by Rafał Santoro - Jak nie pracować przez całe życie

Pieniądze szczęścia mi nie dały

20/05/2019 by Rafał Santoro
Pieniądze szczęścia mi nie dały

Moment zachłyśnięcia się wcześniejszą emeryturą, ekstremalnym oszczędzaniem i zajawką na rozwój osobisty mam już za sobą. Było to potrzebne, ale już wystarczy.

Szczęścia nie daje to czego dokonałeś, ani to co chciałbyś zrobić. Dostęp do szczęścia masz tylko dzięki obecnej chwili.

Kiedyś skupiałem się na tym ile zarobię, ile odłożę, czy to więcej niż rok temu itd. Z biegiem czasu zapominałem o innych ważnych rzeczach, co odbiło się na moim poczuciu szczęścia.

Ludzi to śmieszy, ale co 3-6 miesięcy „mierzę” swój poziom szczęścia. Otwieram arkusz kalkulacyjny i oceniam 6 najważniejszych dla mnie kategorii życiowych. Zajmuje to 10 minut, metoda nie jest idealna, ale lepsza taka niż żadna, bo widzę, czy z czasem jest coraz lepiej czy gorzej.

Wyniki

Od kiedy zacząłem mierzyć mój poziom szczęścia poszedł do góry o 40%. Posiadanie jasnych celów, życiowej misji i poczucia kontroli nad własnym losem robi swoje.

Najciekawsze, że w kategorii finansów wpisałem sobie tylko o jeden punkt poniżej idealnej oceny (emerytura z sowitym dochodem pasywnym i poduszką finansową).

Osiągnąłem stan w którym nie brakuje mi już pieniędzy, a coraz bardziej szkoda czasu spędzanego na etacie.

Niedawno patrzyłem na dodatkowe tysiące wpływające na konto – za polecanie nowych pracowników do firmy, podwyżki, grube zwroty podatków ze Szwecji itd.  Zdałem sobie sprawę, że cieszę się z nich przez kilka godzin. Taki sam efekt jak po znalezieniu 5 zł na ulicy.

Osiągnąłem ten sam poziom, co miliarder zarabiający kolejne miliony. Niby fajnie, ale różnica żadna.

Nie potrzebuję zarabiać więcej pieniędzy. Do emerytury dokulam się za 2-3 lata. Teraz najlepsze zmiany w moim życiu przyniesie więcej wolnego czasu.

Finansowi guru

Często finansowi guru doradzają, aby wziąć kartkę, spisać wszystko co się chce mieć i ile to będzie kosztować. A potem zbudować dochód pasywny na tym poziomie. Wszystko fajnie, ale…

Typowy Kowalski, który jeszcze nie umie oszczędzać pieniędzy zapisze: wielki dom, samochody, motocykle i dzikie wakacje. Czyli potrzebuje 10-15 tys. zł. pasywnego dochodu miesięcznie.

To dużo, a te motocykle i samochody szczęścia nie przyniosą. Za to kosztują dużo wysiłku/życia/czasu.

Proponuję inne podejście. Przez 2-3 lata wyciąć z życia co się da i dużo oszczędzać. Spróbować sprowadzić swoje życie do poziomu minimum i w ten sposób przekonać się, co jest naprawę niezbędne. Założę się, że bez wielu „niezbędnych” rzeczy się obejdziesz i nawet nie będziesz żałować.

Skomplikowane rozrywki wcale nie są Ci potrzebne

Taką samą satysfakcję jak wydawanie pieniędzy w galerii handlowej da Ci spędzenie popołudnia z książką lub przebiegnięcie 10 kilometrów. Zamiast chodzenia do resto – piknik gdzieś na trawie. Wszystko ma swój tańszy ale pełnowartościowy zamiennik. Tak jak z płatkami które jesz na śniadanie. Często te najzdrowsze kosztują najmniej.

Ja tak zrobiłem i wiem, że swoje szczęście mogę kupić za około 2500-3500 zł miesięcznie.

Na dodatek nie potrzebowałbym pełnej emerytury. Cztery wolne dni wystarczą, żebym odpoczął i wykonał plan minimum: treningi, ogarnął bloga, spędził czas z dziewczyną, znajomymi, rodziną i miał jeden cały dzień tylko dla siebie.

Już teraz pracując na pół etatu zarobiłbym więcej niż potrzebuję. W 2019-2020 roku będę do tego dążyć.

Opóźni to trochę przejście na pełną emeryturę, ale będzie też dobrym okresem przejściowym. Jestem podpięty do wyścigu szczurów od ponad 20 lat (szkoła, studia, praca) i przeskok z 40 godzin pracy w tygodniu na zero mógłby być zbyt gwałtowny.

Za 2-3 lata każda godzina włożona w zarobienie dodatkowych złotówek będzie stratą czasu. Nie wykorzystałbym takich pieniędzy – nie będę w stanie za nie kupić nic, co podniosłoby poziom mojego szczęścia – a nie chcę gromadzić kasy dla samego bogacenia się.

Ktoś mógłby powiedzieć, że po to, aby podnosić swój poziom życia. Moja odpowiedź jest taka, że oprócz większej ilości wolnego czasu już go podniosłem i więcej nie muszę.

Po co mi 3 000 000 złotych w wieku 70 lat? Po co mi kilkanaście mieszkań? Moi potomkowie i tak przepiją spadek.

Gdyby ludzie zdali sobie sprawę z tego, że nie muszą cały czas chcieć więcej i więcej, to prowadziliby życie pełniejsze i z rzadszymi rozczarowaniami.

Staram się być sam dla siebie kompasem. Facetem, który nie wsiąka jak gąbka przychylnych spojrzeń i słów innych ludzi. Wszystko czego potrzebuję chcę mieć w sobie bo tego nikt nie może mi zabrać.

Dlatego nie gromadzę zbędnych rzeczy. Posiadanie mniejszej ilości badziewia wbrew pozorom zwiększa moje poczucie komfortu.

Presja społeczeństwa, rodziny i znajomych

Kultura i społeczeństwo wmawia nam, że jest inaczej. W szkole masz się dobrze uczyć żeby zarabiać pieniądze. W kościele i w domu mówią Ci że masz być grzeczny i nie podskakiwać. Znajomi mówią Ci że odstajesz jeśli nie chcesz mieć dzieci i nie chodzisz do restauracji.

Jeśli nakupiłeś dużo drogich rzeczy i zachowujesz się tak, żeby wszystkim było miło, to osiągnąłeś sukces. Jeśli nie, to czeka Cię ostracyzm. Bo kto szanuje np. bezdomnych z wyboru?

Społeczeństwo wmawia Ci, że można sobie kupić tytuł „prawdziwego” faceta lub kobiety. Kupując drogi samochód przedłużasz penisa, a piersi dostajesz wraz z odpowiednią dawką silikonu.

Konsumpcyjny styl życia to przekręt, podstęp i wypych. Już w tej chwili masz wszystko co jest Ci niezbędne. Nie daj sobie wmówić, że czegoś Ci brakuje albo że musisz coś zrobić „bo tak wszyscy robią”.