by Rafał Santoro - Jak nie pracować przez całe życie

Rozwiązywanie problemów: Zajrzyj w lufę i naciśnij spust

23/07/2018 by Rafał Santoro
Rozwiązywanie problemów: Zajrzyj w lufę i naciśnij spust

Są w życiu chwile, kiedy coś nas uwiera, wkurza lub wyprowadza z równowagi. Coś nas tak denerwuje, że ciągle o tym myślimy – wracając z pracy, robiąc zakupy czy kładąc się spać.

Może to być irytujący sąsiad, niska pensja czy małżonek nie dający nam spokoju.

Z takich sytuacji są trzy wyjścia:

  1. Można nic nie robić i zaakceptować daną sytuację.
  2. Można zrobić co się da i zmienić sytuację (ponosząc pewne konsekwencje).
  3. Można nic nie robić, marudzić i zadręczać się.

Oczywiście wyjście nr 3 jest najczęściej stosowanym. Coś nas wkurza, ale nie robimy z tym nic bo mamy dużo wymówek Boimy się się, co pomyślą o nas inni. Niestety, jeśli sami się za to nie weźmiemy to nikt tego za nas nie zrobi.

Chcę zarabiać więcej? Muszę się uczyć, podnosić kwalifikacje lub wyjechać zagranicę, a nie czekać na dobry humor szefa.

Chcę mieć pieniądze na starość? Muszę sam o to zadbać, a nie liczyć na ZUS i polityków.

Przykłady można mnożyć.

Oczywiście problemy są skomplikowane, inaczej nie byłyby problemami. Każde konkretne rozwiązanie pociąga za sobą konsekwencje, których najczęściej nie mamy ochoty ponosić. Boimy się, czekamy i niewiele się zmienia. Tutaj pojawia się strategia, którą nazywam:

Zajrzyj w lufę i pociągnij za spust

Polega to na tym, że określamy co się najgorszego może stać w chwili rozwiązywania problemu (możemy oberwać pociskiem) po czym dobrowolnie stawiamy się w tej sytuacji (zaglądamy w lufę) i ponosimy konsekwencje (naciskamy spust).

Przykład nr 1

Mamy w pracy kolegę/koleżankę, która rzuca nam kłody pod nogi. Dochodzimy do krytycznego momentu – coś się musi zmienić, albo zwariujemy.

Zgodnie z ZWLIPS przygotowujemy się na konsekwencje: wysyłamy dużo CV, chodzimy na rozmowy kwalifikacyjne i kiedy dostajemy dobrą ofertę pociągamy za spust. Idziemy do owej koleżanki, mówimy jej w najgorszych słowach co o niej myślimy (lub nie), stosujemy przemoc fizyczną (jeśli jesteśmy gotowi wydać fortunę na prawnika i nie straszny nam areszt), po czym idziemy do szefa i prosimy żeby zwolnić nas lub tą wredną babę.

Rozwiązujemy ten problem sami i nie czekamy, aż „coś się zmieni”.

Przykład nr 2 – zainspirowane prawdziwą historią

Pewien człowiek od 7 lat walczy z byłą żoną o dziecko w sądzie. Typowy rozwodowy scenariusz. Walka o alimenty, czas na widzenia i sposób wychowania dziecka. Gość zamiast olać walkę z wiatrakiem, zgodzić się na zasądzone alimenty i dni widzenia z dzieckiem, traci czas i nerwy. Nie wspominając o pieniądzach, które mógłby zarobić w czasie kiedy chodzi po sądach i prawnikach.

Zamiast przyjąć jedną kulkę – on przed nią ucieka. Zamiast ponieść konsekwencje tak szybko jak się da – odkłada je w czasie. A im później tym gorzej.

Przykład nr 3 – zainspirowany milionami prawdziwych historii, w tym moją

Toksyczny związek trwający kilka lat. Nie chcemy zerwać, bo mieszkamy razem, a nasi rodzice się dobrze znają. Co by powiedzieli nasi znajomi? Co zrobimy kiedy zostaniemy sami? Zerwanie to skok na głęboką wodę i zmiana statusu quo.

Ja kiedyś byłem w takiej sytuacji i nie rozumiem, jak mogłem wytrzymać 3 lata. Pewnego dnia otrzeźwiałem i zadałem sobie pytanie: „Po co znoszę te kłótnie i stres, skoro mam teraz mniej seksu niż kiedy byłem sam?”. Wiem, że Czytelniczkom się moja logika nie spodoba, ale tak myślą faceci i nie ma czego ukrywać.

Zerwałem i postanowiłem uzbroić się w cierpliwość i nie słuchać emocji które kazały mi do niej wrócić. Przez miesiąc znosiłem jej histerię. Dzwonili do mnie jej rodzice i pytali „What the fuck?!”. W końcu zmieniłem numer telefonu i wykasować facebooka, bo to by się nigdy nie skończyło. Żałuję, że nie zrobiłem tego wcześniej.

Spokój zrobił się dopiero kiedy znalazła nowego faceta, wzięła ślub i urodziła dziecko – to wszystko w ciągu roku po naszym zerwaniu. Cieszę się, że to inny gość wlazł na minę, a nie ja, choć mi go bardzo szkoda. Tym bardziej, że już nawet po urodzeniu dziecka kilka razy próbowała do mnie pisać, bo znalazła moje konto na facebooku.

Gdybym zastosował ZWLIPS po roku związku konsekwencje byłby łagodniejsze, ale odwlekałem to w czasie. Cena do zapłacenia rosła, a ja traciłem swój cenny czas.

Wiem, że cała ta sytuacja jest komiczna, ale wtedy dla mnie, młodego faceta, który dopiero co uczył się relacji z kobietami, naprawdę był to problem.

Plus jest taki, że obecnie nie toleruję takich zachowań. Kobiety to wyczuwają. Od tamtego czasu żadna kobieta nie krzyczała ani nie próbowała mnie uderzyć.

Podsumowanie

Nie ma co odkładać ponoszenia konsekwencji. Nie ma co udawać, że „może sytuacja się sama rozwiąże”, albo „jutro będzie lepiej”. Bagno z czasem wciąga coraz głębiej.

Wiem, że czasami głupio jest przyznać przed samym sobą, że coś się zjebało. Trudno, zdarza się. Naprawić, zacząć od nowa. Powtórzyć.

Lepiej jest wyciągnąć pistolet, wziąć głęboki oddech, przygotować się i zrobić co trzeba. Z czasem kaliber problemów  będzie spadać, a jakość życia będzie rosnąć.

Nie ma drogi na skróty. Trzeba określić ile nas będzie kosztować zmiana sytuacji i zrobić to.