by Rafał Santoro - Jak nie pracować przez całe życie

Życiowa misja – jak odnaleźć w życiu sens?

03/01/2018 by Rafał Santoro
Życiowa misja – jak odnaleźć w życiu sens?

Bez jasno zdefiniowanej życiowej misji trudno jest być szczęśliwym człowiekiem. Bez niej jesteśmy jak dzieci we mgle, które gdzieś idą, ale do końca nie wiedzą gdzie.

Powinieneś mieć w życiu nadrzędny cel. Coś, co spowoduje, że chce Ci się wstawać rano.

To powinno być COŚ, czego nie da się osiągnąć raz i koniec. Tym życiowa misja różni się od celów. Cel się osiąga, życiowa misja trwa przez długi czas. Dzięki temu nie dochodzi do sytuacji, że coś osiągasz i nie wiesz co dalej (jak jest często po realizacji celów).

Przykładem może być pozostanie w dobrej formie fizycznej, nauczenie się wszystkich języków świata lub znalezienie domu dla wszystkich bezdomnych kotów. Tych celów nie da się osiągnąć „raz a dobrze” – praca nad nimi nie kończy się, jest ciągła.

Do 20. roku życia nie miałem zupełnie pojęcia, czego chcę. Gdzieś w wieku 20-24 lat zacząłem się orientować, że picie wódki w dużych ilościach jest fajne, ale nie o to chodzi.

W wieku 24-28 lat doprowadziłem swoje życie do satysfakcjonującego stanu pod względem pieniędzy, relacji i hobby.

Mimo wszystko, cały czas miałem wrażenie, że czegoś brakuje. Brakowało mi tego „czegoś”.

Życiowa misja

Im dłużej o tym myślę to widzę, że bez zdefiniowania swojej życiowej misji trudno być i pozostać szczęśliwym. Można osiągać sukcesy, zarabiać coraz więcej pieniędzy, ale na dłuższą metę czegoś brakuje.

Około 2-3 lata temu zacząłem na poważnie zastanawiać się, czego potrzebuję w życiu do tego, aby odnieść sukces (zdefiniowany na mój własny sposób) i być szczęśliwym.

Swojej misji nie wymyśliłem od razu, w jeden wieczór. Działo się to na przestrzeni kilku miesięcy, a nawet po czasie wracam i dodaję/usuwam drobne elementy.

Jak zdefiniować swoją życiową misję?

To temat rzeka o którym można napisać książkę, ale tak na początek:

Twoja misja życiowa ma określać co masz robić, aby osiągnąć długoterminowe szczęście – masz być za 5-10-20-50 lat szczęśliwszy niż teraz.

Co Ci daje w życiu długoterminową radość? Jedzenie hamburgerów da Ci przyjemność na chwilę, ale w długim terminie doprowadzi Twoje ciało do ruiny, zatem nie może być składnikiem Twojej misji.

Ale jeśli nie możesz zrezygnować z hamburgerów i postanowisz, że przez 1 dzień w tygodniu jesz fast foody, a przez pozostałe 6 dni biegasz, pływasz, przerzucasz ciężary i kilogramy warzyw w kuchni, to już inna gadka, to ma sens.

Jest wiele fałszywych rzeczy, od których oczekujemy, że nas uczynią szczęśliwszymi. Prosty przykład to wyścig szczurów. Większy dom, lepszy samochód, więcej zdjęć z egzotycznych wakacji na Facebooku po to, aby podziwiali je ludzie, którzy mają nas w dupie.

Takie fałszywe miny-pułapki należy zidentyfikować i usunąć ze swojej misji.

Twoja misja nie może zależeć od jednostek lub małej grupy ludzi. To po to, żeby nie dopuścić do sytuacji, gdzie ktoś będzie miał wpływ na Twoje szczęście.

Coś w stylu „być najwspanialszym rodzicem/mężem/żoną” nie może być misją. Co się stanie jeśli Twoje dziecko wyrośnie na alkoholika które przepije spadek jaki mu zostawisz, a współmałżonek się z Tobą rozwiedzie? Czy wtedy Twoje życie traci sens i wypada się powiesić? Oczywiście, że nie. To powyżej może być celem w życiu, ale nie może być misją.

Możesz przedefiniować powyższe zdanie tak, aby obejmowało jak największą grupę ludzi: „dbać o rodzinę i przyjaciół”, lub jeszcze bardziej ogólnie „dbać o ludzi, na których mi zależy”.

Twoja misja nie może mieć punktu końcowego ani daty przydatności

To cele mają określoną datę osiągnięcia (zostać milionerem za 10 lat, podnieść 200 kg w martwym ciągu). Misja musi być czymś bardziej ogólnym, czymś, czego nie da się osiągnąć raz i już to mieć. Misja to nigdy nie kończący się proces.

Dlatego w kategorii „Zdrowie” moja misja to „dużo spać i odpoczywać, zdrowo jeść, unikać przewlekłego stresu”.

Nie da się raz wyspać i już mieć to z głowy. Nie da się raz odpocząć, zjeść sałatkę i być zdrowym. Każde ze składowych tego zdania to coś, o czym muszę pamiętać cały czas.

Powyższe nie zależy również od określonej osoby lub małej grupy, a tylko i wyłącznie ode mnie. To ja muszę sobie poukładać życie tak, abym mógł spełnić te założenia.

Jaka jest moja życiowa misja?

Nie podzielę się z Wami całością mojej misji, ale o niektórych szczegółach chętnie napiszę.

Swoją życiową misję zdefiniowałem w 111 słowach, 10 zdaniach

To niewiele, jednak te 10 zdań ma olbrzymią moc – są moim życiowym kompasem. Każde zdanie zostało przemyślane na przestrzeni wielu miesięcy, nie są to chwilowe widzimisię.

Jeśli podejmuję jakąś decyzję i robię coś wbrew mojemu kompasowi, to wiem, że za jakiś czas na tym ucierpię.

Swoją misję zdefiniowałem w kilku podstawowych kategoriach: zdrowie, finanse, związki, sport, życie rekreacyjne, rodzina.

Wszystkie dziedziny Twojego życia możesz zaszufladkować w tych kategoriach (plus strefa duchowa, którą u siebie pominąłem).

U Ciebie może być zupełnie inaczej. Będąc mnichem religia może być dla Ciebie najważniejsza, a życie rekreacyjne i sport zupełnie nieistotne. Z drugiej strony bez sportu nie ma zdrowia, a bez zdrowia szczęścia, więc jakoś to trzeba w swojej misji uwzględnić.

Niektóre fragmenty mojej życiowej misji:

  • zdrowie: dużo spać i odpoczywać, zdrowo jeść, unikać przewlekłego stresu,
  • sport: być wytrzymałościowo i siłowo ponadprzeciętnie sprawnym,
  • życie rekreacyjne: otaczać się pozytywnymi i ambitnymi ludźmi których lubię.

Jak widzicie, zdania sformułowane powyżej pełne są ogólników, a nie konkretów. I o to chodzi, bo nie mają zawierać konkretnych celów, ale jedynie być drogowskazami wyznaczającymi ogólny kierunek.

Żadna z wytycznych mojej misji nie ma daty osiągnięcia i nie zależy od małej liczby osób – pojedyncza osoba nie jest w stanie pokrzyżować mi szyków.

Na przykład, gdybym zgodził się na pracę przedstawiciela handlowego spędzającego 30% czasu w delegacjach złamałbym zasadę odnośnie zdrowia.

Jeździłem w delegacje po całej Europie i wiem, że tam ani się nie wyśpię, ani nie odpocznę, i czeka mnie mnóstwo stresu: bieganie po lotniskach, wypożyczanie samochodów, szukanie hoteli i dogadywanie się z ludźmi których nie znam.

Praca w delegacjach dodatkowo utrudnia bycie ponadprzeciętnie sprawnym. W 2014 roku spędziłem pięć tygodni w trasie (przejechane 15 000 km). Chodziłem wtedy na boks i po tym czasie moje mięśnie tak osłabły, że każdy cios w brzuch kończył się nokautem. Śmieszne, bo przed delegacją te ciosy nie robiły na mnie wrażenia, a teraz posyłały mnie na deski. Łatwo sobie wyobrazić co by było, gdybym jeździł na delegacje regularnie.

Dla mnie praca w delegacjach to katastrofa, ale dla kogoś z inną misją życiową może być marzeniem – podróżowanie, poznawanie innych kultur. Wszystko zależy od człowieka.

Ile zajęło mi zdefiniowane życiowej misji?

Sam proces definiowania mojej życiowej misji zajął mi około roku. Wypisałem wszystko, co mi się wydawało, że potrzebuję do bycia szczęśliwym. Co kilka miesięcy wracałem do notatek sprzed kilku miesięcy i porównywałem.

Wiele rzeczy sprawiało wrażenie niezbędnych, ale z czasem zostało tylko to, co się regularnie przewijało, co mnie naprawdę gryzło.

Daj sobie czas, nie musisz tego wymyślić w jeden wieczór.

Podsumowanie

Każda większa decyzja musi być zgodna z moją misją. Dzięki temu z biegiem czasu mam się coraz lepiej. Życiowa misja to autopilot który dba, żebym nie zrobił czegoś głupiego.

Wielu nie wie czego chce. Podejmują dziwne decyzje w życiu, łączą się w pary z dziwnymi osobnikami, nie panują nad wydatkami. Misja jest antidotum na te problemy.

Chcę być kowalem własnego losu – bo nie wierzę, że szczęście jest czymś spadającym z nieba.


PS: Podzielcie się w komentarzach swoimi pomysłami i przemyśleniami na ten temat.