by Rafał Santoro - Jak nie pracować przez całe życie

Wysoki standard życia szkodzi

10/06/2020 by Rafał Santoro
Wysoki standard życia szkodzi

Inwestujemy w wyższy standard życia w nadziei, że będzie nam się żyło łatwiej i przyjemniej. Jednak po przekroczeniu pewnego poziomu wydatków paradoksalnie więcej tracimy niż zyskujemy.

Wprowadzenie

Wraz ze wzrostem zarobków mamy tendencję do podnoszenia standardu życia. Jeśli nas stać to kupujemy lepsze mieszkania, samochody, ciuchy i inne przedmioty czy jeździmy na droższe urlopy (o ile nie jesteśmy pracoholikami).

Od nowych zakupów i wydawanych pieniędzy oczekujemy poprawy komfortu życia. Jednak po przekroczeniu pewnego poziomu, dalsze podnoszenie standardu przestaje przynosić efekty.

Na chłopski rozum. Kiedy kupujemy i utrzymujemy więcej (droższych) rzeczy to jakość życia spada – musimy zapracować na utrzymanie i zarządzanie. W efekcie mamy mniej czasu niż kiedyś.

Kupujemy za dużo i bierzemy na siebie zbyt wiele zobowiązań, co powoduje że zysk na funkcjonalności (np. nowego samochodu) nie rekompensuje wysiłku jaki trzeba włożyć w zdobycie i utrzymanie (np. koszt leasingu, naprawy, utrata wartości fury).

Mieszkanie jako przykład

Różnica między mieszkaniem o powierzchni 90 a 100 m² jest niewielka, a może być nawet pomijalna dla komfortu naszego życia.

Za to ewentualne koszty tego trochę większego metrażu mogą wymuszać dodatkowe kilka lat pracy. Z czegoś trzeba pokryć raty kredytu, większą powierzchnię do sprzątania, remontów, ogrzania i wyposażenia.

Powyżej pewnego poziomu, bilans zysków i strat może być ujemny lub nawet drastycznie ujemny.

Rozsądek

Rozsądne podejście to obniżenie standardu życia do wygodnego minimum. Wtedy osiągamy optymalny efekt: posiadamy wszystko czego chcemy za możliwie najniższą cenę.

To wspomniane wygodne minimum u każdego będzie trochę inne, a w jego odnalezieniu może Ci pomoc ten wpis.

Maksymalizacja efektu

Zanim ruszysz na kolejne zakupy proponuję Ci zastanowić się nad tym, na ile dany przedmiot Cię obciąży, a na ile podniesie Twój poziom życia?

Jeśli pracujesz z domu i brakuje Ci drugiego monitora, to rachunek jest dosyć prosty. Za cenę powiedzmy 1000 zł i o trochę większego biurka, zyskujesz wyższy komfort w pracy po 8 godzin dziennie. Za niewielką cenę, zyskujesz olbrzymią korzyść.

I coś na moim przykładzie. Mój laptop ma już prawie 5 lat. Robi się już stary, powoli wypada pomyśleć o nowym. To oznacza wydatek rzędu 2000-4000 zł. Komputer potrzebny mi jest głównie do Youtuba, Netflixa, Excela i prowadzenia bloga. Obecny laptop ma dysk SSD i w miarę szybki procesor dzięki czemu pociągnie jeszcze kilka lat. Gdybym zdecydował się na zakup nowego sprzętu, prawie nic bym nie zyskał, a straciłbym kilka tysięcy.

Tylko pozornie zwiększyłbym swój standard życia. W rzeczywistości „straciłbym” jedną wypłatę i był o miesiąc dalej od wcześniejszej emerytury.

Im więcej takich pozornych usprawnień, tym więcej pracy musiałbym niepotrzebnie wkładać w osiąganie żadnego efektu. Robota głupiego.

Obrzydliwie wysoki standard życia nie daje przewagi

Kiedyś wpadła mi w oko wypowiedź Dana Bilzeriana. Gość jadał w najlepszych restauracjach, mieszkał w najlepszych hotelach, jeździł najlepszymi samochodami i spał z najpiękniejszymi kobietami i to po kilkoma na raz. Mimo to stwierdził, że nie jest bardziej szczęśliwi od przeciętnego etatowca który w miarę ogarnia finanse, ma rodzinę, przyjaciół i hobby.

Od pewnego momentu wydawanie na podnoszenie poziomu życia przynosi negatywny efekt. Generuje dodatkowy stres kiedy do ogarnięcia masz coraz bardziej skomplikowany majątek. Nie bez powodu mówi się, że małe pieniądze to mały problem, a duże pieniądze to duży problem.

Wielu ludzi sobie z tym nie radzi, o czym wspominają sami przedsiębiorcy i ludzie sukcesu.

W jednym z podcastów Kuba Midel wspomniał o pytaniu zadanego na spotkaniu biznesmenów. Na ile są zadowoleni ze swojego życia?

Nie byli to najbogatsi spośród nich, bo mieli za dużo zmartwień na głowie. Duża firma dosłownie spędza sen z powiek właścicielowi. Najbardziej zadowoleni były freelancerzy zarabiający 20-50 tys. zł. miesięcznie jeżdżący po świecie. Najmniej zmartwień.

Czas energia, napisać zakończenie

Na tym świecie mamy do przeżycia ograniczoną ilość czasu i nie warto go spędzać na wyścigu szczurów. Nie opłaca się kupować fajnych rzeczy, które w sumie nic nam nie dają.

Każdy zakup powinniśmy poddać analizie. Na ile podniesie on komfort naszego życia? Jakie potencjalne problemy może wygenerować?

Stosując się do tej prostej zasady, z biegiem czasu, otaczamy się rzeczami które działają na naszą korzyść.


PS: Do napisania tego wpisu zainspirowała mnie książka „Your Money or Your Life”. Jeśli interesuje Cię temat wcześniejszej emerytury to naprawdę warto przeczytać.

PS2: Macie jakieś ciekawe przykłady z własnego życia? Kiedy warto iść na kompromis, a kiedy nierozsądne wydatki okazują się pożyteczne?