by Rafał Santoro - Blog który buduje nowe podejście do pieniędzy

Pułapka Zakupów

06/03/2017 by Rafał Santoro
Pułapka Zakupów

Wydaje się, że głównym problemem który uniemożliwia oszczędzanie pieniędzy jest to, że za mało się zarabia. To nieprawda, po prostu za dużo wydajemy.

Według mnie dzieje się tak dlatego, że za dużo wydaje się na rzeczy, które nie są nam potrzebne. Bycie biednym czy bogatym zależy od sposobu myślenia, a nie tego ile się ma pieniędzy. Osoba biedna będzie swoim zachowaniem i decyzjami pogłębiać swoją biedę. Osoba bogata będzie działać w taki sposób, aby nieustannie budować swój majątek. Bycie biednym czy bogatym jest konsekwencją tego co się robi.

Kiedyś rozmawiałem z gościem który chodził od domu i sprzedawał odkurzacze za kilka tysięcy złotych na raty. Mówił, że im biedniejsi klienci tym chętniej kupują. Ciężko mi wytłumaczyć, dlaczego tak jest.

Dostęp do wszelkich dóbr i usług jest dzisiaj natychmiastowy. Nigdy wcześniej nie można było wydawać pieniędzy z taką prędkością. Ułatwia to wpadnie w pułapkę zakupów – wydawanie pieniędzy na rzeczy zbędne.

Po tygodniu pracy wypada sobie zrekompensować ciężki wysiłek. W swojej rodzinie niedawno usłyszałem taki tekst w odniesieniu do zakupów „no kurde, pomyślałam sobie że przecież należy mi się, raz się żyje!”. Nie mam nic przeciwko kupowaniu tego, co jest niezbędne, ale jeśli ma się dwie szafy pełne ciuchów to chodzenie na zakupy jest bez sensu.

Łatwo ulec myśleniu, że skoro tak ciężko pracuję to należy też podnieść standard życia. Nowy samochód, telefon, ubrania czy wyjście do droższej (lepszej) restauracji. Robiąc tak zaciąga się długu u samego siebie, który w przyszłości będzie trzeba spłacić pracując. Kupowanie nowych rzeczy ma sens tylko wtedy jeśli komfort z zakupu nowej rzeczy przewyższa dyskomfort X godzin pracy.

Kupując samochód tylko po to, żeby dojeżdżać do pracy, a równie dobrze można by jeździć komunikacją miejską, kosztuje dodatkowe 500-600 złotych miesięcznie. Ubezpieczenie, paliwo, naprawy, spadek wartości samochodu. Może się okazać, że przez 1 lub 2 dni w tygodniu pracuje się na utrzymanie tego samochodu, który potrzebny jest tylko do dojeżdżania do pracy. Standard życia podniesiony, prawda? Ale skoro trzeba teraz dłużej pracować, to czy na pewno wzrósł?

Zarabia się coraz więcej, wydaje się coraz więcej. A żeby impreza dalej trwała trzeba pracować coraz więcej. Gromadzi się jeszcze więcej rzeczy, co dodatkowo pogarsza sprawę.

Wydawanie pieniędzy na podwyższanie komfortu życia to dobrowolne wydłużanie dystansu, jaki należy przebiec w wyścigu szczurów.Im więcej się wydaje tym większy ciężar się dźwiga. Na tym polega paradoks pułapki zakupów, jest nam ciężko więc jeszcze bardziej sobie dokładamy.

Powyżej pewnego poziomu korzyści z posiadania coraz większej ilości dóbr materialnych są niwelowane przez koszty ich posiadania. Niekoniecznie muszą to być koszty finansowe. Niektórych kosztów nie widać na pierwszy rzut oka.

Na przykład nie widać tego od razu, że jeśli kupuje się mieszkanie z jednym dodatkowym pokojem to więcej wydaje się na wyposażenie dodatkowego pokoju, więcej jest do sprzątania, wyższe są rachunki za ogrzewanie i koszty remontu.

Posiadanie rzeczy których się nie używa i tak wymaga od nas wysiłku. Im więcej rzeczy się posiada, tym większe mieszkanie jest potrzebne. Tym częściej się coś psuje, tym więcej trzeba sprzątać. MA się więcej bałaganu wokół siebie co zwiększa poziom stresu.

Nie jest łatwo się obronić przed presją społeczeństwa do posiadania jak najwięcej. W końcu tak się mierzy sukces. Ten, kto ma dom z basenem i drogi samochód to człowiek sukcesu.Ale czy na pewno osoba która nie robi tego co chce, tylko to co mu każą inni jest człowiekiem sukcesu? Czy bycie niewolnikiem kredytu można nazwać sukcesem?

Z każdej strony jest się bombardowanym reklamami i zachętami do dalszych zakupów. Nie łatwo powiedzieć w pewnym momencie „dość”.Jest to trudne, jeśli wszyscy w około robią tak samo. Skoro wszyscy tak robią to nie ma w tym nic dziwnego. Mamy wbudowany prehistoryczny mechanizm, żeby robić to co inni bo to zapewnia przetrwanie (skoro ktoś robi coś i żyje, to znaczy, że to działa i ja nie muszę już tego testować tylko skopiować).

Rozwój cywilizacyjny wyprzedził możliwości adaptacji naszego mózgu, przez co tak łatwo wpaść w pułapkę zakupów. W dawnych czasach kiedy wszystko było trudno dostępne, gromadzenie co wpadło w ręce miało sens ponieważ zwiększało szanse na przeżycie własne i rodziny. Kolega mi opowiadał, że jego pradziadek nie miał w domu podłogi tylko klepowisko (ubita ziemia), a w całej rodzinie były tylko jedne buty.I jakoś ludzie żyli. Jednak dzisiaj, kiedy wszystkiego jest pod dostatkiem, a zapewnienie pożywienia i schronienia jest łatwiejsze niż kiedykolwiek, ten mechanizm stał się szkodliwy bo gromadzi się 10x więcej niż się potrzebuje.

Dobrą rekompensatą za ciężką pracą jest zakup czegoś nowego. Wystarczy coś kupić, aby od razu poczuć się lepiej. Następnie idzie się do pracy żeby wyprodukować coś, co następna osoba może kupić żeby poczuć się lepiej po ciężkiej pracy. I tak dalej.

Dbamy o swoją pracę bardziej, niż o samych siebie. Na przykład ja. Zamiast siedzieć w kraju to uganiam się za pieniędzmi za granicą. Jednak tłumaczę to sobie tym, że to jest krótka inwestycja, dzięki której szybciej przejdę na emeryturę. Jeśli uda mi się to w wieku 33 lat, to pozostanie mi jeszcze 40-50 lat życia bez etatu. Będzie to dla mnie sukcesem, a zwrot z inwestycji będzie dużo wyższy niż poniesione koszty.

Jeśli nie chce się pracować do końca życia, trzeba unikać wpadanie w pułapkę zakupów. Trzeba naleźć odpowiedni poziom, który zapewnia to co niezbędne i na nim pozostać. Dzięki temu możliwe stanie się generowanie nadwyżek finansowych i ich inwestowanie.

Czy naprawdę koniecznie jest kupowanie nowego modelu telefonu co dwa lata? Wątpię, ja zazwyczaj używam tego samego przez kilka lat dopóki nie przestanie działać.

Czy naprawdę potrzebna jest  nowa para butów? Jeśli kupuje się kolejną parę butów pomimo tego, że kilka par leży w szafie nieużywanych to samemu rzuca się sobie kłody pod nogi na drodze do wolności.

Szybko zmieniająca się moda napędza konsumpcjonizm. Co sezon wypada wymienić garderobę, bo inaczej może się być niemodnym. Należy wyrzucać jeszcze dobre rzeczy i zastąpić je nowszymi.

Zamiast szukania spełnienia i chwilowej przyjemności w kupowaniu coraz to nowych rzeczy warto zatrzymać się na chwilę i pomyśleć.Czy to jest naprawdę ważne w dłuższej perspektywie? Czy za tydzień kiedy emocje już opadną będzie to dalej potrzebne? Czy może lepiej te pieniądze odłożyć żeby nie musieć pracować do końca życia?

Nadmierne bogactwo pozwala kupować jedynie to, co zbyteczne. Potrzeby duchowe zaspokaja się bez pieniędzy.

Walden, Thoreau Henry David

Kupując coraz to nowsze rzeczy szybko wraca się do punktu, kiedy potrzebuje się jeszcze więcej. A wtedy żeby wywołać ten sam przypływ euforii potrzebny jest jeszcze silniejszy bodziec. Kupując coraz więcej wydłuża się dystans w wyścigu szczurów do przebiegnięcia. Czy można to nazwać masochizmem?

Wiele osób nie chce się „poświęcać” i „odmawiać” sobie przyjemności z zakupu czegoś. Jednak takie osoby robią to kosztem samych siebie i cenę za to zapłacą w przyszłości w postaci czasu straconego na pracę. Czas poświęcony na pracę to czas którego nie spędzi się na rozwijaniu własnych talentów.

Wiem, że w momencie kiedy już nie będę pracować i będę np. czytać sobie książkę we wtorek w południe to te osoby, które nie chciały się „poświęcać” nie będą sobie również mogły odmówić codziennego wstawania rano i jeżdżenia do pracy.

Zastanawiające jest to, że wiele osób nie chce sobie niczego „odmawiać”, ale z drugiej strony nie mają nic przeciwko temu, żeby męczyć się przez 40 godzin tygodniowo do końca życia. Kiedy wszyscy w około tkwią w pułapce zakupów trudno jest dostrzec bezsens tej sytuacji. Bo jeśli inni tak robią to to musi być normalne. Lepiej odmówić sobie zakupu kolejnej rzeczy która szybko straci blask niż zyskać kawałek życia?

Próbując tłumaczyć to komuś nie rozumiałem, jak można tego nie rozumieć. Przez długi czas mnie to dziwiło, aż w końcu domyśliłem się czemu tak jest. Zmiany w swoim toku myślenia nie da się dokonać w 5 minut. To jest proces długotrwały i wymaga wielu godzin myślenia na ten temat. A jeśli chodzi się do pracy, po pracy na zakupy, a potem do pracy żeby znowu zarobić na zakupy to niewiele czasu pozostaje na zastanawianie się nad własnym życiem. Wpadło się w pułapkę.

Jeszcze dwa lata temu, kupowałem rzeczy, na które patrząc dziś myślę sobie, że przecież mi to jest kompletnie niepotrzebne. A wtedy wydawało mi się, że działam bardzo racjonalnie. Uświadomienie sobie, co jest grane zajmuje naprawdę dużo czasu.

Bardzo możliwe, że się ze mną nie zgadzasz. Nie chcesz sobie „odmawiać”. Weź duży worek, wrzuć do niego wszystkie rzeczy które ostatnio były nieużywane. Wszystkie ciuchy, książki, talerze, garnki, rzeczy z piwnicy, strychu itp, wszystko, czego nie ruszyłeś przez 3 miesiące. Oszacuj ile pieniędzy na to zostało wydane w przeszłości. I teraz, wolałbyś mieć w ręce te pieniądze czy worek niepotrzebnych Ci rzeczy?

Tak w ogóle, jeśli uzbierał się tylko jeden worek to i tak nieźle.

To, co daje nam szczęście nie powinno być drogie. Rzeczy drogie łatwo stracić, a na dodatek trzeba dużo na to pracować. Posiadanie mieszkania w centrum dużego miasta jest drogie. Łatwo można stanąć w sytuacji, kiedy utrzymanie na utrzymanie go nie będzie pieniędzy, a bez niego będzie się nieszczęśliwym.

Lepiej, żeby zamiast pojechać na koncert tą samą przyjemność czerpać na przykład z pójścia na siłownię. Jeśli straci się możliwość pójścia na siłownię, to zawsze można iść pobiegać albo poćwiczyć w parku. Dla treningu łatwo można znaleźć tani substytut, dla jeżdżenia na koncerty nie.

Nie chodzi tutaj o konkretny przykład ale o zasadę. Jeśli wszystko co sprawia przyjemność dużo kosztuje, to zawsze będzie się mieć gorzej niż osoba, która czerpie tą samą przyjemność z rzeczy, które nic nie kosztują lub prawie nic nie kosztują. Na dodatek na to wszystko trzeba pracować, a ta druga osoba ma to prawie za darmo.

Żyjąc w prosty sposób trudno odebrać te rzeczy, które dają długoterminowe szczęście. Rzeczy drogie łatwo stracić więc budowanie szczęścia na tej podstawie jest ryzykowne.Najlepsze rzeczy w życiu, takie jak kontakt z drugim człowiekiem, powietrze i słońce, są za darmo.

Opieranie się na małych dawkach szczęścia za małe kwoty automatycznie przyśpiesza ucieczkę z pułapki.Ludzie biedni gromadzą rzeczy niepotrzebne. Biedni wydają pieniądze, bogaci je oszczędzają.

 


Listę wszystkich wpisów znajdziesz w ARCHIWUM. Jeśli chcesz otrzymywać nowe artykuły na maila zapisz się do newslettera.