by Rafał Santoro - Blog który buduje nowe podejście do pieniędzy

Pakistański imigrant sprytniejszy od Szwedów

28/09/2017 by Rafał Santoro
Pakistański imigrant sprytniejszy od Szwedów

Pracuję z Pakistańskim imigrantem, Abdulem. Nie je wieprzowiny, ale pije alkohol. Gość ma więcej oleju w głowie niż Szwedzi.

Abdul przyjechał do Szwecji na studia. Po kilku latach walki z urzędami ściągnął do Szwecji żonę i dzieci. Jego żona, która jest jego kuzynką (też się zdziwiłem ale w Pakistanie to normalne), kiedy miała 5 lat została obiecana na żonę innemu. Abdul wziął z nią ślub po kryjomu, żeby nie oddawać jej jakiemuś staremu dziadowi. Przez to musiała się ukrywać bo własna rodzina chciała ją „honorowo” zabić.

Tyle z życiorysu Abdula. Kilka dni temu rozmawialiśmy o naszych zarobkach i, ku mojemu zaskoczeniu, powiedział:

Nie ważne jest ile zarabiasz, ważne ile oszczędzasz – pakistański imigrant

To pierwsza osoba w moim życiu która powiedziała coś takiego. Ludzie zazwyczaj nie myślą jak oszczędzać pieniądze – zastanawiają się, na co je wydać.

Praca do końca życia

Mieszkając w Szwecji i Anglii Jedna rzecz nie dawała mi spokoju. Dlaczego inżynierowie w wieku 50-60 lat, mieszkający w najbogatszych krajach świata, zarabiający grube pieniądze, nadal pracują?

Ranking 25 krajów z najwyższym średnim wynagrodzeniem

W mojej firmie w Szwecji pracuje kilku gości którzy są już dziadkami. Dlaczego wolą spędzać czas w pracy zamiast z wnukami?

Wytłumaczeniem nie jest to, że lubili lub mieli ciekawą pracę. Każdy z nich narzekał, że gdyby tylko mógł, to by tu nie pracował.

Niektórzy z nich wrócili z emerytury żeby dorobić. Jeden narzeka, że ciężko mu się wchodzi po schodach na pierwsze piętro. Drugi, który wczoraj został dziadkiem, dojeżdża do pracy codziennie 1,5 h w jedną stronę. Dlaczego dalej chodzą do pracy zamiast odpoczywać i cieszyć się życiem?

Tu dochodzimy do sedna sprawy

Jeden z tych starszych Szwedów zarabia 50 tys. SEK miesięcznie i kupił domek letniskowy za 2 000 000 SEK. Zakładając, że połowę oszczędzał to domek letniskowy kosztował go 80 miesięcy dodatkowej pracy. Ponad 6,5 roku. Nie wiem jak Wy ale ja wolałbym taki domek wynająć raz w roku i pracować 6 lat krócej.

Kolejny przykład to gość z którym pracowałem w Anglii. Jego dzieci już się wyprowadziły, ale wziął kredyt i kupił większy dom. Chodził do pracy w wieku 60 lat po to, żeby spłacać raty.

Skoro już mają potrzebę posiadania domku letniskowego lub większego domu na starość to dlaczego nie zdążyli na to odłożyć przez 40 lat pracy? Widocznie nie przeszkadza im wstawanie codziennie rano i dojeżdżanie do pracy w wieku 60 lat. Inflacja kosztów życia sprawia, że są biedni pomimo tego, że są bogaci.

Wychodzi na to, że są głupsi od Abdula. Nie rozumieją, że należy wydawać mniej niż się zarabia dzięki czemu zawsze będą pracować. Abdul ma szanse przejść na wcześniejszą emeryturę, a przeciętny Szwed nie. A skoro imigrant z Pakistanu może, to Polak tym bardziej.

Plaża zamiast pracy

Nie wyobrażam pracowania na etacie mając 60-70 lat. Nie wyobrażam sobie tego nawet mając 40-50 lat.

Wolę poukładać swoje życie tak, aby po czterdziestce leżeć na ciepłym piasku w Azji, przypalać się na słońcu, ogłuszać szumem fal, a świadomość przytępić zimnym piwem w trakcie kiedy zmęczone surfowaniem mięśnie będzie masować młoda Tajska dziewczyna.

A tak na serio to surfowanie w Azji szybko mi się znudzi i zajmę się czymś innym, ale rozumiecie, o co chodzi.

Złe decyzje w stylu „domek za 2 mln koron” oznaczają pracę do śmierci. O ile mądrzejszy od Szweda czy Anglika jest Abdul, który wie, że żeby uciec z wyścigu szczurów musi wydawać mniej niż zarabia?


Nowe posty pojawiają się w poniedziałki i czwartki po 11.00. Listę wszystkich wpisów znajdziesz w ARCHIWUM. Jeśli chcesz otrzymywać nowe artykuły na maila – zapisz się do newslettera.



  • luki339

    Wiedziałem że dobrze kombinuję.
    Moja żona marzy żeby kupić lub pobudować mały domek poza miastem, (mieszkamy w mieście ponad 30tys.) ja jej odradzam i przekonuję, że to droga sprawa biorąc pod uwagę, że pełne koszty wyniosłyby najmniej 200tys., natomiast zwrot wynosiłby 0zł, ewentualnie można by zaoszczędzić na jednym czy dwóch wypadach do podobnego domku na jakieś krótkie wczasy. Jeśli już to apart. w Zakopcu 🙂 w sensie lepiej zainwestować w nieruchomość wakacyjną, która byłaby wynajmowana w większości czasu, a my moglibyśmy tam przyjeżdżać jako goście, a w zasadzie nie koniecznie tylko do tego apart. ale gdziekolwiek, choćby w drugim końcu Polski płacąc kasą pochodzącą z wynajmu tegoż apart. Na razie przekonałem żonę, że taki domek na zadupiu tylko dla nas do niepotrzebne przepalanie gotówki.

    • Gostek

      Luki339 dobrze kombinujesz. Ja też miewam takie ciągoty, żeby sobie hacjendę sprawić na Mazurach, ale po takich rozsądnych artykułach od razu mi przechodzi. Moja Kobieta jest bardzo rozsądna dzięki czemu nie rozwalamy kasy jak wielu naszych znajomych na urlopy zagraniczne, nowe samochody, TV, komórki i tym podobne zbytki.

    • Dokładnie, nie zamrozisz pieniędzy, a za pieniądze z wynajmu możesz co miesiąc pojechać gdzie tylko chcesz. Taki domek po kilku latach się żonie znudzi, nie mówiąc już o tym, że przez 95% czasu byłby niezamieszkany. Do tego utrzymanie, naprawy. Bardzo mądra decyzja, zrezygnowanie z czegoś co marnuje pieniądze na coś, do daje więcej wspomnień i jeszcze pieniądze. Win-win.

  • Pingback: Odpoczynek po pracy - dekompresja - WyścigSzczurów.pl()