by Rafał Santoro - Zamierzam doczołgać się do emerytury w wieku 35 lat

Szukanie nowej pracy – wątpliwości

19/03/2018 by Rafał Santoro
Szukanie nowej pracy – wątpliwości

Dzisiaj jest mój ostatni dzień pracy w Szwecji. Za kilka dni kompresuję cały dobytek, wchodzę na pokład promu i wracam do Polski po 3 latach emigracji.

Nie mam nagranej następnej pracy. Chcę się przebranżowić z testera elektroniki na Java developera. To stwarza kilka problemów.

Mam dużą wiedzę o branży automotive, ale jeśli chodzi o czyste programowanie to już nie bardzo. Automatycznie z poziomu Senior spadam na Junior – o dwa szczeble w łańcuchu pokarmowym. Zamiast przebierać oferty podsyłane przez rekruterów, to ja muszę szukać ofert w których komercyjne doświadczenie w programowaniu w Javie nie jest wymagane. Ciągle się uczę, ale to długi jak tasiemiec proces.

Kilka tygodni temu razem ze znajomym wysłaliśmy CV do tej samej firmy. Zrobił to wcześniej ode mnie więc mniej więcej wiedziałem o co pytają na rozmowie kwalifikacyjnej.

I to mnie dobiło, bo na pytania które on dostał, nie znałbym odpowiedzi. Zacząłem się zastanawiać, co ja robię? Przecież nie ma szans, żebym przebrnął przez takie sito.

Na Zachodzie bez zmian

Polska to nie UK czy Szwecja, gdzie jeśli tylko jesteś w stanie napisać CV to masz 90% rekrutacji z głowy, a pozostałe 10% to nie przyjść najebanym na rozmowę. Zadziwia mnie to.

Wydajność polskiego inżyniera jest 3 x większa niż kolegi z Zachodu, a do tego płaci mu się o 30-50% mniej. Mimo to, żeby dostać się do większości firm wystarczy przyjść i opowiedzieć o projektach w których się uczestniczyło.

Na Zachodzie liczy się liczba przepracowanych lat, w Polsce liczą się umiejętności. To przed Polską jest jaśniejsza przyszłość niż przed poddanymi Królowej czy Fuhrerówny Merkelówny.

Wróćmy do moich rozterek. Kumpel się dostał, a ja jeszcze nie wiadomo. Rozmowa poszła mi na poziomie „dział HR się do pana odezwie”. Katastrofy nie było, ale nie spodziewam się happy endu.

Może nie powinienem kombinować ze zmianą kariery? Do emerytury zostało mi te kilka lat, a w Polsce bez problemu znajdę pracę za konkretne pieniądze. Po co zaczynać z czymś nowym? Mnóstwo wątpliwości.

A może tak, a może nie

Urodziłem się ze wspaniałym darem, jakim jest dar racjonalnego myślenia i umiejętność ignorowania emocji. Wiele osób mi mówi, że to nie dobrze, „doświadczanie i okazywanie wszystkich emocji jest potrzebne!”. Czyli żeby cieszyć się, że nie ma się złamanej nogi trzeba ją co kilka lat łamać? He he, ja w ten sposób rozumiem ich argumenty.

Kilka dni trwał stan w którym biłem swoje myśli, a one mnie.

Podjęcie decyzji o zmianie ścieżki nie stało się z dnia na dzień. W moim planie dojścia do wcześniejszej emerytury uwzględniłem nawet 6 miesięcy bez zarobków, przy pełnych wydatkach. Nie stałem się jeszcze bezrobotnym, a już zacząłem się przejmować. Bez sensu.

Mam tyle oszczędności, że wystarczyłoby mi na kilka lat leżenia na plaży – 90% ludzi na świecie nie ma takiego komfortu. Ale ja jestem głupi.

Nigdy nie należałem do najzdolniejszych ludzi w okolicy. Ani w szkole, ani na studiach, ani na boisku. Za to wiem, że jak się za coś zabiorę to dopnę swego. Jakie to szczęście móc ufać samemu sobie. Znam wiele osób, które same po sobie nie wiedzą, czego się spodziewać. Ale ja mam szczęście.

Inni też tak mają. Tylko trochę częściej

Moje kilkudniowe zaćmienie pomógł mi przełamać artykuł Roberta Gryna. Dla tych co nie wiedzą, to gość około 30stki który dorobił się majątku liczonego w setkach milionów $$$. Od zera. Samemu. W Polsce. W Krakowie.

Co prawda nigdy w życiu nie zamieniłbym się z nim miejscami bo jak opisuje, przez kilka lat walczył z depresją i bezsennością. Lubi stres, dramę, jego sprawa. Moja uwagę przykuły dwa fragmenty:

Porażka jest częścią gry. Zwycięzcy rosną dzięki porażce; przegranych porażka miażdży.

Szybko uświadomiłem sobie, że drogą jest walka. To hasło stało się moją mantrą, po cichu je sobie powtarzałem, kiedy do głosu dochodziła chęć rezygnacji. Przypominałem sobie, że najlepsze chwile w życiu często następują po tych najtrudniejszych. Po prostu musisz iść dalej. Aby osiągnąć nadzwyczajne rzeczy, musisz spokojnie znosić niepewność.

Co prawda moje rozterki są śmieszne, ale kiedy człowieka dopadają wątpliwości to dla niego są największe, brzydkie i w ogóle straszne.

Dzięki tym dwóm cytatom przypomniałem sobie, że przy wychodzeniu z własnej strefy komfortu tak się właśnie dzieje. Robertowi stawiam piwo jeśli znajdzie chwilę pomiędzy przesiadką z prywatnego samolotu do jachtu 😛

Uwielbiam przebywać w swojej strefie komfortu i nie lubię słuchać guru, którzy mówią mi, że jeśli nie opuszczam swojej strefy trzysta razy na godzinę to się nie rozwijam i zaraz umrę. Dużo mądrzejsze jest znalezienie sposobu który da taki sam efekt, przy minimum wysiłku. Na przykład zamiast denerwować się podchodząc do nieznajomej kobiety w klubach wolę odpalić Tindera. Oszczędzam czas, pieniądze i stres. A efekt jest ten sam.

Czasami trzeba opuścić bezpieczne terytorium i zobaczyć co jest za zakrętem. Nawet jeśli mi nie wyjdzie, to i tak Wam o tym powiem.

Sam nie wiem, jaki jest morał dzisiejszego wpisu. Chyba chciałem przelać myśli na papier. To też pierwszy raz, kiedy udało mi się zrobić wpis bez przestawiania paragrafów, pisząc jednym ciągiem. Mniej konkretów, a więcej paplaniny.