by Rafał Santoro - Blog który buduje nowe podejście do pieniędzy

Przez rok nie kupię żadnych ubrań – ban na zakupy

31/08/2017 by Rafał Santoro
Przez rok nie kupię żadnych ubrań – ban na zakupy

Wydawało mi się, że wcale nie mam dużo ubrań. Przy okazji przeprowadzki do Szwecji okazało się, że mam tego w pizdu i jeszcze trochę. Dlatego postanowiłem przez rok nie kupować ŻADNYCH ubrań.

Tuż przed przeprowadzką zabrałem się do indeksowania mojej garderoby – otworzyłem ją i zacząłem liczyć. Oto rezultaty:

4 kurtki

Na co mi aż cztery kurtki? Co gorsze, w domu w Polsce mam jeszcze co najmniej kolejne sześć nie licząc tych o których nie pamiętam. W sumie dziesięć kurtek!

W tym są np. dwie sportowe, na narty czy w góry ale dziesięć kurtek to dalej marnotrawstwo pieniędzy i miejsca. Trzy kurtki, jedna sportowa, jedna lekka na wiosnę i jedna na zimę wystarczą.

23 koszule

Ileeeeeee? Na co dzień chodzę w koszulach, przyzwyczaiłem się i tak jest mi wygodnie. Co gorsze, wiem, że w Polsce mam jeszcze co najmniej z 5-10 dodatkowych. W zeszłym roku rozdałem kilka więc byłoby tego więcej, w sumie z czterdzieści sztuk. Więcej niż jedna na każdy dzień miesiąca.

18 t-shirtów

W t-shirtach nie chodzę ale i tak mam osiemnaście sztuk do chodzenia po domu. Jeśli na emeryturze będzie mi się nudzić to będę mógł się przebierać się co godzinę, a i tak ten zapas wystarczy mi na 50 lat.

8 par butów

To chyba najmniej przesadzona kategoria w mojej garderobie. Jeśli nie liczyć butów sportowych zostaje sześć normalnych par. W sam raz choć znowu, w piwnicy w Polsce coś by się jeszcze znalazło.

10 par spodni

Powtórka z rozrywki – mam trzy lub cztery ulubione pary, a reszta służy do ogrzewania szuflad. Jak zwykle kilka par pewnie leży wywieziona do Polski więc liczba ogólna będzie bliżej piętnastu. Dużo za dużo.

7 pasków

Do tak wielu par spodni potrzebne jest dużo pasków. Bo inaczej bym umarł. Wiadomo. Większość przyozdabia półki i zbiera kurz.

Dodatki

Mam pięć krawatów, które ubieram raz na kilka lat. W tym tempie zużyją się za 145 lat. I tak dalej..

 

Zawsze się śmiałem z ludzi, którzy mają wypchane szafy ciuchami w których nie chodzą. Po tym przeglądzie okazało się, że jestem hipokrytą 🙂 Moją garderobę można zredukować o 50% bez żadnego uszczerbku dla wyglądu zewnętrznego.

Na zakupach zawsze po kilku minutach w mojej głowie pojawia się myśl „UCIEKAJ!!”. Tym bardziej się sobie dziwię, że tyle tego uzbierałem.

Mimo wszystko, na pewno nie jestem ciężkim przypadkiem. Moja dwa razy mniejsza ode mnie współlokatorka miała dwa razy większą szafę, wypchaną po brzegi i sufit ciuchami. Hektolitry nieużywanych ciuchów. A i tak dalej zbierała, bo przecena przecież była.

Efekt Diderota

Dawno temu, był sobie gość o nazwisku Diderot i wymyślił taką teorię:

„zakup jednej rzeczy prowadzić do zakupu kolejnej”

Widzę to na swoim przykładzie. Zacząłem chodzić w koszulach – do koszuli pasuje marynarka. Kupiłem marynarkę. Do marynarki pasuje krawat. Kupiłem krawat. Do marynarki pasuje również poszetka. Kupiłem poszetkę.

W ten sposób powstaje spirala wydatków i inflacja kosztów życia.

Dzisiejsza moda szybko się zmienia. Dlatego nawet markowe/drogie rzeczy są robione z poliestru i szyte byle jak. W kolejnym sezonie trend się zmieni i dany ciuch nie zdąży się do tego czasu zepsuć. Dotyczy to szczególnie kobiet, tutaj fatalne wykonane ubrania królują i zmiany trendów są jeszcze szybsze.

Na szczęście zawsze kupuję rzeczy dobrej jakość. Wytrzymają dłużej niż równowartość w tanich odpowiednikach, wyglądają lepiej i koniec końców wychodzą taniej. Kupuję ubrania o klasycznych wzorach, które nawet za dwadzieścia lat będą wyglądać dobrze. Jeśli niebieska koszula z kołnierzykiem button-down, jasne chino i brogsy są w modzie od 50 lat, to przez następnych kilka dekad nadal będą.

Podsumowanie

Biorąc pod uwagę górę ciuchów którą mam, podjąłem decyzję, że w 2017 roku nie kupię żadnych ubrań. Mam o 50-70% za dużo więc każdy kolejny zakup to strata pieniędzy, czasu (żeby zarobić na coś, czego nie potrzebuję) i miejsca na przechowanie.

Przeprowadzając się w marcu do Szwecji wziąłem ze sobą tylko kilka sztuk ubrań z każdego rodzaju (10% składu) i do tej pory niczego mi nie zabrakło.

Otoczenie i kultura w której żyjemy namawia nas do nadmiernego wydawania pieniędzy. Po części udało się namówić i mnie. Nabrałem się na tandetne „Przecena! Przy zakupie czterech koszul wysyłka gratis”.

Kupując coś nowego odczuwamy chwilową radość, jednak w dłuższym terminie to powszednieje i obniża poziom szczęścia. Jeśli kupujesz coś co nie jest ci potrzebne, to tracisz pieniądze na które musisz zapracować czyli tracisz swój wolny czas.

Wyobrażam sobie lepsze zastosowanie dla pieniędzy, które leżą zmarnowane pod postacią ubrań w których nie chodzę.

 


Listę wszystkich wpisów znajdziesz w ARCHIWUM. Jeśli chcesz otrzymywać nowe artykuły na maila – zapisz się do newslettera.