i nie cofniemy się do epoki jaskiniowców, popyt na nieruchomości będzie 🙂

Gostek:

Mam trochę więcej lat i pamiętam dobrze zakup pierwszego własnego mieszkania po 1800 zł za metr (1998 rok) i zmiany na większe w 2007 roku tuż przed szczytem bańki (drogo kupiłem, ale i drogo sprzedałem pierwsze M). Coraz bardziej dochodzę do wniosku, że tanio to już było i czytając statystki, że w Polsce na tle Europy nadal brakuje mieszkań to uważam, że ceny mogą wyhamować, ale dużych spadków nie ma co oczekiwać.

[…] skala dodruku i psucia zdrowych mechanizmów rynkowych przez banki centralne jest tak duża, że wszystko jest możliwe…
Jak grube ryby zdecydują, że ma być reset to będzie. Ale czy wtedy trzymanie wirtualnych cyferek na koncie prywatnej instytucji niby zaufania publicznego (jak chcą nazywać się banki) jest bezpieczne!?

Andrzej:

Po prostu pieniądze tracą na wartości w galopującym tempie. Także ja się nie łudzę że jak kawalerka dziś kosztuje 300k to za 10 lat będzie może kosztować 250k. Nawet przy słabym rynku będzie kosztować nominalnie więcej niż dziś, choć pewnie łatwiej będzie ją kupić bo średnia krajowa wyniesie nie prawie 5k brutto jak dziś a pewnie z 8-9k (przy rozdawnictwie tego rządu obawiam się że więcej). Tak czy siak siedzenie na kasie nam się nie opłaci i zakup mieszkania w dobrej lokalizacji i w dużym mieście przynajmniej obroni trochę oszczędności przed inflacją.

 

Komentarze do artykułu pt.: Rany, co ja tutaj robię…

Gostek:

Dokładnie takie i podobne pytania zacząłem sobie zadawać jakieś 10-12 lat temu podczas kolejnej nasiadówki w biurze zwanej burzą mózgów/spotkaniem kreatywnym/office meetingiem itp. – co ja tu robię?, o czym my w ogóle rozmawiamy?, czym się ci obcy ludzie podniecają? Wtedy zrozumiałem, że to nie jest moje życie…

Boguś:

Patrzę na Twój świeży wpis i stwierdzam, że zauważasz coś co nie tylko Tobie spędza sen z powiek. Mianowicie również często wydaję mi się, że świat wiruje w innym kierunku niż sam uważam. Często, gęsto ludzie bezcelowo wykonują zadaną im pracę nie zastanawiając się nad jej znaczeniem, i myśląc w kategoriach tu i teraz. Smutne, ale niestety tak jest i Ty będąc na tyle świadomym swoich celów/marzeń zaczynasz lekko fiksować w tym chaosie. Podważanie swoich własnych wartości po przez pryzmat ogółu? Myślę, że coś w tym jest, doskonale to znam i często z tym walczę.

Sebastian:

Praca jak i szkoła to przymusowa zbiorowość ludzi do której musisz należeć i funkcjonować czy Ci się podoba czy nie. Znajomych możesz sobie wybrać na podstawie podobieństw charakterów.
Dlatego w pracy możesz się czuć się tam nie pasujesz bo nie masz wpływu na ludzi z którymi się tam zadajesz.
Swoją drogą ciężko w grupie odnaleźć się outsiderom, czyli komuś kto lubię pracować samemu i ma jakiś swój bogaty świat wewnętrzny.

Andrzej:

A jakieś 3 lata temu stwierdziłem, że to nie ma dla mnie sensu, po co mam tyle zasuwać skoro ani nie mam wielkich potrzeb, ani pewnie i tak miliarderem nie zostanę (a jeśli już to i tak za późno), praca nie jest moją pasją a przykrym obowiązkiem. Przyjrzałem się też dokładnie moim szefom, zauważyłem że generalnie szału nie ma, niby są na szczycie międzynarodowego korpo, ale do takiego bogactwa z obrazków z filmów i moich wyobrażeń to bardzo bardzo im daleko a do tego wyglądają jakby mieli 10-15 lat więcej niż mówi o tym ich PESEL, sporo z kadry menedżersko-dyrektorskiej w wieku 35-40 lat ma poważne problemy z kręgosłupem, wzrokiem, sercem i brakiem możliwości znalezienia czasu na cokolwiek poza tą pracą, ja nie chce takiego życia a te nagrody w zamian za te poświęcenia nie są dla mnie tyle warte.

Za dobrze zarabiam i za dobrze mogę zarabiać w obecnej pracy, nie chcę tak ryzykować i też nie mam już na to aż tyle energii co wtedy kiedy miałem 20-25 lat (czytaj: nie chce mi się). Plus jest jeszcze taki że de facto z roku na rok więcej zadań deleguję i wysilam się trochę mniej. Chciałbym zostać działaczem w swoim lokalnym klubie piłkarskim (jakąś szkołę sobie zrobię przed tym), zresztą nawet mogę tam linie malować albo buty myć. Pro bono. Czytać książki, chodzić na mecze (nie tylko w kraju) pomieszkiwać w różnych miejscach w Polsce i tanich krajach egzotycznych. Będę też doglądał i pomnażał inwestycje, choć dużo wolniej. Hodował jakieś szczury, ryby w ogromnych akwariach. I coś jeszcze co na ten moment wypadło mi z głowy 🙂 Jeśli mi to nie wystarczy i będę jakimś cudem tęsknił do życia pracownika, to się najwyżej zatrudnię w jakiejś lekkiej pracy na 2 dni w tyg

 

Komentarze do artykułu pt.: Jak oszczędzać 68% zarobków i korzystać z życia?

Dwóch Mężczyzn:

a przez większość roku podróż życia. Szczegóły tutaj: https://amicidebici.wordpress.com/

Sebastian K:

Polecam świetna reklamę Ing
https://youtu.be/g0pbJy6aq_8

A co do wolności finansowej jest to według mnie utopia, zawsze będziesz zależny od kogoś. Będziesz miał 3 mieszkania to rząd wymyśli Ci podatek 50% bo stwierdza że masz to trzeba Cię złupić.
Kiedy już dojdzie się do to tej “wolności finansowej ” to trzeba mieć pomysł na życie, bo każdy tylko mówi jak to dojść a co potem… bo samo siedzenie i cieszenie się że co miesiąc spływa kasa z kawalerek na pewno nie uczyni nikogo szczęśliwym.

Andrzej:

Przy czym u mnie główną motywacją jest niechęć do pracy którą wykonuję i marnowanie najlepszych lat życia na to, nie wyobrażam sobie żebym miał tak od pn do pt a czasami nawet częściej przez jakieś 50 lat zasuwać na czyjeś polecenie w ustalonych przez kogoś porze, udawać miłego, żebrać o urlop, robić coś co mnie niespecjalnie interesuje i zadawać się z ludźmi z którymi niekoniecznie mam ochotę – nawet za dobre pieniądze. Dla mnie to jakiś koszmar, równie dobrze mogliby mnie do radzieckiego obozu pracy wysłać jak na wojnie – tak samo marnuje się życie, bo co to jest ten weekend czy ten urlop te 3 razy w roku, leci ten czas jak woda z kranu. 15 lat mogę poświęcić ale nie prawie całe życie.

Znam przypadki gdzie dziewczyna przy zarobkach 2800 zł netto nie widzi problemu w wynajmowaniu sobie kawalerki dla siebie samej za 2000 i płacze że na nic jej nie stać. Kolejna zarabia natomiast jakieś 6000 i twierdzi że ma problemy z samodzielnym utrzymaniem się (nie ma ani dzieci, ani kredytów, ani samochodu, ale tak to już jest jak się wynajmuje drogie lokum, jada drogie lunche, kupuje drogie ciuchy a nawet… jeździ codziennie do pracy taksówką bo spacer 1,5 km do biura to przecież za duży wysiłek dla normalnej zdrowej kobiety bez nadwagi przed 30tką 🙂 O facetach pracujących w magazynie za niecałe 2000 którzy koniecznie muszą dojeżdżać do pracy samochodem mimo posiadania dobrych połączeń autobusowych (niekiedy w granicach tego samego miasta) nie wspomnę. Nawet u mnie w pracy gdzie biednych nie ma w zdecydowanej większości słabo to idzie, mogą zarabiać po 20-30 tys. i nic nie mieć w wieku 40 lat poza mieszkaniem w 80% wartości w kredycie i autem leasingowanym od firmy.

Sebastian:

A zastanawiałeś się co będziesz robić gdy osiągniesz ta wolność ? Szczerze Na tą chwilę oszczędności i dom bez kredytu pozwalają mi na to żebym mógł odpocząć od pracy etatowej przez 5-10 lat , ale nie potrafię, brak mi pomysłu jakbym mógł zapełnić ten cały wolny czas.
( Pomijamy kwestie gdy ktoś ma 100 milionów na koncie to wtedy zawsze coś się wymyśli 🙂 )
W pewnym momencie doszedłem do wniosku że jak już to wolałbym przejść na 1/2 lub 3/4 etatu ,ale całkowicie nie potrafiłbym zrezygnować z pracy. Bo w sumie, aż tak zła nie jest :robię 168h żadnych nadgodzin, mam 10min pieszo do pracy, godziny też ok.

 

To by było na tyle. Rozstrzał tematyki spory, ale myślę że każdy znalazł coś dla siebie.

Jest dużo wartych przytoczenia komentarzy, ale niestety musiałem się ograniczyć według jakieś klucza. Dlatego postanowiłem wybrać tylko z kilku ostatnich artykułów.

Przy okazji zachęcam Was do komentowania na blogu. Czytam każdy komentarz i jaram się nimi jak pochodnia, fajnie widzieć, że te godziny spędzone przed klawiaturą z WordPressem nie idą na marne.