by Rafał Santoro - Jak nie pracować przez całe życie

Pierwsza Zasada Korpo: Nie wolno mówić źle o korpo

06/08/2018 by Rafał Santoro
Pierwsza Zasada Korpo: Nie wolno mówić źle o korpo

Powiedziałeś kiedyś na głos w pracy o tym wszystkim myślisz? Jeśli tak, to złamałeś Pierwszą Zasadę Korpo i dzisiejszy post jest o Tobie.

Wielu z Was przez to przeszło. Przychodzi manager i zarządza: „Będziemy robić assesment naszej sytuacji! Każdy ma się wypowiedzieć w jakim obszarze jest miejsce na improvement. Proszę do tego podejść entuzjastycznie, bo macie okazję mieć impact na naszą organizację!”

Chwila szczerości

Znacie ten uśmiechnięty grymas bólu na twarzach kolegów i koleżanek. Wszyscy mają roboty po uszy, a dokładają kolejne spotkania do kalendarza. Jeśli zapytasz kogoś na osobności przy źródle życia – ekspresie w kuchni – co o tym myśli, w najlepszym wypadku odpowie „Kurwa pierdolę nienawidzę tego korpo bullshitu”. Tutaj cytuję kolegę z którym kiedyś pracowałem.

Kolega mówi Ci, że to bez sensu. Co dwa miesiące kierownicy zbierają takie pomysły, mielą na niekończących się spotkaniach i nic z tego nie wynika. Potrafią uczepić się czegoś bezsensownego i gadać o tym przez godzinę. Kiedy tam siedzisz i kompletnie nie wierzysz w to co słyszysz.

Postanawiasz zostać korpo aktywistą

Kolega być może ma rację, ale Ty jednak wierzysz, że coś da się zmienić. Do poprawy jest sporo. A może mi się uda? Nakieruję managerów na 2-3 rzeczy które nie działają, pogadam o tym przez godzinę, nie mam nic do stracenia.

Notujesz swoje wynalazki.

Dzień sądu

Manager zwołał spotkanie na którym każdy przestawia swoje pomysły. Przychodzi Twoja kolej. Kończysz wypowiadać zaklęcia. Patrzysz na twarz przełożonego i… Booooooooom!!! Obudziłeś korpo kobrę. Nad głową kierownika zapaliło się osiem żarówek. Akurat po jednej dla każdego członka zespołu.

„Doskonale, też mi to chodziło po głowie!” – krzyczy kierownik. Już wiesz, że masz przejebane. To to samo uczucie kiedy kobieta namawia Cię, abyś powiedział co Ci leży na sercu więc mówisz co myślisz. A kiedy kłótnia rozkręci się na dobre wiesz, że po raz kolejny dałeś się nabrać.

Pobudzony kierownik zaczyna wymyślać zadania. Każe po kolei każdemu członkowi zespołu dorzucić swoje pomysły. Zdezorientowani koledzy wymyślają na siłę byleby cokolwiek powiedzieć. Niestety, ale każdy z tych pomysłów trafia na listę rzeczy do zrobienia później.

Kiedy dociera do Ciebie co zrobiłeś…

Po kilkudziesięciu minutach ekstazy pada pytanie: „Ok, zadania są, ale kto to wszystko będzie koordynować?”.

Ała. To był Twój pomysł. Już masz przed oczami piękne raporciki które będziesz musiał przedstawiać co tydzień. Zamiast zająć się robotą będziesz kręcić kołami w miejscu, a potem zwoływał spotkania żeby marnować czas innych. Wspaniale.

Męczysz się z tym przez kilka miesięcy. Wdzwaniasz się i organizujesz spotkania. Już sam nie wiesz, o czym dodać kolejny slajd do prezentacji na ten tydzień. Kiedy inni Cię widzą, uciekają z kuchni, bo jeszcze ich poprosisz o jakiś input.

Aż pewnego dnia w skrzynce mailowej pojawia się wiadomość od kierownika: „Będziemy robić assesment naszej sytuacji! Każdy ma się wypowiedzieć w jakim obszarze jest miejsce na improvement!”

Znacie ten uśmiechnięty grymas bólu na swojej twarzy. Tym razem nie dasz się nabrać. Do pracy idziesz tylko po pieniądze więc tym razem będziesz siedzieć cicho.

Idziesz do kuchni, robisz sobie herbatę. Patrzysz przez okno. Świeci słońce. Wiesz, że do wcześniejszej emerytury zostało Ci jeszcze tylko kilka lat. Nie będziesz musiał znosić tego do końca życia, ucieczka z wyścigu szczurów jest coraz bliżej.