by Rafał Santoro - Jak nie pracować przez całe życie

Urządzanie Się Od Nowa Po Przeprowadzce Do Szwecji

16/04/2017 by Rafał Santoro
Urządzanie Się Od Nowa Po Przeprowadzce Do Szwecji

Od dwóch tygodni mieszkam w Szwecji. Każda przeprowadzka, to taki mały reset bo trzeba się przystosować do nowej rzeczywistości. W tym poście opiszę jak stosuję oszczędne podejście do życia w praktyce.

Po przeprowadzce do Szwecji około 2 tygodnie temu dostałem od firmy kawalerkę. Ze sobą przywiozłem tylko 2 bagaże najpotrzebniejszych rzeczy. Po rozpakowaniu to 34 metrowe mieszkanie nadal jest prawie puste. W zasadzie mam wszystko czego mi potrzeba, a mogłoby być spokojnie o 10 metrów mniejsze. W sumie nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak niewiele wystarczy do komfortowego życia. Za rok planuję już na stałe wrócić do Polski i kupić dla siebie mieszkanie, żeby nareszcie mieć swoją własną „bazę”. Myślałem, że będę szukać czegoś o powierzchni 30-35 m2, ale po tym doświadczeniu widzę, że metraż 25-30 m2 będzie dla mnie bardziej odpowiedni. Bardzo mnie to cieszy, bo przy cenie za m2 na poziomie 3000-4000 zł tam gdzie będę szukać mieszkania oznacza to oszczędność rzędu 15-30 tys. zł, a do tego niższy czynsz, mniej do sprzątania i umeblowania. W kuchni jest 7 dużych szafek (3 na dole + piekarnik, 4 podwieszane), do tej pory zapełniłem 4 w około 60% co oznacza, że kuchnia jest i tak dwa razy za duża. Kuchenka ma 4 palniki przy czym nigdy nie korzystam więcej niż z 2 więc do swojego mieszkania już wiem, żeby kupić mniejszą. To samo z łazienką, mogłaby być o 2-3 m2 mniejsza.

Tuż po wprowadzeniu się oczywiście nie miałem worków na śmieci. Potrzeba matką wynalazku i okazało się, że doskonale w tej roli sprawdzi się na przykład foliowe opakowanie po poduszce, worek po chlebie itd. Mieszkając samemu nie produkuje się dużo śmieci które i tak wynoszę co 2-3 dni więc folia pod każdą postacią doskonale się sprawdza. Nie chodzi tu nawet o taką groszową oszczędność, a bardziej o to, znalazło się zastosowanie dla czegoś, co normalnie bym wyrzucił. Plus 40 minut oszczędności na wycieczce do sklepu.

Pomimo, że Szwecja należy do jednych z najdroższych do życia krajów (pierś z kurczaka 50 zł za kilogram) to wcale nie wygląda na to, żebym miał tu strasznie dużo wydawać na jedzenie. W Polsce wydawałem około 600-700 zł. Po pół miesiąca mieszkania w Szwecji (i gotowaniu obiadów do pracy w domu ofkors) wydałem około 500 zł. Tylko trochę więcej niż wydawałem w UK, około 800 zł. Ktoś mi pewnie zarzuci, że głoduję i jem najtańszy pasztet. Wydaje mi się, że 90% ludzi na świecie pozazdrościłoby mi mojej diety: mozarella + pomidory koktajlowe, jajka, boczek, tabasco, salami (wersja z chilli), płatki musli + mleko 3% (zimne, jestem zbyt leniwy żeby podgrzewać), kurczak, ryż, fasola, szpinak, ciecierzyca, groszek i tak dalej.

Przed przeprowadzką zastanawiałem się, gdzie i co będę ćwiczyć. Generalnie bez zakwasów po jakiejś pochodnej treningu siłowego źle się czuję. Jeśli nie ćwiczę regularnie to cały czas chce mi się spać, nie mam siły na nic poza oglądaniem youtuba. Samo bieganie na dłuższą metę jest dla mnie nudne. Teoretycznie mój kontrakt mówi, że przez rok pracuję w Szwecji, a potem wracam do Polski i pracuję zdalnie. Dzisiaj siłowni i crossfitowni jest pełno wszędzie ale postanowiłem przez rok ćwiczyć samemu.

Zanim bym się gdzieś zapisał minąłby miesiąc albo dwa, bo tyle czasu potrzeba mniej więcej na aklimatyzację w nowym kraju. Pierwszy miesiąc normalnego treningu, wracanie do formy. Potem nadejdzie lato, dłuższy urlop, przerwa w treningach. Potem z 2-3 tygodnie żeby wrócić do regularnych treningów. Wkrótce po tym nadejdzie jesień albo święta, kolejny urlop i schemat się powtórzy. Znam siebie i po prostu wiem, że tak to będzie wyglądać. Przy okazji wydam 400-800 zł miesięcznie na membership do klubu/siłowni. Straszny misz-masz.

Myślałem nad tym, trochę pogooglowałem i wymyśliłem, że po prostu kupię sandbaga. Dla tych co nie wiedzą to w skrócie worek z piaskiem w środku. Strasznie wredny, bo kiedy się go podnosi to piasek w środku się przesuwa, uchwyty się cały czas ruszają bo są z materiału (nie są tak wygodne jak sztanga lub hantle). Dzięki temu 25 kilogramowy worek sprawia wrażenie jakby ważył 50 kg. Można z tym wykonywać przeróżne ćwiczenia, a codziennie dostaję pakiet 2 treningów do wyboru + rozgrzewka dzięki apce Brute Force WOD, polecam! Całkowity koszt imprezy to 120 zł za sandbag i 60 SEK (30 zł) za piasek ze sklepu ogrodniczego. Piasek mogłem ukraść z pojemnika przed blokiem do posypywania chodników w zimie ale stwierdziłem, że nie będę przesadzać 😛 Przy okazji w skali całego roku zaoszczędzę ok. 5000 zł na karnetach do klubów. Całkiem sporo.

Na dodatek sam sandbag po wysypaniu piasku może udawać bagaż, trochę rzeczy się do środka zmieści.

Efekt końcowy jest taki, że nie muszę nigdzie dojeżdżać na trening ani się pakować na siłownię bo mam pod nosem w domu. Niedaleko mnie jest park z boiskiem i małpim gajem, jak jest ładna pogoda chodzę sobie poćwiczyć na świeżym powietrzu. Ostatnio wymyśliłem sobie bieganie trzymając sandbaga w rękach i po 5 rundach po 100 m miałem wszystkie gwiazdy i planety przed oczami. I pomyśleć, że niektórzy ludzie przy rozładunku np. zboża pracują przez cały dzień.

Podsumowanie

Podsumowując, wyjazd do Szwecji na rok na pewno będzie ciekawym doświadczeniem. Mam tutaj taką symulację, jak to jest mieszkać samemu przy maksymalnym downsizingu gratów jakie mogłem ze sobą przywieźć.

Kilku drobnych rzeczy mi brakuje. Na przykład rękawiczek. W Szwecji w kwietniu jeszcze pada śnieg. Widzę, co mi się przydaje, a co nie.

Spokojnie mogę stwierdzić, że dzięki przeprowadzce do Szwecji wzbogacę się za nic o kolejne 20-30 tys. złotych. Bo tych pieniędzy nie wydam przy zakupie swojego mieszkania i dodatkowo zaoszczędzę na wyposażeniu. Przed wyjazdem pewnie byłem skłonny kupić nawet 40 m2 dla siebie ale teraz wiem, że nawet 30 m2 może być za duże.

Bardzo dobrze się czuję z tym, że mam tak mało rzeczy. Mniej do sprzątania, mniej do prania, mniej upychania kolanem rzeczy w szafach. Nic się nie gubi. Mniejszy ból głowy przy wyprowadzce. Ostatnio znajoma się przeprowadzała i narzekała, że przez kilka dni nie mogła spać. Wiem, że miała dwie wielkie szafy pełne ciuchów (w 90% pewnie nie noszonych), kilka dni pakowania i dużo stresu. W Polsce zostały jeszcze około 4 pudła moich rzeczy. Cały dobytek zmieściłbym do Fiata 126p 🙂 No może nie do końca, ale prawie.

 


Listę wszystkich wpisów znajdziesz w ARCHIWUM. Jeśli chcesz otrzymywać nowe artykuły na maila zapisz się do newslettera.