by Rafał Santoro - Jak nie pracować przez całe życie

Odpoczynek po pracy – dekompresja

13/11/2017 by Rafał Santoro
Odpoczynek po pracy – dekompresja

Wracasz do domu po pracy i marzysz o tym, żeby położyć się na kanapie? A na samą myśl, że jutro rano znowu musisz wstać do roboty, chce Ci się umrzeć?

Niestety, ale etat nie ogranicza się do 40 godzin tygodniowo. Praca zabiera Tobie i mi dużo więcej z życia.

Jeśli wracasz z pracy i czujesz, że musisz odpocząć, zanim zabierzesz się za coś innego, to jest to czas stracony przez pracę. Takie echo.

Staram się tego unikać, ale czasem zdarza mi się myśleć o pracy już po pracy. Obstawiam, że Tobie też. Czasami zastanawiam się, co mam do zrobienia, albo wymyślam w jaki sposób mógłbym torturować gościa, który mi działa na nerwy.

Każda minuta takiego rozmyślania do de facto dodatkowy czas pracy, dobrowolne nadgodziny.

Jeśli wracasz  pracy i mówisz dzieciom, że tata/mama musi sobie odpocząć zanim się z nimi pobawisz, to ten czas został Ci zabrany przez pracę.

Nie ma w tym nic dziwnego. Przecież po 8 godzinach na hali produkcyjnej czy korpo kamieniołomie trudno oczekiwać, żebyś był w stanie natychmiast przełączyć się w normalny tryb.

Staram się sobie pomagać w ten sposób, że na godzinę przed wyjściem z pracy wyłączam maila i nie zaczynam żadnych tasków. Nie zawsze się da, ale w miarę możliwości daję sobie taką godzinę luzu. Czasem idę do Abdula i proszę, żeby opowiedział mi coś o Pakistanie.

Etat to więcej niż 40 godzin tygodniowo

Fizycznie w pracy spędzamy 40 godzin, a jeśli do tego doliczyć dojazd i dekompresję to wyjdzie z 50 godzin. I to lekko. To więcej niż czas poświęcony na spanie czy spędzanie czasu z rodziną, znajomymi lub na hobby. Między innymi dlatego jestem takim zwolennikiem wcześniejszej emerytury i przeciwnikiem pracy na etacie.

Jeśli zarabiasz 3000 zł za 168 godzin pracy w miesiącu, to wychodzi 3000/168 = 18 zł za godzinę. Ale jeśli uwzględnisz 10 godzin tygodniowo na dekompresję i dojazd to wychodzi 14,50 zł. Zarabiasz mniej niż Ci się wydaje.

Mi na dekompresję po pracy schodzi godzina dziennie, a jeśli idę wieczorem do znajomych i zdarzy nam się porozmawiać o pracy to jeszcze więcej.

Chlanie w weekend = odpoczynek po pracy?

Znajomy pracował w banku. Mówił, że było okropnie, często kiedy klient przekraczał próg widział, że będzie musiał wysłuchiwać jego pretensji i nie wolno mu go będzie ani uderzyć, ani powiedzieć spierdalaj. Nie miał jak rozładować stresu w pracy więc zabierał go do domu.

Podejrzewam, że każdy z Was kto pracuje „z klientem” musi przechodzić przez to samo – musisz słuchać idiotów i się uśmiechać.

Mój znajomy cały ten „bagaż” odreagowywał w weekend resetując się przy wódzie. Jemu dekompresja po pracy zabierała dodatkowo z 20 godzin tygodniowo, jeśli wliczamy kaca w koszty.

Ja po sobie też widzę, że w weekend dopiero w niedzielę zapominam na dobre o pracy. Ale wieczorem przypominam sobie, że jutro jest poniedziałek.

Zauważyłem też inną rzecz. Czasami kiedy trafia się dłuższe wolne, to po 3-4 dniach praca wydaje mi się  odległym wspomnieniem, tak jak liceum czy kolonie w podstawówce. Coś tam pamiętam, ale już nie tak wyraźnie. Mózg szybko kasuje to, co mu niepotrzebne.

Policjant, lekarz i polityk

Tak sobie myślę, że ja nie mam najgorzej. Pracuję sobie wygodnie w biurze testując sterowniki do samochodu elektrycznego, a co ma powiedzieć policjant, lekarz czy polityk.

Policjant idzie do pracy i wie, że na 100% będzie musiał rozwiązywać czyiś problem („ukradli mi ogórki z piwnicy!”) lub oglądać tragedie dziejące się na jego oczach („zabili mi tatę”). I wracaj tu do domu i próbuj zachowywać się normalnie.

Lekarz idzie do pracy i wie, że będzie patrzeć na ludzkie cierpienie. Bardzo możliwe, że dostarczy komuś wyrok śmierci („tak na oko to zostały Pani może 2 lata”). Często mówi się, że ci lekarze są tacy „bezduszni” i „traktują ludzi jak przedmioty”. Ale jestem pewien, że gdyby się od tego nie odcinali i rozpamiętywali po pracy to by zwariowali i nie miałby kto leczyć.

Piłem kiedyś wódkę z ordynatorem szpitala i jemu dochodziły dodatkowe zmartwienia w postaci pozwów do sądu. Czasami szpital faktycznie spieprzy robotę, ale dużo częściej to np. rodzice nie mogą się pogodzić z utratą dziecka i pozywają szpital za niekompetencję.

Politycy też nie mają łatwo. Cały czas muszą uważać, żeby ich kto inny nie wygryzł ze stołka. Ciocia kolegi przegrała jakieś wybory na poziomie województwa bo nieprzychylny dziennikarz napisał, że ma teczkę w IPN.

Dziennikarz „zapomniał” tylko dodać, że to była teczka z obserwacji jaką objęła ją SB. Podobno główną zawartością teczki były donosy zazdrosnych sąsiadów, bo mieli najlepszy kurnik we wsi. Teraz się procesuje z dziennikarzem już od kilku lat. Cały ten stres można jej doliczyć do czasu pracy – wybrała sobie zły zawód.

Robota to głupota, picie to jest życie

Kiedy piszę te słowa, jest godzina 17.06, a pracę skończyłem godzinę temu. Wiem, że jeśli pozwolę sobie choć na 30 minut relaksu, to nie dam rady zabrać się później za pisanie. Po pracy mój mózg rozpoczyna procedurę wracania do normalności i broni się przed dodatkowym wysiłkiem.

Nawet nie wiecie o ile bardziej bym wolał zamiast chodzić do pracy, wstać na spokojnie rano i zacząć skrobać nowy wpis na bloga. Na szczęście jeszcze tylko kilka lat i wyskoczę z wyścigu szczurów.