by Rafał Santoro - Jak nie pracować przez całe życie

Sytuacja finansowa: Jedyną pewną jest zmiana

20/02/2020 by Rafał Santoro
Sytuacja finansowa: Jedyną pewną jest zmiana

Sytuacja finansowa zmienia się coraz dynamiczniej. To, co wczoraj było pewne, dzisiaj nie jest już ważne. Nasze plany i założenia będą się dezaktualizować coraz szybciej.

Do napisania tego wpisu skłonił mnie jedno z pytań z komentarzy. Zostałem zapytany o to, jak bardzo zmieniły się moje obecne plany finansowe w porównaniu do tych sprzed kilku lat. Szczegóły w dalszej części wpisu.

Akcelerator czasu

Kiedyś ludzie cierpieli na niedobór informacji. Do średniowiecznego wieśniaka przez całe życie docierało tyle informacji ile do nas przez tydzień. Potem pojawił się druk, książki, prąd, gazety, telewizja, internet. Geografia przestała być barierą, a odległości między ludźmi (klientami) zmniejszyły się. Dzisiaj w 2 minuty kupisz buciki z drugiego końca świata.

Lawiny informacji, pomysłów i trendów „przyśpieszyły” nasz świat. Trudno trzymać rękę na pulsie. Informacji jest za dużo. Uwagi za mało. Wszystko wokół zapierdala.

Sytuacja finansowa zależna od fusów

Prowadzi to do tego, że podejmujemy decyzje zawierające coraz większe błędy poznawcze. A nasza sytuacja finansowa zależy właśnie od podejmowanych decyzji. Coś co działało nagle przestaje. Zmieniają się okoliczności, dochodzą nowe zmienne, a my kierujemy się błędem.

Jednym z moich ulubionych przykładów jest straszenie nadchodzącym kryzysem. Pamiętam, że chyba już w 2011 czy 2012 roku czytałem na polskich i zagranicznych blogach, że światowa gospodarka lada chwila się wysypie.

Wszyscy ci autorzy mieli racje z punktu widzenia fundamentów. Dług rośnie, wyceny spółek osiągają poziomy z sufitu. Coraz więcej kolorowych wykresów wskazuje na lada chwila wybuchające bańki spekulacyjne. Jednak mija 8-10 lat (cały cykl!) i nic. Kto by przewidział, że bankierzy zmienią zasady gry. Będą w stanie tak sprawnie drukować pustą walutę i kontrolować rynki.

Przynajmniej dopóki coś ich samych nie zaskoczy.

Moje stare „plany”

W trakcie formowania swojego planu na wcześniejszą emeryturę zakładałem, że wystarczą mi 3 mieszkania za 120 tys. zł. (jedno i dwupokojowe). To było kilka lat temu i dzisiaj wiele z tego nie zostało. Sytuacja finansowa zmieniła się pod wpływem inflacji, wzrostów cen, niskiego bezrobocia, fal imigracyjnych.

Większość z nas spodziewa się, że ceny mieszkań nadal będą rosnąć. Cena zakupu kawalerki w Krakowie czy Warszawie za 500-600 tys. zł. w 2030 roku nie brzmi jakoś nieprawdopodobnie. A może będzie kosztować milion? Może tylko 100 tys. zł.?

Chyba nie ma sensu się nad tym zastanawiać nawet.

Finansowy kameleon

Krajobraz finansowy będzie coraz szybciej zmieniał kolory i do tego będzie trzeba się dostosowywać.

Nie przewidzimy tego co nadciąga. Kryzys, podatek katastralny, dokręcania śruby „bogatszym”. Fajnie się czyta wpisy na blogach z prognozami. Ale kiedy prześledzi się archiwum to widać, jak niewiele z tego się sprawdza.

Stali Czytelnicy wiedzą, że rzadko staram się przewidywać finansową przyszłość. Na jakim poziomie będzie SP500 za rok, albo co się stanie z dolarem. To wróżenie z fusów, a ja jestem zbyt ścisłym umysłem, żeby bawić się fusami. Dlatego zalecam też traktować prognozy finansowych ekspertów (fusiastych czarodziejów) bardziej jako ciekawostkę niż dane wejściowe przy podejmowaniu decyzji.

Proponuję skupiać się na tym, na czym ma się kontrolę:

  • ile zarabiasz?
  • ile oszczędzasz?
  • na co wydajesz?
  • czy nie gromadzisz zbędnych rzeczy wokół siebie?

To konkretne pytania, na które każdy z nas ma dużo większy wpływ, niż na ceny mieszkań w Polsce.

Oszczędzanie to fundament

Wśród biznesowych czarodziejów popularny jest pogląd, że to nie oszczędzaniem, a zarabianiem człowiek się bogaci. Warto oszczędzać, ale jeszcze lepiej założyć biznes, skalować go i trzepać coraz większe hajsy.

W pełni się zgadzam, mam tylko ten problem, że jestem na to zbyt leniwy. Wolę dobrze zarabiać (ale nie ponadprzeciętnie) i do tego oszczędzać.

Pieniądze które obecnie zarabiam jako inżynier mnie zadowalają – wysiłek który musiałbym włożyć w jakiś biznes jest dla mnie nie do zaakceptowania. Nie uważam, że to obciach. Lepiej wiedzieć czego się chce, każdy powinien mieć własną definicję sukcesu finansowego. Nie ma sensu szarpać się z własnym biznesem tylko dlatego, że się nie wie czego się chce, a tak każą biznesowi guru, blogerzy i youtuberzy.

Trzymanie w ryzach swoich wydatków i oszczędzanie to podstawa finansowej wolności. Niezależnie od zmieniających się okoliczności.

Kiedy moi znajomi przedłużają swój wyścig szczurów (wydają to co zarobią), ja powoli dokładam kolejne tysiące do swojego majątku. Zwiększam swoje pole manewru.

Dlatego nie przejmuję się tym, kto rządzi ani kiedy nadejdzie kryzys. Stoję z boku z głupawym uśmiechem kiedy trafiam na rozgrzaną dyskusję o polityce, gospodarce czy końcu świata.

Moja sytuacja i fundamenty finansowe może nie są spektakularne, ale za to są solidne. Dbam o sprawność fizyczną, o swoją głowę żeby nie być głupim jak but. Wiem, że sobie poradzę.

Zatem niech się dzieje, niech się świat zmienia. Wystarczy poczytać Wasze komentarze pod wpisami żeby zdać sobie sprawę, że jesteście na takie warunki lepiej przygotowani niż większość społeczeństwa. Zatem będziemy się na blogu zmieniającej sytuacji razem przyglądać 😉