by Rafał Santoro - Jak nie pracować przez całe życie

Walka o oszczędności (z samym sobą)

01/05/2020 by Rafał Santoro
Walka o oszczędności (z samym sobą)

Kiedy zaciskać pasa, a kiedy sobie odpuścić i wydawać na co popadnie?

Już od wielu lat jestem bardzo podejrzliwy, kiedy ktoś twierdzi, że nie jest w stanie więcej odkładać. Często ludzie nie rozpoznają rozrzutnego stylu życia jako coś, co da się zoptymalizować, a bardziej jako coś z czym nie wolno negocjować. Jak wiadomo, samochód i restauracja to rzecz święta.

Jesteśmy bardzo kiepscy w oszczędzaniu. Umiejętności oszczędzania Polaków szorują po dnie, nawet kiedy koniunktura jest dobra.

Myślimy, że wiele się nam należy, przecież „tego sobie odmawiać nie będę”. Kończy się na tym, że młodziaki wynajmują kawalerkę, mają samochody, kilka razy w miesiącu przewalają hajs na mieście i z dobrej korpo wypłaty zostaje 500 zł.

Kiedy jeszcze nie zarabiałem i nie oszczędzałem zbyt wiele – nie było negocjacji pt. „to mi się należy”. Mieszkałem ze współlokatorami, nie miałem (nadal nie mam) samochodu, upijałem się przed imprezą w domu, a dziewczyny zapraszałem do siebie (a nie do resto). Przy tym wcale nie spędzałem czasu gorzej od innych, wręcz przeciwnie.

Kiedy oszczędzanie już brzydnie

Następnie z każdej kolejnej podwyżki więcej mi zostawało niż wydawałem.

W pewnym momencie doszło do przesilenia. Tak jest też w przepadku wielu z Was o czym opowiadacie w komentarzach.

Hardkorowe oszczędzanie przez kilka lat, a potem delikatne luzowanie. Kończy się na tym, że wywalamy ze swojego życia to co zbędne, a wydajemy na to co dla nas ważne. W przeciwieństwie do innych, którzy przewalają kasę na jedno i drugie, dzięki czemu nic nie zostaje im z wypłaty.

Zasada 50%

Były takie lata, że oszczędzałem blisko 70% zarobków. W 2020 roku wyląduję pewnie w okolicach 60%.

To wciąż dobry wynik, jest z czego popuścić, choć na razie nie widzę takiej potrzeby. Wydaje mi się, że w okolicach 50% zaoszczędzonych zarobków znajduje się nasz polski optymalny punkt ciężkości. Co ważniejsze,  liczba 50% to idealnie w połowie między 0% a 100%. Żartuję.

Każdy rok odkładania 50% wydatków, daje Ci rok życia bez pracy. Tak jakbyś w jeden rok zarabiał kolejny rok wolności. Przy inwestowaniu szala przechyla się jeszcze bardziej na Twoją korzyść.

Jeśli nic nie odkładasz, jesteś skazany na łaskę pracodawców i systemu emerytalnego (o ile będzie istnieć) do końca życia. Nieciekawa perspektywa. Nawet jeśli wcześniejsza emerytura Cię nie interesuje, to daje dużo możliwości i ogranicza stres.

Mając na uwadze powyższe, proponuję co poniższe.

Każdemu, kto oszczędza więcej niż 50% zarobków, udzielam dyspensy od oszczędzania. Starałeś/starałaś się – optymalizacja wydatków, rozsądna konsumpcja. Brawo, wydawanie należy Ci się.

Każdemu, kto oszczędza mniej niż 50% zarobków, przed każdym zakupem lub nowym zobowiązaniem proponuję zastanowić się pięć razy (albo przez pięć dni). Możliwe, że Cię na to jeszcze nie stać. Masz nadal do odrobienia pracę na drodze do większych oszczędności.

Każdemu, kto nie wie ile % oszczędza lub nic nie oszczędza, funduję wycieczkę do czyśćca i zlecam wykonanie finansowego rachunku sumienia. Zapisywanie ile miesięcznie zarabiasz i ile masz na koncie to absolutne minimum (tylko dwie liczby w excelu, dziecko to potrafi…). Zoptymalizuj wydatki – przestań gwiazdorzyć i wybrzydzać. W przeciwnym razie skazujesz się na wieczny udział w wyścigu szczurów. Nawet po 65. roku życia, bo z państwowej emerytury nie wyżyjesz.

Wyjątki

Oczywiście są życiorysy w których o 50% oszczędności ciężko.

Ktoś może mieszkać w mniejszym mieście lub na wsi, gdzie trudno o wysoko płatną pracę. Ktoś może mieć dzieci, być niepełnosprawnym lub być na etapie życia, gdzie zaostrzanie reżimu finansowego już nie ma sensu (ja się do tego powoli zbliżam).

Każdy z nas znajdzie dobre wymówki żeby nie oszczędzać, ale kiedy słyszę np. gościa który prawie nic nie oszczędza bo ma dziecko, a razem z żoną zarabiają po 10 tysięcy, to chyba już nic nie pomoże 😉

Mimo wszystko, miej z tyłu głowy liczbę 50%. Nie udaje Ci się aż tyle oszczędzać? To zastanów się trochę dużej nad kolejnym wydatkiem. Wyrabiaj sobie nawyk, gdzie każdy nowy zakup to potencjalna mina pułapka która nakręca spiralę kosztów.

Z czasem pozytywne efekty tej saperskiej pracy będą się nakładać na siebie. Dobijesz do 50% albo i więcej.

Ja w 2013 roku oszczędzałem z wielkim bólem 1500 zł miesięcznie. Wtedy nie przyszło mi do głowy, że w 2017 będę dochodził w porywach do 10 000 zł.

Dlatego nawet jeśli teraz jesteś biedny, mało zarabiasz, nie masz doświadczenia – próbuj. Za kilka lat sytuacja będzie inna, a Ty będziesz uzbrojony w odpowiednią mentalność.

Pigułka podsumowania

Podsumowanie będzie krótkie. Tylko jedna liczba:

50%

Jeśli jesteś nad, możesz sobie popuszczać.

Jeśli pod, wypada zaciskać.

Poza pracowaniem do końca życia, nie masz nic do stracenia 😉