by Rafał Santoro - Jak nie pracować przez całe życie

Zarobki i podatki w Szwecji? Socjalizm?

30/11/2017 by Rafał Santoro
Zarobki i podatki w Szwecji? Socjalizm?

Myślałem, że wszyscy robią na tym interes. Zarabiam 47 000 zł brutto miesięcznie – 292 zł na godzinę. Jednak podatki w Szwecji to koszmar.

Pracuję w Szwecji, ale jestem zatrudniony przez dwie firmy. Moim bezpośrednim pracodawcą jest agencja w Polsce (firma A) i wynajmuje mnie do firmy w Szwecji (firma B). Szwedzka firma B wynajmuje mnie z kolei jako kontraktora do trzeciej firmy (firma C).

Ile na tym zarabiam?

Uwzględniając wynagrodzenie, dofinansowanie do biletów lotniczych i pokrycie kosztów mieszkania przez firmę B to zarabiam około 14 000 zł na rękę.

O szczegółach moich finansach przeczytasz w Raportach Finansowych.

Byłem ciekaw ile tak naprawdę płaci za mnie firma C w której bezpośrednio pracuję. Po drodze moja wypłata musi jeszcze nakarmić dwóch pośredników. Zacząłem o to pytać.

No gadaj wreszcie ile!

Firma C płaci za mnie 650 koron za godzinę. Przelicznik to:

1 SEK = 45 groszy

Zatem godzina mojej pracy kosztuje 292 zł. Średnio pracuję przez 160 godzin więc miesięcznie wychodzi prawie 47 000 zł. O ja pierdolę!

Rocznie to daje 561 000 zł. W firmie nad rozwojem samochodów elektrycznych pracuje kilkaset osób, w tym managerowie, którzy zarabiają pewnie 10 razy więcej. Jeśli uwzględni się koszty prototypowych części i wyposażenia laboratoriów to koszt samego developmentu nowego modelu może osiągnąć 1 miliard złotych.

Śmiem twierdzić, że w Polsce koszt projektu byłby 6 razy niższy, bo polscy inżynierowie pracują 3 razy szybciej i za dużo mniejsze pieniądze.

Podatki w Szwecji – ratuj się kto może

Kiedy wyliczyłem te 47 000 zł brutto miesięcznie pomyślałem, że firmy pośredniczące (A i B) robią na mnie interes życia. Nie miałbym nic przeciwko temu, nie walczę o sprawiedliwość społeczną. Ja jestem zadowolony ze swojego wynagrodzenia i skoro pośrednicy A i B robią na mnie dobry biznes to tym lepiej dla mnie.

To bardzo nie-polskie myślenie haha. Zazwyczaj pracodawca-pośrednik uważany jest za złodzieja.

Poszukałem szwedzkich kalkulatorów podatkowych w internecie i zacząłem liczyć. Ile tak naprawdę zostaje z tych 47 000 zł brutto czyli około 105 000 SEK miesięcznie? Zaczęła się masakra:

  • -33 630 SEK podatek miejski, od hrabstwa, od wysokiego wynagrodzenia, za TV i od „extra” wysokiego wynagrodzenia (kolejny).
  • -25 333 SEK podatek od wynagrodzenia (następny), „payroll tax” i od pogrzebu (że co??).

W końcu suma podatków wyniosła -58 965 SEK, co oznacza, że na rękę zostaje 46 171 SEK. I to jest dopiero to, co dostaje firma B.

Odejmujemy dalej, koszty firmy B

Koszt mojego mieszkania i loty :

46 171 – 3800 – 8000 = 34 371 SEK

Nie wiem jak odliczanie kosztów wygląda w przypadku szwedzkiej firmy B. Musimy uwzględnić jeszcze moją wypłatę i marżę polskiej agencji, firmy A.

Koszty firmy A

Moja wypłata to 11 000 zł netto, a po uwzględnieniu wszystkich składek firma A płaci za mnie 18 787 zł miesięcznie. Państwo zabiera mi prawie 9000 zł w podatkach. Dzięki temu będę dłużej uczestniczyć w wyścigu szczurów. Ale fajnie.

Firma B dostaje na czysto za mnie 34 371 SEK co daje 15 466 zł. Jeśli odejmiemy to:

15 466 – 18 787 = – 3320 zł

Minus 3320 złotych do podziału dla dwóch pośredników. Zawrotna suma.

Gdzie tu jest biznes?

Oczywiście najlepszy biznes robi rząd Szwecji. Nakłada drakońskie podatki, nic nie ryzykując. Ryzyko 0%, stopa zwrotu 10000% bo nie korzystam tu z opieki medycznej, sociału i innych takich. Jakiś koszt to infrastruktura, policja itp. z której pośrednio korzystam.

Ale podejrzewam, że przy skali takich podatków to koszt znikomy (w odniesieniu do mnie, nie w odniesieniu tych którzy dostają pieniądze z moich podatków w postaci zasiłków).

Największe ryzyko ponosi firma która rozwija swój produkt. Ryzykuje mnóstwo pieniędzy.

Oczywiście firmy pośredniczące (A i B) muszą korzystać z jakiś furtek podatkowych, bo niemożliwe jest, żeby dopłacali do ryzyka:

  • firma C w każdej chwili może zwolnić kontraktorów z 2 tygodniowym okresem wypowiedzenia,
  • może nie udać się znaleźć dla mnie mieszkania, a hotele w Szwecji są astronomicznie drogie,
  • koszty zrekrutowania pracownika, ekspertyzy podatkowe, księgowość (jak rozliczać podatek za polskiego pracownika w Szwecji) itp.

To nie może być łatwy biznes. Zmartwiło mnie to, bo niewielkie jest pole do manewru gdybym chciał dostać podwyżkę.

Własny biznes?

Zacząłem się zastanawiać, co by było gdybym sam zatrudnił się, z pominięciem dwóch pośredników. Znajomy ma firmę w UK i mógłby podpisać deala z firmą C o wynajem kontraktorów.

Po podliczeniu wszystkiego wyszło o kilka tysięcy zysku więcej niż mam obecnie. Ale to tylko kilka tysięcy więcej w zamian za ryzyko. A co jeśli polska lub angielska skarbówka dowali podwójnym podatkiem? Możliwości powstania problemów jest sporo, a zyska w zamian za taki sobie. Nie opłaca się (i nie chce mi się) kombinować.

Szwedzki socjalizm

Wróćmy jeszcze na chwilę do tych drakońskich podatków.

Opowiadałem już o Abdulu z którym pracuję – pakistańskim imigrancie który jest sprytniejszy o Szwedów. Doradził mojemu koledze, który przyjechał tu wraz z żoną i dzieckiem żeby postarał się o zasiłek. I to nie byle jaki.

Podobno mogą dostać zasiłek:

  • za posiadanie dziecka,
  • za to, że matka nie pracuje i opiekuje się dzieckiem,
  • i jeszcze kilka innych których nie pamiętam.

W sumie wychodzi około 5000 zł zasiłków. Taki szwedzki program 5000 plus. Przy takim poziomie sociału PIS może się schować ze swoim marnym 500 plus. Polska to strasznie nieprogresywny i zacofany kraj. O jak daleko nam do rozwiniętego Zachodu…

Oboje, mój kolega i jego żoną są inżynierami, po jednej z najlepszych uczelni w Polsce. Jednak taki poziom sociału jest zdolny do zatrzymania żony kolegi w domu tak długo, jak tylko się da. A co dopiero w przypadku muzułmańskich rodzin imigrantów które mają po 5-10 dzieci w domu.

Ten model zachęca ludzi do siedzenia w domu, a nie pracowania. W zamian trzeba nałożyć 60% podatku od dochodu dla ludzi pracujących. W Polsce jest tylko trochę lepiej, bo państwo zabiera nam „tylko” 50% w podatkach.

Nie jestem całkowicie przeciwny sociałowi, bo jakiś tam powinien być. Np. dla osób niepełnosprawnych lub osób zajmujących się obłożnie chorymi rodzicami. Lepiej, niech opiekują się nimi bliscy, a nie niewydajne państwo.

Ale w Szwecji podatki ocierają się o granicę absurdu, a w Polsce nie widać lepszego trendu. Na każde wypłacone 500 złotych z programu 500 plus, komuś trzeba zabrać pewnie z 1000 zł. Biurokratyczna machina musi swoje zjeść. Choć zamiast słowa „zjeść” lepiej pasuje „nawpierdalać się”.

W efekcie Polacy stają się biedniejsi, a szczególnie ci pracujący z klasy średniej, bo to ich podatki strzyżą najkrócej.